i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie

Pan Prezydent zrobił sobie wycieczkę na sesję Zgromadzenia Ogólnego do Nowego Jorku. Wprawdzie z równym powodzeniem mógłby wybrać się bliżej, do londyńskiego Hyde Parku, gdzie również „każdy mówi o czym innym, jak zwykle w życiu rodzinnym”, wedle znanej recepty Boya, ale nikt z kancelarii mu zapewne nie poddał tej alternatywy.
Pan Prezydent pojechał, jak się spodziewano, „dać odpór” Rosji także po drugiej stronie wielkiej wody. Ale przy okazji ujawnił również i inne obsesje. Nie tak dawno udzielił wywiadu w kraju stwierdzając, że chciałby przyczynić się do obalenia szkodliwego mitu (!?), że prywatne przedsiębiorstwo jest sprawniejsze niż państwowe. I kontynuując ten nurt swoich obsesji „dał odpór” kapitalizmowi również w swoim oenzetowskim przemówieniu.
Kapitalizm się nie sprawdził wedle Lecha Kaczyńskiego. Być może nie sprawdził się dlatego, że jakoś kapitaliści nie rwali się na wyprzódki popierać PiS. No, ale jak mieli popierać skoro kapitaliści, jak wiadomo, mają pieniądze, a jeśli ktoś ma pieniądze, to wedle słynnej frazy Pan Prezydenta „skądś je ma”...
Pocieszyć mógł się Pan Prezydent jednakże tym, że w krytyce niesprawiedliwości kapitalizmu znalazł podczas tej samej sesji sojusznika. Irańskiego prezydenta Ahmedineżada. Tamten miał wprawdzie inne – swoje własne – obsesje, ale tę akurat dzieli wspólnie z Lechem Kaczyńskim.
Gdyby dwaj prezydenci znaleźli wspólny język, to mogliby sobie także pogawędzić – jak prezydent z prezydentem – na temat wyższości państwowych przedsiębiorstw. Kaczyński poopowiadałby Ahmedineżadowi o naszych wspaniałych stoczniach i kopalniach, a Ahmedineżad o wspaniałych państwowych rafineriach. Tak znakomicie pracujących, że coraz większą część popytu na benzynę Iran zaspokaja importem. W rezultacie Amerykanie w ramach sankcji planują zamknąć dopływ importu benzyny do Iranu – kraju pławiącego się w ropie naftowej.
Narzekanie na kapitalizm nie przeszkodziło jednak Panu Prezydentowi w rozpoczęciu dnia giełdowego, o co tradycyjnie prosi się kolejnych polityków. Zarządzający giełdą nowojorską zdziwiliby się zapewne, gdyby usłyszeli co ich gość powiedział w ONZ, ale skąd niby mieli wiedzieć? Oni już dawno przyzwyczaili się do pomijania „hydeparkowej” egzotyki tej instytucji!
Pan Prezydent nie bryluje – mówiąc bardzo dyplomatycznie – w refleksjach na temat gospodarki. Ale jego wizytę na Wall Street można potraktować podobnie, jak pewnego sowieckiego profesora, którego wysłano w swoim czasie na Zachód, aby sprawdził stalinowską tezę, że kapitalizm gnije i umiera. Otóż ów profesor odwiedził giełdę na Wall Street i parę innych miejsc, a po powrocie do Sowietów, zapytany czy kapitalizm rzeczywiście umiera, odpowiedział, zgodnie z instrukcją, że tak. Dodał jednak: „Ale cóż to za piękna śmierć...” Ciekaw jestem, czy naszego Prezydenta-profesora stać byłoby na taką refleksję?


