i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-10-05 11:18:33

Sąd w Katowicach nakazał „Gościowi Niedzielnemu” przeproszenie Alicji Tysiąc i zapłacenie jej 30 tys. zł. Tysiąc poczuła się urażona tekstami tego katolickiego tygodnika na swój temat. A zwłaszcza sformułowaniem, że domagając się aborcji, chciała zabić swoje dziecko.
Wyrok jest bulwersujący i precedensowy. Z kilku powodów.
1. Stwierdzenie podstawowe - aborcja jest zabijaniem dzieci - jest prawdziwe. I tego nie zmienią żaden feministyczny wrzask i narzucające milczenie względy politycznej poprawności.
Zawsze w tym momencie przypomina mi się postać dr. Bernarda Nathansona. Pochodził z rodziny ateistycznych Żydów. Przez 10 lat (lata 60. i 70.) był dyrektorem największej w Nowym Jorku kliniki dokonującej aborcji. Jest odpowiedzialny (bezpośrednio i pośrednio) za śmierć kilkudziesięciu tysięcy nienarodzonych dzieci. W połowie lat 70. radykalnie przewartościował swoje myślenie. Stało się to po wynalezieniu ultrasonografu. Nathanson zobaczył na ekranie nie płód, zygotę, jakieś bliżej nieokreślone życie poczęte, tylko CZŁOWIEKA. Stał się jednym z najbardziej znanych w świecie obrońców życia dzieci poczętych. Pozostawał przy tym nadal ateistą (dopiero w latach 90. przyjął chrzest w Kościele katolickim, co prowadzi do wniosku, że odkrycie prawdy często prowadzi człowieka do wiary).
Czego uczy przypadek Nathansona? Tego, że prawda, iż życie zaczyna się od momentu poczęcia, a tzw. przerywanie ciąży jest zabójstwem dziecka, to nie tylko prawda katolików, lecz wszystkich ludzi dobrej woli, którzy przyjmują do wiadomości osiągnięcia medycyny. Oczywiście, etyka katolicka idzie tu w parze z tym, co mówi medycyna, biologia, ale jest to tak naprawdę sprawa wtórna.
Feministki, które – z egoizmu – nie przyjmują do wiadomości prawdy o początkach ludzkiego życia, są ciemnogrodem, który lekceważy zdobycze nauki.
W telewizyjnej dyskusji o sprawie Alicji Tysiąc wkurzyło mnie to, że w obronie życia dzieci poczętych stanął w TVP Info znany podróżnik Wojciech Cejrowski, w imieniu – jak powiedział – „katoli”. Bo – jak wcześniej napisałem – prawda o początkach życia ludzkiego to nie tylko prawda „katoli”.
Ale równie mocno wkurzyła mnie europosłanka SLD Joanna Senyszyn, która w TVN24 zaczęła dowodzić, że św. Augustyn życie poczęte nie uważał do któregoś dnia ciąży za życie człowieka. Pani Poseł, to było w głębokim średniowieczu! Kościół od tego czasu skorygował swoją naukę w myśl odkryć medycyny. Pani nadal chce tkwić w średniowieczu!
2. Zwraca uwagę uzasadnienie wyroku pani sędzi, napisane językiem nazbyt zbliżonym do języka feministek. Sądzę, że pani sędzia wyraziła w nim po prostu swoje ideologiczne poglądy. Czy jednak nie powinna starać się dążyć do obiektywizmu? I czy taki wyrok zasługuje na szacunek?
3. Środowiska lewicowe, feministyczne nazwały napisanie prawdy przez katolicki tygodnik „językiem nienawiści”. Otrzymały zaskakujące wsparcie ze strony sądu. Za chwilę usłyszymy, że „językiem nienawiści” mówił Jan Paweł II, który miał przecież jednoznaczny pogląd w kwestii aborcji, uważając ją za element „cywilizacji śmierci”.
Każdy, kto teraz będzie się chciał publicznie wypowiedzieć w takim tonie jak „Gość Niedzielny”, będzie się musiał – ze względu na wyrok sądu – dobrze zastanowić, czy nie naraża się na proces. Cóż to jest, jak nie próba wprowadzenia cenzury i ograniczenia debaty publicznej?
4. Alicja Tysiąc ma, być może, feministyczne poglądy. Byłaby to wyłącznie jej sprawa, gdyby nie to, że w ewidentny sposób jest używana instrumentalnie przez środowiska lewicowe, feministyczne i antyklerykalne (być może za jej zgodą). Cel jest jasny: powrót przynajmniej do ustawy o warunkach dopuszczalności przerywania ciąży z 1956 r. A najlepiej wprowadzenie aborcji na życzenie.
5. Sąd zastosował zupełnie karkołomną konstrukcję: można dokonywać etycznej krytyki, ale nie wolno jej odnosić do konkretnych osób. To jaki sens ma taka ocena? A więc może pozwolić nauczycielom dawać jedynki, ale tak ogólnie, a nie konkretnym uczniom?
6. Alicja Tysiąc poczuła się urażona, że „Gość Niedzielny” pisał o niej po nazwisku i opublikował jej zdjęcie. Cóż, mam na tyle dobrą pamięć, że przypominam sobie, iż gdy Tysiąc wystąpiła ze skargą do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (wtedy, gdy lekarze odmówili dokonania aborcji jej dziecka), była „gwiazdą” wszelakich mediów. Wtedy przestała być osobą prywatną, a stała się publiczną, która korzysta z ochrony wizerunku w o wiele mniejszym zakresie niż osoba prywatna.
7. Najbardziej mi szkoda dziecka pani Tysiąc. Co ta dziewczynka musi przeżywać! Ale zgadzam się w 100 proc. z posłem Jarosławem Gowinem, który w TVN24 powiedział, że pani Tysiąc powinna co dzień dziękować Bogu, że ją urodziła. Bo dziś może kochać córkę, a córka może kochać ją.
Dokonując aborcji, pozbawiłaby siebie i małej Julii tej szansy…
8. Zabieram głos w tej sprawie, żeby kiedyś nie płonić się ze wstydu, gdy Pan Jezus zapyta mnie: „Kiedy mnie zabijali, czy ty przynajmniej krzyczałeś przeciwko?”.
Autor w 1989 r. ukończył podyplomowe Studium Teologii Rodziny przy Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie (jego kierownikiem była dr Wanda Półtawska).
I wyświechtany feminizm.
I Pan Jezus.
W działaniu pewnie smakuje inaczej, niż z perspektywy obserwatora i "wołającego na puszczy"
Są rzeczy, które rozstrzygać można wyłącznie we własnym sumieniu.
I wartością byłoby mieć oszczędzone słuchanie (czytanie) tego typu sądów.
Wszystko zaczęło się od dnia, kiedy Mama Kangurzyca, pojawiła się w domku Krzysia na popołudniowej herbacie i poinformowała, że grono krewnych i znajomych Puchatka powiększy się o następne Maleństwo.


