Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy



Społeczeństwo
Po insynuacjach „Gościa Niedzielnego”
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo,
Dodano: 2009-10-05 11:50:46

Cenię publicystykę Jaromira Kwiatkowskiego, przy czym cenię w niej szczególnie to, co w artykule o Alicji Tysiąc wydaje się cechą tej publicystyki sztandarową – jednoznaczność i bezkompromisowość. Mój podziw skażony jest nawet smugą zazdrości, bo cnoty takich jednoznaczności i bezkompromisowości nie zostały mi dane. Stale mam jakieś wątpliwości. A Jaromir Kwiatkowski wątpliwości nie ma.

Ów brak wszelkich wątpliwości ujawnia już pierwsze zdanie tekstu Jaromira Kwiatkowskiego. Pisze On: stwierdzenie podstawowe - aborcja jest zabijaniem dzieci - jest prawdziwe. I tego nie zmienią żaden feministyczny wrzask i narzucające milczenie względy politycznej poprawności. 
Joanna Senyszyn, o ile się nie mylę, popełniła błąd mówiąc, że św. Augustyn nie sądził jakoby człowiek miał duszę od chwili poczęcia, ale nie dlatego by wyobrażał sobie, że duszę ma już embrion, ale ponieważ w kwestii tej wypowiadał się inny Ojciec Kościoła – św. Tomasz z Akwinu. Pani Poseł, to było w głębokim średniowieczu! – wykrzykuje wkurzony (wg określenia cytowanego Autora) Jaromir Kwiatkowski. Tylko, Panie Redaktorze, cóż to za argument i po co się wkurzać od razu? Nowy Testament pisany był dużo wcześniej, czy znaczy to, że nie powinniśmy się doń odwoływać? Przeciwnie, skłonny jestem ubolewać, że tak niewielu katolików Ewangelię czyta a jeszcze mniej – nawet wśród hierarchów – rozumie i pamięta ten wspaniały tekst, ze szczególnym uwzględnieniem Kazania na Górze.

Nie wdawajmy się jednak w spory filozoficzno-doktrynalne, ale dokonajmy pewnych ustaleń.

Kościół wychodząc z założenia świętości życia, które zostało człowiekowi dane od Boga, nigdy nie zgodzi się na aborcję. To oczywiste. Zawsze uważać ją będzie za grzech ciężki, za unicestwienie życia nawet w stanie zalążkowym, embrionalnym. Czy za morderstwo? Tu już miałbym pewne wątpliwości, ponieważ nie każde „unicestwienie życia” zgodziłbym się nazwać morderstwem. Jeśli Jaromir Kwiatkowski, czego mu rzecz jasna nie życzę, zabije w obronie własnej napastnika nastającego na jego życie lub zdrowie nigdy nie nazwę go mordercą, tak samo nie nazwę morderczynią kobietę, która podejmie decyzję aborcji, jeśli płód zagrozi jej zdrowiu lub życiu. Czy bierze się to z mojej przesadnej, a wynikającej z „politycznej poprawności” skłonności do uwzględniania różnicy znaczeniowej słów? Ewangelia życia, którą głosi Kościół, zobowiązuje ludzi wierzących, jak sądzę, ponad granice jej wymiaru uniwersalnego. Bo ochrona życia nie jest przecież normą religijną, a właśnie uniwersalną, choć w pewnych granicach. Człowiek niewierzący może nie czuć się zobowiązany do heroicznego utrzymywania się przy życiu w sytuacjach krańcowych (np. problem eutanazji) i nie musi się czuć zobowiązany do ochrony czyjegoś życia kosztem życia własnego (np. problem aborcji). Stwierdzenie sądu, że w procesie Alicja Tysiąc kontra „Gość Niedzielny” „każda ze stron słowu „zabójstwo” przypisywała inne znaczenie” jest, więc opisem rzeczywistości i żadne protesty Jaromira Kwiatkowskiego ani innych „protestantów”, rzeczywistości tej nie zmienią. Fakt, że Jaromir Kwiatkowski, ale także niektórzy spośród ludzi wierzących, w tym zapewne większość hierarchów Kościoła katolickiego, na rzeczywistość tę się nie godzi, zrozumieć mogę, ale jej nie akceptuję. Bo konsekwencją tej niezgody nie jest, w praktyce wszak niemożliwa, negacja faktu, że są ludzie, którzy inne znaczenie przypisują temu słowu, ale musi być i jest próba odebrania tym ludziom prawa sądzenia samych siebie.

Europejski Trybunał Sprawiedliwości nie wypowiadał się jednak w kwestii aborcji, ani nawet w kwestii prawa pani Alicji Tysiąc do aborcji, prawa w jej sytuacji przyznawanego zresztą przez prawo polskie. Wyrok Trybunału w Strasburgu dotyczył jedynie faktu, że polski system prawny nie umożliwia obywatelowi odwołania się od decyzji podjętej w pierwszej instancji, którą w tym przypadku był lekarz, prawa do aborcji Alicji Tysiąc odmawiający. A w każdym cywilizowanym systemie prawnym taka możliwość odwołania się powinna istnieć, niezależnie od tego jak brzmi i co stanowi wyrok instancji pierwszej. Koniec. Kropka. Nic więcej. Przyjmijmy przez chwilę, hipotetycznie, choć wcale nie na prawach żartu, że mamy do czynienia z sytuacją, w której lekarz dochodząc do wniosku, że donoszenie ciąży zagraża życiu pacjentki wydaje decyzję o przymusowej aborcji i że od tej decyzji Alicja Tysiąc nie ma możliwości się odwołać. Jaki zapadłby wyrok w Strasburgu? Podejrzewam, że taki sam. Nie przypuszczam, aby Jaromir Kwiatkowski, przy jego inteligencji, różnicy tej, zgoła niesubtelnej, rzekłbym grubej, nie dostrzegał. W kwestii ks. red. Gancarczyka jestem bezradny. Być może nie dostaje mu inteligencji by zrozumieć czego naprawdę wyrok strasburski dotyczył; być może wyroku nie zna, co źle świadczy o jego profesjonalizmie i dziennikarskiej etyce zawodowej; być może wyrok zna i rozumie. Czyli – cynicznie kłamie.

Opinia społeczna w Polsce jest dziś obiektem wyjątkowo cynicznej, obrzydliwej manipulacji. Przyznaję, że w pewnym momencie sam także stałem się tej manipulacji ofiarą. Łatwowiernie i konformistycznie pomyślałem sobie, że sprawa uwagi niewarta, ponieważ nawet jeśli Prezydium Konferencji Episkopatu Polski wyrok wydany przez sędzią Ewę Solecką skwitowało protestem konfesyjnie subiektywnym, arogancko jedynowładczym i bardzo dalekim od chrześcijańskiej pokory i ewangelicznej miłości, to sama Alicja Tysiąc sobie na to zasłużyła, kosztem własnej córki pchając się na scenę publiczną i zadając z Napieralskim. Opinia publiczna w gruncie rzeczy nie wie bowiem o co w sprawie Alicja Tysiąc kontra „Gość Niedzielny” chodzi. Wma-wia się jej, w czym swój udział ma także Jaromir Kwiatkowski, że chodzi o to, iż choć można aborcję nazwać zabójstwem, nie można osobę, która chce jej dokonać nazwać zabójczynią.

Przyjrzyjmy się jednak co ks. Gancarczyk napisał opatrując to komentarzami przenoszącymi sprawę ze sfery ocen i pomówień w sferę faktów. „Pani Tysiąc – pisze Gancarczyk – otrzyma 25 tys. euro odszkodowania, plus koszty postępowania, za to, że nie mogła zabić swojego dziecka”. Otóż otrzyma nie za to, co insynuuje Gancarczyk, ale za to, że nie mogła skorzystać z prawa odwołania się od decyzji, które powinien jej umożliwić każdy cywilizowany system prawa w demokratycznym państwie. „Mówiąc inaczej – insynuuje dalej Gancarczyk – żyjemy w świecie, w którym mama otrzymuje nagrodę za to, że bardzo chciała zabić swoje dziecko, ale jej nie pozwolono”. Jakim moralnym prawem ten ksiądz (ksiądz? – niestety tak) twierdzi, że ona „bardzo chciała zabić swoje dziecko”, a nie, że bardzo się bała utraty wzroku i dlatego dopuszczała do siebie, być może z ciężkim sercem, myśl o aborcji? I jeszcze ten obrzydliwy, łajdacki donos do opinii publicznej, że „to odszkodowanie będzie pochodzić z budżetu państwa, a więc z naszych podatków”. Porównanie sędziów Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości do doktora Mengełe, Hoessa i innych eses-manów z Auschwitz dopełnia obrazu tego języka nienawiści i agresji.

Czy taki wyrok zasługuje na szacunek? – pyta red. Kwiatkowski. Tak ,Panie Redaktorze, na najwyższy szacunek. 

OPINIE
Alekspc  (aleksander.chlopecki@neostrada.pl) - komentarz
2009-10-05 22:37:04
W tekście mojego Ojca zauważyłem z pewnym zdziwieniem tezę, iż "nie wdawajmy się jednak w spory filozoficzno-doktrynalne", jak również kilka innych innych będących podświadomym lub świadomym intelektualnym samoograniczeniem się.
Szymon Czarnik - 5 uwag ad rem
2009-10-06 20:31:54
Na początek gwoli wyjaśnienia: całe zamieszanie w sprawie AT kontra GN dotyczy edytorialu (krótkiego wprowadzenia do numeru 40/2007 GN), napisanego przez ks. Gancarczyka. Jakkolwiek by tego wprowadzenia nie oceniać, powinno być ono interpetowane w kontekście całego obszerniejszego artykułu, który znajduje się wewnątrz numeru. Każdy edytorial polega bowiem na skrótach myślowych. A teraz do rzeczy (metodą cytat + komentarz):

Szymon Czarnik - @ Alekspc
2009-10-06 23:38:31
"W myśl zatem logiki, nie ma powodu by zakładać, że skoro zygota ma duszę (nie mając świadomości), to ten potencjalny byt i tą potencjalną świadomość, możnaby (a nawet, logicznie rozumując - powinno się - to przecież też potencjalny byt) przypisać odrębnie i komórce jajowej i plemnikowi- argumentum a maiori ad minus."

Krzystof Martens - Alicja i Wielki Inkwizytor
2009-10-07 22:03:50
Szanowny Jurku.
Przyjmij jako komentarz fragment felietonu który ukaże się w kolejnym „Vipie”.

….W tym samym „ Gościu Niedzielnym” inny ksiądz napominał wiernych:

Nie ciskaj gromów!
Alekspc  (aleksander.chlopecki@neostrada.pl) - Szymon Czarnik
2009-10-07 22:20:10
Krytykę "negacji", przyjmuję - w sumie komentarze pisze się na szybko - ale widzę na szczęście, że zostałem zrozumiany.
Czuję się zaś niezrozumiany w innej kwestii.
Szymon Czarnik - @ Alekspc
2009-10-07 23:41:13
Widzę, że i ja nie zostałem zrozumiany.
Prawdopodobieństwo, że z plemnika tudzież komórki jajowej powstanie istota rozumna jest rzeczywiście mniejsze niż w przypadku zygoty, a konkretnie wynosi ZERO.
Szymon Czarnik - @ Alekspc - errata
2009-10-08 16:36:49
Odpowiedni fragment ostatniego akapitu w poprzednim moim wpisie powinien brzmieć: "... w rzeczy samej uważam, że zygota, która rozwinęła się w byt rozumny, znany mi jako Aleksander Chłopecki, z którym właśnie wymieniam myśli ..." itd. - reszta bez zmian. To tak gwoli ścisłości :)
duzarawka  (tamg@op.pl) - dusza
2009-10-09 10:29:40
Nie wiem kto ma dusze, a kto jej nie ma. Jedno co można stwierdzić, to fakt, że od decyzji lekarskiej w chwili obecnej Pani Tysiąc również by się nie odwołała. Nic nie pomoże oddawanie szacunku wyrokowi Trybunału, choć w pewnym sensie o szacunek tu chodzi.
Jaromir Kwiatkowski  (kwiatek62@buziaczek.pl) - do Krzysztofa Martensa
2009-10-12 09:52:33
Panie Krzysztofie, mówi Pan półprawdę, a półprawda nigdy prawdą nie będzie. Owszem, Pan Jezus traktuje nie tyle z pobłażliwością, co z miłością każdego grzesznika, który się nawraca (Maria Magdalena).
Alekspc  (aleksander.chlopecki@neostrada.pl) - Szymon Czarnik@Alekspc
2009-10-12 21:13:37
Szymon Czarnik bardzo ładnie określił siebie i mnie jako byty cielesno-duchowe. Byt zaś oznacza możliwość (w miarę) samodzielnego trwania i (oczywiście w przypadku istot rozumnych do tego postrzegania zdolnych) - odrębne postrzeganie własnej świadomości i istnienia, lub przynajmniej taką możliwość. Nota bene - dlatego godzimy się na zabijanie zwierząt (nie wszyscy, oczywiście), bo sądzimy, że one tej świadomości nie mają. Trochę się boję, że możemy nie mieć racji, ale to nie temat tego postu.

Szymon Czarnik - @ Alekspc
2009-10-13 19:03:07
1. Co do "bytu" - nic i nikt nie jest zdolne do "bytowania" samodzielnego, tj. niezależnie od warunków zewnętrznych (jedynie Bóg jest bytem w pełni samodzielnym, co ujmuje imię "Jestem, który jestem" - oczywiście jeśli w ogóle uznajemy Jego istnienie :)). Np. "bytowanie" zdrowego dorosłego człowieka pozbawionego tlenu jest dosyć krótkie. Płód do przeżycia potrzebuje po prostu zapewnienia przez pewien czas dość specyficznych warunków. W szczególności wymaga współpracy ze strony matki, ale trudno nie zauważyć, że przetrwanie wielu dorosłych osób wymaga znacznie większego wsparcia zewnętrznego niż płód, któremu zasadniczo organizm matki wystarcza.

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010