i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2010-02-23 10:23:33

Pewnie pamiętamy jeszcze obrazy w mediach z czasu trwania wojen domowych w byłej Jugosławii, myślę tu o latach 1998 - 2001. Zachodnioeuropejskie media jak również polskie, pełne były wtedy brutalnych relacji. Przeważnie były to zdjęcia uchodźców albańskich uciekających setkami tysięcy do krajów sąsiedzkich, relacje z tragicznych warunków w obozach dla uchodźców, zniszczone albańskie miasta czy wioski, zabici cywile. To z jednej strony. Z drugiej natomiast bombardowani byliśmy zdjęciami żołnierzy serbskiej armii, serbskich czołgów jadących przez miasta i pola czy energicznymi przemowami Slobodana Miloszevicia.
Przeciętny polski widz, czytelnik gazet czy słuchacz radia miał już jasno wyklarowane zdanie na temat powyższych konfliktów. W tej wojnie to Albańczycy byli bezradnymi cywilami, a Serbowie to okrutni i bezwzględni żołnierze, dyktatorzy, ludzie zupełnie bezlitośni, konfliktowi i nieustępliwi.
Dlatego ważne jest przedstawienie również tej drugiej strony problemu. Tej bardzo rzadko pokazywanej w naszych mediach. Może pozwoli to Państwu spojrzeć raz jeszcze na ostatnie konflikty w byłej Jugosławii i stanąć mniej więcej pośrodku. Patrzeć mniej więcej obiektywnie.
Omawiając problemy w Kosowie i Macedonii należy choćby pobieżnie przypomnieć sobie historię tego rejonu. Bez tego nie da się przynajmniej trochę zrozumieć myślenia Albańczyka, Serba czy Macedończyka. Zresztą dla nich wszystkich historia pojawiła się już w dzieciństwie. Nie myślę tutaj o lekcjach w szkole podstawowej, lecz o domu rodzinnym. Dziadek, ojciec czy matka sumiennie przekazują swoim wnukom czy dzieciom różne wydarzenia z historii ich narodu w danym państwie. I tak mały Albańczyk słyszy od rodziny, że powinien być dumnym Ilirem, pamiętającym o swoich korzeniach i broniącym losu swojego narodu za wszelką cenę. Walczyć musi też przeciw wrogom swoich przodków. Serbski kilkulatek zdążył już przyswoić sobie jakże ważną datę bitwy na Kosowym Polu i tego, że jego życie oraz życie jego rodaków to „za milijony kochanie i cierpienie katuszy” w obronie chrześcijaństwa przed Albańczykami i groźby islamu w Europie. Młody Grek już dawno nasiąknął dumą narodową i zaczął patrzeć na obcokrajowców z góry, którzy przecież cóż są warci, skoro ich państwa powstały tysiące lat później niż greckie antyczne miasta-państwa. Nie daj Boże, aby ktokolwiek rościł sobie coś z ich dziedzictwa bowiem biada mu. A biada Macedończykom, którzy nie potrafią zdecydowanie i w większości spojrzeć naprzód tylko rzetelnie odgrywają rolę ofiary tego regionu, których każdy zdążył już skrzywdzić. Młodzi Macedończycy bardzo dobrze wiedzą już ile to ziemi miał koło Salonik ich pradziadek i w jakich warunkach musiał opuszczać egejską Macedonię po wojnie domowej w latach czterdziestych. Dobrze już wiedzą, że matką apostołów Europy czyli św. Cyryla i Metodego była Macedonka, a omijają greckość ich ojca. Jednak spośród tych wszystkich rzeczy przekazywanych ustnie dzieciom najważniejsze dla nich jest pochodzenie.
Sami Albańczycy twierdzą, że pochodzą od starożytnych ludów iliryjskich. Problem w tym, że jednoznacznie potwierdzić się tego nie da. Jeśli Albańczycy pochodziliby od dawnych Ilirów oznaczałoby to, że na terenach dzisiejszego Kosowa byli pierwsi. Albańczycy swoje tezy podtrzymują tym, że wszystkie otaczające ich narody mają mniej lub bardziej, ale jednak jasno potwierdzone pochodzenie. Również język albański jest tak oryginalny, że jest jedyny we własnej grupie językowej. Nie ma na świecie żadnego języka pokrewnego (podobnie jak grecki). Pochodzenie Serbów jest o tyle prostsze, że można niemal z całkowitą pewnością stwierdzić, że Serbowie to Słowianie, którzy przybyli na tereny Bałkanów mniej więcej w VI/VII wieku. Sami Serbowie również potwierdzają tę tezę. Kwestia Macedończyków jest bardziej skomplikowana. Twierdzą, że pochodzą od starożytnych Macedończyków wymieszanych ze Słowianami. A że mówią językiem z grupy słowiańskich? Przecież Peruwiańczycy mówią po hiszpańsku a pochodzą od Inków. Opierają się również na międzynarodowych badaniach genetycznych, które mówią o autochtonicznym pochodzeniu Macedończyków. Przyjmując, że pochodzą oni również od starożytnych ludów helleńskich, jak i tych młodszych słowiańskich oznacza to, że tereny zachodniej Macedonii zamieszkiwane byłyby od tysiącleci przez obydwa narody – Albańczyków i Macedończyków.
Do średniowiecza pojęcie tożsamości narodowej wśród klas niższych społeczeństwa najpewniej nie istniało. Nie można więc mówić o wojnach etnicznych. Chłopa w systemie feudalnym tak naprawdę nie obchodziło jakiego ma pana i jak się nazywa to terytorium, na którym orze ziemie. Nie ważne było czy nazywa się to Serbią, Raszką, Grecją czy Cesarstwem Bizantyjskim. Religię również wszyscy wyznawali tę samą, choć niektórzy w rycie wschodnim a inni w zachodnim. Nawet jeśli wojny między danymi społecznościami na Bałkanach się pojawiały, najpewniej były to konflikty na poziomie starć między jedną wioską a drugą. Sytuacja zaczęła się zmieniać pod koniec XV wieku kiedy religia już nie łączyła wszystkich, a do tego warunkowała odmienną kulturę oraz sposób życia.
Islam na Bałkanach
Początki islamu na omawianych terenach należy łączyć z najazdem tureckim. W pierwszych latach XIV wieku były to sporadyczne wypady grabieżcze. Turcy nie zajmowali tych terenów na stałe. Jednak padające na kolana po wyprawach krzyżowych Cesarstwo Bizantyjskie nie mogło już dłużej stawiać Turkom oporu. Na dodatek Osmanowie stawali się coraz silniejsi. W końcu stali się na tyle mocni, żeby połakomić się na nowe terytorium półwyspu bałkańskiego. Dla ludności tam zamieszkałej przyszedł czas, aby zdecydować o być albo nie być. Postanowiono walczyć. W roku 1389 miała miejsce najbardziej znacząca bitwa dla Serbów, Macedończyków, Albańczyków czy Greków. Znaczenie jej, szczególnie dla Serbów, jest takie, jak dla Polaków Grunwald 1410 roku. Wtedy wszystkie bałkańskie narody stanęły wobec wspólnego wroga w jednym szeregu pod flagą serbską króla Łazarza. Bitwa niestety skończyła się wygraną Turków, a to otworzyło im drogę do dalszych podbojów Europy aż do Wiednia i Jana III Sobieskiego. Przez kolejnych 5 wieków Turcy, ich kultura oraz religia (Islam) dominowały na Bałkanach. Zaczęły się kolonizacje tureckie. Stąd wzięli się Turcy, którzy jeszcze do dzisiaj żyją na tych terenach.
W każdym z państw byłej Jugosławii Turków jest znaczna ilość. W ślad za kolonizacją szła wówczas islamizacja. Zaczęły się prześladowania chrześcijan. Polegały one głównie na ogromnym opodatkowaniu niż na przemocy fizycznej, ale też przebudowywano kościoły na meczety, zabraniano budowania nowych cerkwi. Powszechne było też zabieranie pierworodnych synów rodzinom chrześcijańskim przez wojska tureckie i wcielania ich do wojska. Wszystko to miało na celu, aby tamtejsza ludność przyjęła islam. Osoba, która na islam się nawróciła otrzymywała takie same prawa jak Turek. Zwolnienie z podatków, możliwość awansu w administracji czy wojsku oraz pozostawienie pierworodnego w rodzinie. Często nawet taki konwertyta otrzymywał prawa handlowe lub ziemię na własność. Wielu ludzi spośród wszystkich nacji dało się namówić i przechodziło na nową religię. Różnie ich nazywano. W Macedonii mówi się na nich Torbesze (bo sprzedali wiarę za przysłowiową torbę sera), w Bułgarii to Pomacy, w Serbii to Gorani (również wielu Bośniaków to etniczni Serbowie). Jednak narodem który w ogromnej większości dał się zislamizować byli Albańczycy. Trwało to przez wieki, jednak pod koniec panowania tureckiego już 85% Albańczyków było muzułmanami. Otrzymali wszystkie prawa jakie mieli rodowici Turcy. Problemem jednak dla pozostałych było to, że Albańczycy jako jedyny naród tak naprawdę w większości wyrzekł się swojej religii na rzecz islamu. Dodatkowo to właśnie Albańczycy z czasem stali się największymi sprzymierzeńcami Turków na Bałkanach. Serbowie, Macedończycy czy Grecy stopniowo zaczęli postrzegać niegdyś walczących po tej samej stronie Albańczyków jako zdrajców. To głównie Albańczycy zaraz po Turkach piastowali główny po sułtanie urząd wielkiego wezyra w całym Imperium. (Turcy 161, Albańczycy 47, Serbowie 2, Grecy 8, Bułgarzy 3). W większości upadające powstania Serbów, Greków czy Macedończyków powodowały exodus okolicznych mieszkańców z terenów powstania. Opuszczone wioski czy miasta zasiedlane były wówczas przez Turków i Albańczyków (wieki XVI/ XVII i XIX). Uważa się, że między innymi łatwa islamizacja Albańczyków i ich współpraca z Turkami zapoczątkowała złe stosunki między narodami na Bałkanach w kolejnych wiekach.
Tak oto konflikty etniczne podsycane były przez kolejne lata w większym czy mniejszym stopniu, aż do momentu odzyskania wolności w pierwszej połowie XX wieku. Oto Imperium Osmańskie upada, a na jego europejskiej części zaczynają powstawać państwa nowe, czasem po kilkusetletniej przerwie w istnieniu. Był to zachwyt wolnością i w końcu upragnionym krajem dla wielu mieszkańców byłego imperium. Nie było już tego głównego wroga - Turków. Nie było miejsca ani czasu do stracenia na głupie waśnie oraz wojny etniczne i religijne. Trzeba było energię włożyć w to, aby odbudować tak długo wyczekiwane swoje własne państwo. W kolejnych latach występowały jeszcze konflikty na tle etnicznym czy religijnym, ale były one na tyle niewielkie lub marginalizowane, że nie odgrywały znaczącej roli i nie porywały za sobą tłumów. Od zakończenia I wojny światowej tak było przez cały okres trwania królestwa Jugosławii.


