i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-08-03 09:28:47

Do Zielonej Góry kilka lat temu jeździło się droga A4 przez Poznań, a dalej piątką do drogi 32, przez Wolsztyn i Sulechów. Aby ominąć tłok na czwórce i ciągnące się kilometrami tiry, można było w Łowiczu skręcić w drogę 703, na Piątek, Łęczyce i wrócić na czwórkę w Kole. Po drodze w mijanych wsiach znajdują się dwa bardzo piękne kościoły w Chruślinie - gotycko-renesansowy na planie prostokąta, jednonawowy, zakończony półkolistą absydą, natomiast w Bielawach możesz obejrzeć kościół gotycki z 1403 roku fundacji Wojciecha Bielawskiego, należy on do cenniejszych zabytków sakralnych tzw. gotyku mazowieckiego. Wewnątrz barokowe ołtarze z XVIII wieku rzeźby i obrazy głównie z XVII i XVIII wieku, a także płyta nagrobna z piaskowca, poświęcona Maciejowi z Bielaw - kasztelanowi łęczyckiemu, podobno najstarsza na Mazowszu. Obok drewniana dzwonnica z XVIII wieku i dzwon z 1531 roku.
W sumie jazda do Zielonej Góry zabierała co najmniej sześć godzin, w tym godzinę przebijania się przez Poznań. Odkąd wybudowano kawałek autostrady to pojawiły się nowe warianty trasy. Najpierw do Strykowa, gdzie zaczyna się ta droga, można dojechać bądź przez Łowicz bądź przez Rawę Mazowiecką i Brzeziny, a potem z Nowego Tomyśla gdzie kończy się autostrada można skręcić w prawo i dojechać do czwórki, w Świebodzinie wpleść się w trójkę, albo wybrać boczne, ale ładniejsze i spokojniejsze drogi przez Zbąszyń, Babimost. Odkąd czynna jest autostrada drogę do Zielonej Góry przy sprzyjających warunkach i braku policji można dojechać w pięć godzin. Kiedy jechaliśmy na ostatni Zjazd Socjologiczny, zabrało nam to trochę więcej czasu, bo jak może pamiętasz, GPS poprowadził nas drogą, która kończyła się na zerwanym moście.
Trasy te przejechałem kilkanaście razy w pierwszych latach obecnego stulecia. Wszystko zaczęło się od strategii nowo powstałego województwa lubuskiego. Zostaliśmy z Grzegorzem konsultantami, a następnie autorami ostatecznego tekstu uchwalonego następnie przez radę województwa. Strategia była odmienna od wszystkich pozostałych w 15 województwach. Została pomyślana jako dokument własny samorządu, zobowiązanie władzy do określonych działań, a nie jako księga marzeń i życzeń chociaż nie łatwo było przekonać zleceniodawców, że strategia to sztuka wyboru najbardziej pożądanych rozwiązań, określenia preferencji, a nie zapis dziesiątków oczywiście ogólnie słusznych celów. Szczególnie cieszyła nas potem opinia jednego z vice marszałków, który powiedział, że strategia służy mu w podejmowaniu bieżących decyzji, a nie jest tylko ozdobą podręcznej biblioteczki.
W Zielonej Górze trzeba się oczywiście zatrzymać w hotelu „Qubus” przy ul. Ceglanej, który był bodajże pierwszym w Polsce hotelem tej norweskiej sieci, jest to przybytek przed laty może elegancki, a dziś już trochę przaśny i niegrzeszący urodą architektury, ale dość wygodny, z dobrą, jak to we wszystkich „Qubusach”, restauracją. Miał jeszcze tę dobrą stronę, że znajdował się obok Urzędu Marszałkowskiego. Stąd tylko dwa kroki na stare miasto, które nie zostało zniszczone w czasie wojny, ale za to rozpadało się powoli przez półwiecze PRL, obecnie jest rewitalizowane. W rynku znajduje się piętnastowieczny ratusz. Możesz także zobaczyć gotycką katedrę i interesujący po ewangelicki kościół z XVIII wieku o szachulcowej konstrukcji. Zielona Góra jest miastem stosunkowo niewielkim i liczy ok. 120 tys. mieszkańców. Tak jak w większości starych miast centralnym punktem jest rynek, przez który trzeba przejść idąc z jednej strony miasta na drugą i podobnie, jak kiedyś w Krakowie ludzie spotykają się na rynku, który nadal jest miejscem „socjotwórczym”. Atrakcją miasta obok zabytków jest położona tuż koło hotelu pewnie już dziś wyremontowana palmiarnia, gdzie wśród tropikalnej zieleni można nieźle zjeść i napić się importowanego wina, ale może to się już niedługo zmieni.
Zielona Góra ma bowiem stare tradycje winiarskie. W pierwszych latach po wojnie produkowano jeszcze ten szlachetny trunek, ale potem kultura ta zanikła. Dziś powoli się odradza. Jak doniosła prasa na rynku pojawiły się polskie wina markowe, wprawdzie nie z Zielonej Góry, ale z pod Wrocławia, a zatem tradycja odżywa. „Jako pierwsza i na razie jedyna, polskie wina wypuściła na rynek winnica Jaworek położona w dolnie Odry. Sprzedano ok. 700 butelek. Na początek winnica wypuściła dwa wina: białe Feniks i różowe Pinot Noir. Cena w detalu to koszt 36-50 zł za butelkę. W drugiej połowie roku będzie też Pinot Grigio i podobno wyśmienity Riesling. Winnica została założona w 2001 roku, ma 22 hektary i jest największym obszarem porośniętym przez winorośl w Polsce”. W Zielonej Górze w początkach września odbywa się święto winobrania.


