i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2010-06-07 09:42:24

Bohdan Jałowiecki wspominał niedawno pewną „dyżurną socjolożkę kraju, która na ogół mówi głupstwa i zamiast wyjaśniać skomplikowane problemy współczesności mąci ludziom w głowach”. W książce o tytule, którego bufoństwo dorównuje tylko bufoństwu jej autora, o tej samej socjolożce autor napisał, że z reguły jej przewidywania były nietrafne, siliła się na „intelektualizowanie retrospektywne” i swoimi opiniami „wiła sobie gniazdko u aktualnie rządzących”. Książka ma tytuł „Biblia skuteczności” a jej autorem jest osławiony Piotr Tymochowicz. Zestawienie Jałowieckiego z Tymochowiczem jest niestosowne i czerwienię się ze wstydu, mając tylko nadzieję na kredyt tolerancji u Bohdana Jałowieckiego.
Ale jest prawdą, co nawet Tymochowicz dostrzegł, że nasza dyżurna (dyżurująca najczęściej u Moniki Olejnik) socjolożka, na ogół gada głupstwa. Co prawda wszyscy już wiedzą o kogo chodzi, ale dopowiedzmy – chodzi oczywiście o socjologiczną celebrytkę, profesor Jadwigę Staniszkis.
Tymochowicz jednak nie ma racji posądzając ją o polityczny konformizm i koniunkturalne podlizywanie się w swych sądach i opiniach aktualnie panującej w Polsce władzy. To niesłuszne i niesprawiedliwe. Jeśli dzisiaj ogłasza, że najlepszym kandydatem na prezydenta byłby Jarosław Kaczyński i że nie powinien się odżegnywać od idei IV Rzeczpospolitej, to ma się to do koniunkturalizmu tak, jak rozrzutność do sknerstwa.
Konformizm i koniunkturalizm – skłonny jestem podejrzewać – obce są naszej celebrytce. Ale rzeczywiście zastanawiało mnie od dawna dlaczego osoba w gruncie rzeczy dość inteligentna i nie najgorzej wykształcona, a w każdym razie oczytana, tak często gada głupstwa. Pewne podejrzenia nasunęły mi się w związku z jaskrawą czerwienią pomadki do ust używanej przez naszą celebrytkę, oraz z jej nieodpartą skłonnością do epatowania czytającej i słuchającej publiczności ekshibicjonistycznymi szczegółami osobistej biografii.
Otóż skłonny jestem przypuszczać, że wyjaśnienia szukać należy gdzie indziej – nie konformizm i koniunkturalizm tu zawinił, a przeciwnie, dramatyczne i rozpaczliwe poszukiwanie oryginalności i niecodzienności. Potrzeba szokowania zdominowała zdolność logicznego myślenia oraz jasnego wyrażania myśli. Ciekaw jestem co zrobiłby z tekstów naszej celebrytki wybitny tropiciel bełkotu w naukach społecznych, Stanisław Andreski, gdyby coś, co spod jej pióra wyszło, przeczytał (vide: „Czarnoksięstwo w naukach społecznych”, książka znakomicie z angielskiego przetłumaczona przez Jana Sowę).
Ale w gruncie rzeczy nasza dyżurna socjolożka jest tu tylko przykładem istotnego zjawiska społecznego. Staniszkis dla niektórych, np. dla Moniki Olejnik, może być nawet zjawiskowa, ale zjawiskiem, w tym znaczeniu, które interesuje badaczy życia społecznego, jednak nie jest. Jałowiecki twierdzi, że miejsce mędrców, niegdysiejszych „przewodników myślenia”, zajęli medialni mędrkowie. Zgadzam się acz z pewnym zastrzeżeniem. Otóż opinia ta przesuwa, być może tylko semantycznie, akcent z podmiotu na przedmiot, z przyczyny na skutek. Bliższa jest mi diagnoza, że w dzisiejszym świecie podporządkowanym zasadom estetyki szoku i sensacji miejsce autorytetów zajęli idole. Nawet mędrzec bowiem, jeśli rzeczywiście chce mieć jakiś wpływ na masy musi stać się idolem. Mędrkiem, celebrytą. Przecież muzyka Beethovena, jego Symfonia Pastoralna, stała się powszechnie znana dopiero dzięki Waltowi Disneyowi, nieprawdaż? Wielcy, owi „przewodnicy myślenia”, których wspomina Jałowiecki kim byliby dzisiaj? Nikim, jeśli nie wystąpiliby w programie Moniki Olejnik. Ale skąd Monika Olejnik wiedziałaby, że warto byłoby ich o zdanie zapytać? Koło się zamyka.
W. Siejak (Lublin)


