Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy



Sztuka eseju
WEBski świat: mądrość tłumów sieciowych, czy zbiorowe nieuctwo?
TAGI: Deser, Sztuka eseju,
Dodano: 2008-09-23 09:52:53

Wszystko wygląda więc na to, że Europa znalazła się w pułapce. W pułapce niemal bez wyjścia. W pułapce jednak tak przemyślnie skonstruowanej, że wcale nie przypomina pułapki, ale raczej coś na kształt pół-luksusowego pensjonatu złotej jesieni intelektualnej. Są tutaj wszelkie udogodnienia, bieżąca woda, elektryczność, posiłki podawane regularnie, niemało jest jeszcze praktykujących lekarzy i pielęgniarek (chociaż zaczyna brakować gerontologów), sprawnie funkcjonuje służba porządkowa, toalety bardzo czyste (chociaż w niektórych skrzydłach są pewne usterki), wreszcie  wspaniale zaplanowany ogród z górami, jeziorami, morzami i czym tam jeszcze. Oczywiście znajdziesz tutaj pokoje lepsze, i gorsze, no ale przecież standard zależy od ceny, a nie od widzimisię zarządu. Co prawda, tak się jakoś składa, że tych gorszych pokojów raczej przybywa niż ubywa, tyle że i tak są one o niebo lepsze aniżeli w innych pensjonatach. Zresztą co tam pokoje! Rozrywek organizują coraz  więcej i więcej, przybywają najlepsze objazdowe kabarety i znakomite orkiestry, zjawia się ogromna liczba komiwojażerów, którzy oferują najbardziej wyrafinowane jakościowo towary.
Kaplice przy pensjonacie są piękne, ale pustawe. To znaczy można tam sobie wejść i posłuchać muzyki, tyle że teraz trzeba uiścić dodatkową opłatę. Nic się jednakże nie marnuje, jako że część z nich przerobiono na inne świątynie, gdzie nie ogląda się przynajmniej wizerunków człowieka. Niektórych to może i boli, lecz jakoś nikt bardzo głośno nie protestuje.
Najczęściej pensjonariuze rozmawiają – co zrozumiałe naturalnie – o funduszach inwestycyjno-emerytalnych. To temat najważniejszy i najbardziej wszystkich dotykający. Co prawda, po zjawieniu się grupy nowych przybyszów problematyka rozmów jakby nieco się ożywiła i urozmaiciła, lecz tylko na chwilę. Wszyscy są przekonani, że nowi wkrótce zajmą się tym, czym powinni, czyli właśnie funduszami inwestycyjno-emerytalnymi. Przecież to rzecz absolutnie zasadnicza: gdzie, co i jak inwestować, jak najlepiej wyjść na swoje, komu zabrać, a komu dołożyć składki. To wszystkich wciąga, tak więc nowi przybysze już się cywilizują funduszowo, i odkładają na bok jakieś niepotrzebne nikomu spory. Poza tym jakież to inicjować debaty? I o czym? Przecież już wszystko dokładnie omówiono, wszystko zanalizowano, wszystko skrytykowano i wszystko poddano w wątpliwość. Nikt nie zaskoczy nikogo nową ideą, nowym pomysłem, ani nie zaszokuje wymyślnym strojem czy najbardziej dziwacznymi poglądami. Jeśli by nawet poruszyć nowy temat, tak trochę inaczej, jakoś bardziej odświętnie i, przynajmniej na pierwszy rzut oka – niebanalnie, to pewnie na początku inni nadstawią ucha, ale chwilę później zakryją dyskretnie (i mniej dyskretnie) usta, ziewając raz za razem. No bo przecież wiadomo: nihil novi sub sole... od dawien, dawna.
Co prawda, można coraz częściej odnaleźć gdzieś po kątach takich pensjonariuszy, którzy niewiele z tego wszystkiego rozumieją, nie bardzo chcą albo nie mają co inwestować. Noszą wyłącznie nieciekawe ubrania i wcale nie są trendy. Na szczęście nie przeszkadzają innym, siedzą sobie cicho i chyba już nic nie myślą.
 Ale problemów przecież nie da się zupełnie uniknąć. Niemała jest bowiem grupa pensjonariuszy, którzy są jacyś zupełnie inni. Na serio traktują swoje przekonania religijne, inaczej się ubierają, nierzadko protestują w bardzo gwałtowny sposób, i do tego nie chcą wyprowadzic się z pensjonatu. Na szczęście rosną wśród nich tacy, którzy zaczynają pilnie studiować wykresy funduszy emerytalnych. Jest więc nadzieja, że wszystko wcześniej lub później wróci do normy. Zresztą Zarząd się bardzo stara.
 Poza tym ogród przy pensjonacie jest naprawdę uroczy. Mamy część zimową, i letnią, i wiosenną. Zawsze można pospacerować, popływać na łodzi i na jachcie (jeziora są znakomicie zaprojektowane), odpocząć w otoczonych bujną roślinnością altanach. Z ogrodu nie chce się wręcz wychodzić. Ci, którzy bywali gdzieś daleko, to znaczy poza granicami pensjonatu i ogrodu, powiadają, że tutaj jest po prostu najlepiej. Bardzo, bardzo geműtlich. Nigdzie indziej harmonia pensjonatu i ogrodu nie jest tak perfekcyjna. Jedynym kłopotem jest ogrodzenie, które ciągle trzeba remontować i podwyższać, bo nieproszonych gości, jak się wydaje, będzie w przyszłości coraz więcej i więcej.
Tylko poczucie nostalgicznej melancholii daje o sobie znać. Nikt jeszcze nie wie czy rozwinie się w coś poważniejszego, czy to tylko taki dłuższy kaprys wyobraźni pensjonariuszy. Chociaż może to być znak zupełnie innych boleści, o których nikt nie chce głośno mówić. W każdym razie coś ciąży na duszy. Przynajmniej tym, którzy jeszcze wierzą w jej istnienie.    

Globalizacja i wybrakowany konsument
 Zygmunt Bauman nastraja nas pesymistycznie. Wyjątkowo pesymistycznie. W swojej  pozycji „Praca, konsumpcjonizm i nowi ubodzy” stawia tezy, które każą nam myśleć o końcu Europy solidarności, o niechęci czy wręcz o niemożności wyjścia poza okowy myślenia, nałożone przez – jak to sami nazywamy – „zewnętrzne okoliczności”. Mówi też o kryzysie instytucji, które kiedyś gwarantowały stabilność i zaufanie państwa, o puchnącym liczbowo egoizmie, który nazywa się eufemistycznie „realizmem” albo „interesem narodowym”, albo jeszcze inaczej. Niby jesteśmy bogatsi, mamy coraz lepszą technologię, potrafimy to, co naszym dziadom się nawet nie śniło, ale nijak nie możemy ograniczyć liczby tych, którzy są wykluczeni, którzy znajdują się na obrzeżach, albo nawet zupełnie gdzieś na społecznym śmietniku. Dla wielu z nich rozwiązaniem są solidnie uzbrojone oddziały policji i porządne więzienia. Przecież sami są winni swojemu losowi, twierdzą z pogardą zacni obywatele, tyle że akurat to sposób myślenia – sugeruje autor – który powstał na bazie kuszącej i niemądrej mistyfikacji, że jakoby „każdy jest kowalem swojego losu”.
Bauman oskarża partie zaliczane do lewicowych, które faktycznie demontują osłony socjalne, usprawiedliwiając to koniecznością ekonomiczną. Wskazuje też na fakt, iż zmiana dotychczasowej filozofii działania i myślenia nie wzbudza prawie żadnych protestów, jakby owa „trzecia droga” Tony’ego Blaira została uznana za niepodważalny dogmat. Bauman pisze: Ludzie nazywani obecnie „wykluczonymi” nie mają żadnych żądań lub projektów, nie zaczynają cenić swoich praw, nie spełniają swoich ludzkich i obywatelskich obowiązków. Tak jak przestali istnieć w oczach innych, stopniowo przestają istnieć w swoich własnych oczach. Obecnie cierpienie ubogich nie oznacza żadnej „wspólnej sprawy”. Każdy wybrakowany konsument liże swoje rany w samotności, w najlepszym wypadku w towarzystwie swojej (póki co nierozbitej) rodziny.

 1  2  3  4  5 


OPINIE
Zapraszamy do wyrażenia opinii.
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010