O pojęciu technicznego idioty
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo,
Dodano: 2010-03-08 13:15:23

Terminu „techniczny idiota” M. McLuhan użył w jednym z wywiadów na określenie kogoś, kto nie dostrzega wpływu, jaki wywierają na niego media i zmian, jakich w nim dokonują. McLuhan twierdził, że współczesny człowiek nie zauważa nawet tego, iż to media stały się jego „naturalnym środowiskiem”, a nie świat przyrody – przy czym, jak można sądzić, kanadyjskiemu uczonemu chodziło głównie o użytkowników mediów. W dzisiejszych czasach telefonii komórkowej, ewoluującego Internetu, telewizji cyfrowej i satelitarnej itd. można znaleźć wiele przykładów potwierdzających spostrzeżenia McLuhana. Jeśli bowiem ktoś spędza czas przed telewizorem „skacząc” po dziesiątkach lub setkach kanałów, jeśli ktoś używa komórki głównie po to by na niej grać lub „ściągać dzwonki”, jeśli ktoś całymi dniami wysiaduje w „chatroomach”, rozmawiając o niczym – to trudno takie podejście do mediów inaczej nazwać aniżeli technicznym idiotyzmem. Wystarczy zresztą poczytać komentarze pod tekstami dziennikarskimi czy newsami na polskich portalach informacyjnych, by przekonać się, że bardzo często zabierają publicznie głos ludzie nie tylko niezdolni do poprawnego i sensownego posługiwania się polszczyzną, czyli, co tu dużo kryć, wtórni analfabeci, ale i nieodróżniający przestrzeni publicznej (utworzonej dla społecznej debaty) od przestrzeni publicznej toalety. W tej ostatniej kwestii zdumiewa mnie zresztą to, iż administracje portali od lat tolerują wulgarne i szokujące wypowiedzi rozmaitych „komentatorów”, czym skutecznie obniżają rangę tego, co zamieszczają na elektronicznych stronach i tego, o czym na nich informują.
Techniczny idiota zatem, moglibyśmy powiedzieć, to osoba, która nie wie, do czego służą media i wykorzystuje je niezgodnie z ich przeznaczeniem. Zauważmy jednak, że fenomen ten ma jeszcze jedno oblicze. McLuhanowi chodziło raczej o użytkownika, o odbiorcę mediów, a przecież można postawić pytanie, czy dostatecznie głęboką wiedzę o mediach i o ich przeznaczeniu posiadają nadawcy. Jeśli skonfrontujemy przyprawiającą o zawrót głowy ilość kanałów telewizyjnych z tym, że lwią część oferty programowej olbrzymiej większości stacji zajmują rzeczy kompletnie bezwartościowe i na poziomie przerażającego wprost banału lub tandety - to owo pytanie staje się całkiem uzasadnione. Podobnie, gdy uświadomimy sobie, że pseudoinformacji („newsów” o operacjach plastycznych gwiazd szołbiznesu, „wiadomości” która aktorka z kim się rozwodzi, a która z kim się ponownie schodzi etc.) przybywa kosztem wieści dotyczących poważnych wydarzeń i istotnych problemów społecznych – a szczególnie, kiedy po raz kolejny dostrzeżemy, jak dziennikarze zamieniają się w celebrities i zaczynają zachowywać w programach informacyjno-publicystycznych niemalże jak modelki na wybiegu. Kto wie, czy tak naprawdę kamieniem milowym na tej drodze do używania środków przekazu w zgoła idiotyczny sposób, nie było wprowadzenie programów typu reality show, w których przeciętność, nijakość, połączone z ekshibicjonizmem, prezentowano publiczności jako największą ekranową atrakcję od czasów wynalezienia kina?
Jeżeli środki masowego przekazu stają się areną głupoty i służą do ogłupiania masowej widowni, to problem technicznego idiotyzmu staje się bardzo poważny, albowiem stajemy przed sytuacją, w której – choćby jako ludzie związani z nauką – powinniśmy bronić użytkowników przed nadawcami, którzy z pełną świadomością siły oddziaływania mediów, wykorzystują je, by odbiorców „retrybalizować”, jak mawiał McLuhan, czyli doprowadzać kulturowo do stanu sprzed „epoki Gutenberga”. Niesamowite wydaje się to, że wraz ze skokowym wprost rozwojem technologii od lat 90. ubiegłego wieku, pojawiają się w coraz większej skali – obok wtórnego analfabetyzmu i dominacji kultury obrazkowej – patologie społeczne, takie np. jak uzależnienie od mediów (zwłaszcza siecioholizm), nękanie za pomocą Internetu (cyberbulling), kradzieże on-line, samobójstwa on-line czy wyjątkowo odrażająca pornografia dziecięca. Z jednej strony ludzie dysponują środkami technicznymi, o jakich nie śnili ich przodkowie, z drugiej zaś, wykorzystują je tak, jakby zupełnie nie wiedzieli, do czego one mogą służyć. Nasuwa się zatem taka konkluzja, że w ramach edukacji (być może już na poziomie przedszkolnym, skoro parolatki wyrastają w otoczeniu mediów) – należałoby kształcić dzieci, a potem młodzież, pod kątem racjonalnego podejścia do nowoczesnych środków przekazu, w przeciwnym bowiem razie czekać nas może pandemia technicznego idiotyzmu, czyli „idiotyzacja kultury”.
Pozostaje jednak pytanie, w jaki sposób zmienić mentalność ludzi pracujących w mediach. Jeśli osoby studiujące dziennikarstwo będą traktować proces upodabniania się dziennikarzy do ludzi szołbiznesu (to już nie chodzi wyłącznie o infotainment, chodzi też o lansowanie stylu życia, poddawanie się zabiegom „medyczno-estetycznym”, występowanie w filmach czy serialach, pokazywanie się w towarzystwie innych gwiazd) jako normalny i naturalny, to będą w taki sam sposób podchodzić do zawodu dziennikarskiego. Bodajże u W. Hachtena wyczytałem kiedyś bardzo celne i zarazem złośliwe spostrzeżenie, że tego rodzaju ewolucja dziennikarstwa prowadzi do sytuacji, w której zupełnie przestaje się liczyć wiedza, bystrość, inteligencja, krytycyzm i cywilna odwaga osoby zajmującej się dziennikarstwem, a zaczyna liczyć wyłącznie wygląd i prezencja. Rozwijając tę myśl można powiedzieć więcej: z czasem do pracy w mediach będzie potrzebny bardziej kurs kosmetyczno-aktorski aniżeli wyższe studia o humanistycznym profilu. Na poziomie kształcenia przyszłych adeptów dziennikarstwa należałoby zatem położyć coraz większy nacisk na odnawianie dziennikarskiego ethosu, na krytykę przekazu medialnego (ze szczególnym uwzględnieniem infotainmentu) oraz na krytykę procesu celebrytyzacji środowiska ludzi mediów, jeśli zależy nam na tym, by dziennikarstwo nie zamieniło się w reality show.
student - ...
2010-03-08 23:41:15
Trzeba przyznać, że niestety to prawda, ludzie są jakby otumanieni tym, co narzucają im nadawcy. Ostatnio przeglądając kanały w TV stwierdziłem, że chyba nie pasuję do tego świata albo po prostu jestem jakiś inny, może dlatego, że myślę?
Można się załamać wszechogarniającą głupotą, idiotyzmem i wszystkim co najgłupsze. Poziom tego co nadają w TV jest na poziomie zerowym. Jeżeli chodzi o fora, to myślę, że więcej szacunku mają do siebie więźniowie w kryminale niż internauci. Polacy wreszcie mają wolność, mają ten wymarzony zachód, Unię Europejską, ale przy okazji zabijamy to najlepsze i to co wartościowe, nie potrafimy się jednoczyć, dziki kapitalizm i wszechogarniająca głupota. Dziękuje ;]
Katarzyna Pajdak (katarzyna.pajdak@op.pl) - O kulturze masowego idiotyzmu
2010-03-24 16:23:19
Z całą pewnością media ogłupiają społeczeństwo, żyjemy w „kulturze obrazu”. Bez wątpienia dziennikarze często zapominają o wartości swego zawodu – profesjonalizmie, o istocie i fundamentach prawidłowo rozumianego dziennikarstwa. Nie dbają o przekaz medialny, tym samym podporządkowują się oczekiwaniom masowego odbiorcy, dostosowują do wymagań współczesnego rynku medialnego.
Odbiorca niewątpliwie bezkrytycznie chłonie każdą informację (przynajmniej tzw. „większość”). Mamy więc do czynienia z „idiotyzacją kultury”.
Trzeba jednak zwrócić uwagę na jeszcze inny aspekt omawianego problemu: Człowiek rzeczywiście ulega wpływom mediów i staje się „technicznym idiotą”, ale z drugiej strony każdy przeciętny, w miarę inteligentny, rozważny, krytycznie odnoszący się do napływających różnego rodzaju informacji odbiorca, ma możliwość wyboru interesujących go treści (co paradoksalnie, nie zawsze jest korzystne!). Ponadto, może nie tylko dokonać wyboru oglądanego przez siebie programu, ale zupełnie z niego zrezygnować na rzecz np. dobrej książki. Zatem, człowiek rozumny, mimo ogromnego nacisku ze strony mediów może sam zadecydować o ścieżce swego intelektualnego rozwoju. Słowem, wtórny analfabetyzm lub erudycja w znacznym stopniu (choć oczywiście nie do końca) zależy od nas samych.
Maja (m_bartoszewicz@wp.pl) - Bądź tu mądry i pisz wiersze.
2010-03-25 14:38:40
Cóż, pojęcie "technicznego idioty", znajduje zwłaszcza dzisiaj, swoje paskudne odbicie. Jak szybko rozwijają się media, tak wraz z nimi, "techniczni idioci". Smutne i przerażające. "Paskudne odbicie", ponieważ nieumiejętność rozważnego, kompetentnego użytkowania z dobrodziejstw mediów, jest niepokojąca.
Dzisiaj mało kto (może ja - tak infantylnie), zwłaszcza wśród użytkowników bardzo młodych, znajduje inne niż internetowe sposoby spędzania czasu. Dzisiaj przemawiają inne wartości. To nie przyroda i świat naturalny są najważniejszy, lecz, i z tego wynika ślęczenie przy komputerze i "czatowanie", bogacenie się, przez branie udziału (bezpośrednim, jeśli mowa o "znanej" osobie) we wszelkich programach interaktywnych. Wyliczać mogłabym także inne rzeczy, w nieskończoność... Nie ma miejsca dla młodego człowieka na pozostałe wrażenia, refleksje. Pozostałe poziomy, jak wartości rodzinne - jeśli mowa o "młodzieży", mając na myśli dziennikarzy-celebrytów i całą masę osób budujących szołbiznes, wartość szacunku. Ta chyba już nie istnieje. Przynajmniej ci, którzy poddali się machinie świata komercyjnego, według mnie stracili szacunek do samych siebie i wykonywanego, pierwotnego zawodu. Nie mnie oceniać.
Moimi wartościami, jako studentki kończącej dziennikarstwo, może banalne, są: łażenie po górach, słuchanie muzyki i obcowanie z naturą w obecności rodziny. Mimo, że jestem użytkownikiem i Internetu i całej tej otoczki, dzięki, racjonalnemu i zdystansowanemu podejściu, potrafię ten oszałamiający wpływ, okiełznać. Co, uwierzcie, nie jest prostą sprawą.
Panie Doktorze, serdecznie pozdrawiam.
Katarzyna Pajdak (katarzyna.pajdak@op.pl) - Rozważań ciąg dalszy...
2010-03-25 17:57:12
Zgadzam się! Im dłużej studiuję dziennikarstwo i obserwuję zachowania dziennikarzy (oczywiście nie wszystkich), tym bardziej przekonuję się, że zawód ten to jeden wielki show – biznes i pogoń za sensacją, co jest równoznaczne z brakiem profesjonalizmu. Należy przypuszczać, iż tak dziennikarze, jak same media, raczej się nie zmienią. Wszyscy bowiem są dziś przyzwyczajeni do „bylejakości”.
Pozostaje mieć nadzieję, że odbiorcy – w tym studenci dziennikarstwa – będą patrzeć na media z rozwagą i sporym dystansem. A przyszłych dziennikarzy trzeba nauczyć prawidłowego korzystania z dobrodziejstw techniki i uświadamiać ich, że „wirtualny świat” to tak naprawdę złudzenie, które nigdy nie zastąpi rzeczywistości – tego, co mamy za oknem, tego czego sami możemy doświadczyć, a nade wszystko osobistego kontaktu z drugim człowiekiem. Warto pamiętać, że coraz więcej młodych, ale też starszych ludzi nie potrafi odróżnić tych dwóch światów, co w konsekwencji prowadzi do rozmaitych patologii społecznych (np.: zanikania, osłabienia więzi rodzinnych).
Pozdrawiam serdecznie, Panie Doktorze!
PS. A na taką „inność”, raczej normalność, o jakiej pisze przedmówczyni trzeba mieć dzisiaj odwagę, niestety! Wszelkie przejawy indywidualizmu w większości przypadków są potępiane. Ktoś jest „dziwny”, „niewygodny”, odstaje od reszty to trzeba go zniszczyć, bo tak jest najprościej!
Paweł Przywara (pawel_przywara@yahoo.com) - student
2010-03-26 10:00:53
Nie popadałbym w taki pesymizm - sama świadomość zagrożeń, z jakimi się stykamy, dowodzi, że nie jesteśmy bezradni. Jeśli więc nie jesteśmy zadowoleni z obecnego stanu mediów, to należy powoływać do istnienia takie środki przekazu, które będą podnosić poziom :)
Paweł Przywara (pawel_przywara@yahoo.com) - Katarzyna Pajdak
2010-03-26 10:10:18
Pani Katarzyno, z jednej strony ma Pani rację, ale z drugiej nie :) Oczywiście, możemy twierdzić o niesamowitych możliwościach wyboru, jeśli chodzi o media i ich oferty, ale przecież nawet w przypadku tak interaktywnego środka przekazu, jak Internet, już od końca lat 90. stwierdza się (mam na myśli badania amerykańskie), że olbrzymia większość użytkowników Sieci porusza się po znikomym (poniżej 1%) obszarze cyberprzestrzeni.
Ten obszar to strony należące do największych komercyjnych koncernów typu Yahoo, Google etc. Innymi słowy - internauci zachowywują się od lat, jak telewidzowie i traktują monitor komputera jak telewizor - wcale, podkreślam, wcale nie wykorzystując nieprawdopodobnych wprost możliwości (choćby edukacyjnych czy kulturoznawczych), które zapewnia Sieć. Ta postawa, rzecz jasna, ujawnia się także wśród studentów, którzy, jak stwierdzam już po wielu latach pracy z nimi, zdają się znać wyłącznie pseudonaukową "wikipedię" czy - włos się jeży na głowie - "ściągę.pl". To jest prawdziwy dramat w sytuacji, w której online dostępne są fachowe, opracowane przez naukowców, encyklopedie, strony tematyczne poświęcone poszczególnym pisarzom, uczonym, pisma online itd.
W moim następnym artykule w Bistro będzie mowa o przyszłości biblioteki jako pewnej instytucji dotychczas typowej i chwalebnej dla naszej kultury czy cywilizacji. Niewykluczone bowiem, że wchodzimy w epokę, w której z bibliotek już ludzie nie będą chcieli w ogóle korzystać. Będą wystarczały wideoteki :)
Paweł Przywara (pawel_przywara@yahoo.com) - Maja
2010-03-26 10:23:19
Szanowna Pani Maju,
(nawiasem mówiąc, bardzo ładne imię, kojarzy mi się z serialem "Space 1999" (kultowym dla mojego dzieciństwa, ale nie wiem, czy Pani go w ogóle oglądała) - nie chciałbym, by powstało wrażenie, że jestem jakimś ludystą :), jak amerykański determinista technologiczny choćby Jerry Mander, który już w latach 70. postulował wyeliminowanie telewizji z naszej kultury (choć, z perspektywy czasu, kto wie, czy nie miał racji :P). Uważam, że nowoczesne media niosą wiele pozytywnych wartości - sam fakt, że możemy się porozumiewać błyskawicznie z ludźmi z różnych stron świata, że możemy zawierać znajomości z naukowcami czy artystami, czy w ogóle zwykłymi osobami gdzieś mieszkającymi na antypodach - jest niezwykle budujący.
Grunt, żebyśmy mieli, że tak powiem, świadomość medialną. Jest to coś podobnego do świadomości kultury druku, choć na nieco innym poziomie. Tak jak ktoś lubiący czytać książki wie, że nie mogą one służyć na podpałkę czy do podpierania mebli, tak ktoś korzystający z technologii komputerowej powinien wiedzieć, że pozwala ona rozwijać się intelektualnie poprzez lekturę tekstów on-line, umożliwia nawiązywanie kontaktów z ciekawymi ludźmi - nie została zaś stworzona po to, by całymi godzinami ktoś siedział i opowiadał o niczym.
Myślę, że jedynym wyjściem z tej sytuacji, w której "techniczny idiotyzm" staje się zjawiskiem powszechnie dostrzegalnym, jest wprowadzenie edukacji medialnej i zwyczajnie "uczenie ludzi korzystania" z nowoczesnych środków przekazu.
Wiem, że taka edukacja jest możliwa i skuteczna, moje dzieci są wprost odzwyczajone od telewizji (no, czasem u dziadków nieco więcej oglądają) i zwykle telewizja je nudzi. Wolą albo czasem pograć, albo pooglądać coś na DVD, wiedzą jednak, że Internet zawiera też strony interesujące (geograficzne, historyczne itp.). Generalnie jednak moje dzieci traktują nowe media jako jeden z elementów współczesnego życia, nie zaś jedyne otoczenie naszej egzystencji, w którymi należy bez reszty się zanurzać. Myślę, że jednym z największych błędów wychowawczych wielu rodziców (ale i nauczycieli w przedszkolach i szkołach - por. audiowizualizacja procesu nauczania) jest to, że przyznaje się mediom jaką niezwykle wyróżnioną rangę, co z kolei dzieci przyjmują za pewnik i tracą ciekawość świata, śledząc głównie zawartość przekazu medialnego, czyli sztuczny świat.
Pozdrawiam :)
Paweł Przywara (pawel_przywara@yahoo.com) - Katarzyna Pajdak (c.d.)
2010-03-26 10:33:28
Szanowna Pani Katarzyno,
to nie jest tak, że "wirtualna rzeczywistość" to złudzenie. Cyberprzestrzeń, którą generuje Internet, wypełniana jest przez jego użytkowników żywymi, realnymi emocjami, zaś więzy powstające online mogą się przenosić do świata "poza Siecią", jak Pani zapewne wie. Sporo ludzi poznaje się online, a następnie ze sobą mailuje, telefonuje do siebie, a nawet się spotyka.
Gdyby cyberprzestrzeń stanowiła jeden wielki miraż, takie zjawiska społeczne by się nie pojawiały. Nie należy więc wylewać dziecka z kąpielą :) - przeciwnie, warto byłoby oswajać Internet i oswajać jego użytkowników z myślą, że cyberprzestrzeń to nie żaden matriks, lecz obszar, który można sensownie zapełnić (jeśli, oczywiście, sensownie się do tego podchodzi).
Mówi się, że Internet pozwala na hiperpersonalną komunikację, a więc, że część użytkowników czuje się pewniej, śmielej, bezpieczniej online aniżeli w realnych interakcjach komunikacyjnych. Z tego też względu Internet pozwala wielu osobom zwyczajnie się otworzyć przed innymi i przełamywać pewne - "naturalne" dla życia w otaczającej nas fizycznej i społecznej rzeczywistości - bariery. Znika bowiem "efekt pierwszego wrażenia", czyli swego rodzaju "przesłona", za pomocą której patrzymy na spotykanych ludzi. Internet pozwala przeskoczyć stereotypy związane z czyimś wyglądem, kondycją fizyczną, pozycją w hierarchii społecznej itd. - albo ktoś mówi coś, co nas ciekawi, intryguje, rozwija intelektualnie, albo nie. Tymczasem w zwykłych, codziennych kontaktach "w realu" niejednokrotnie patrzymy najpierw na to, jak dana osoba się ubiera, czy widać po niej zamożność czy biedę, czy jest młoda czy podeszłego wieku, czy ma ujmujący wygląd, czy nie itd. - i te czynniki niejednokrotnie decydują o tym, czy zawieramy znajomość, czy nie. Hiperpersonalna komunikacja pozwala przeskoczyć ten etap,
pozdrawiam :)
Maja (m_bartoszewicz@wp.pl) - Szanowny Panie Doktorze
2010-03-26 13:03:26
Przypomnę, że miałam z Panem zajęcia, także nie musi Pan tak oficjalnie.
Bardzo mi miło, że moje imię kojarzy się z Pańskim dzieciństwem. Serialu nie kojarzę, ale pocieszam się, że pamiętam Pszczółkę Maję;)
Oczywiście wiem, że świadomość medialna to podstawa by móc poruszać się po nowych mediach, swobodnie i mądrze.
Absolutnie nie miałam na myśli, że Pana dzieci czy kogokolwiek dzieci nie robią niczego, oprócz śledzenia nowinek w Internecie. Bardziej chodziło mi o uczniów szkół ponadgimnazjalnych, studentów i takich dzieciaków, których rodzice nie przywiązują większej wagi, to tego co robią.
Podpisuję się pod kilkoma zaletami wynikającymi z obecności Internetu, jednak, w moim przekonaniu jest więcej wad. Ale o tym rozmawiałam z dr Barbarą Przywarą. Zresztą, co ciekawe, robiliśmy takie zestawienie: entuzjaści vs sceptycy. Więcej było sceptycznych opinii.
Kasiu, wcale nie sądzę, bym była odważna mówiąc co lubię w życiu robić. Ale dziękuję, za miłe słowa...
Pozdrawiam.
Paweł Przywara (pawel_przywara@yahoo.com) - Maja
2010-03-26 14:23:12
Szanowna Pani Maju,
moje odpowiedzi nie są nadmiernie oficjalne tylko uprzejme :) Gwoli wyjaśnienia natomiast serialowa Maja była przedstawicielką innej cywilizacji i potrafiła się zmieniać w przeróżne stwory - Pani, jak podejrzewam, tych zdolności nie posiada :).
Wracając jednak do Internetu, nie można twierdzić, że ma on więcej wad niż zalet, jeśli jasno się nie określi kryterium, wedle którego dokonuje się jakiegoś klasyfikowania.
Zwykle też osoby nadmiernie krytykujące to medium, korzystają z niego rzadko lub go zbyt dobrze nie znają. Pomijam już "czarną propagandę" jaką Internetowi robią media tradycyjne, zwalczające go po prostu jako konkurencję (od lat już obserwowany jest spadek nakładów prasy ze względu na coraz powszechniejszą praktykę czytania wydań online).
Internet daje olbrzymie możliwości i ma niesamowity potencjał. Oczywiście, pozostaje kwestia, czy należycie użytkownicy z niego korzystają - tu jednak, o czym już wspominałem, potrzebna jest po prostu edukacja medialna, niejako podpowiadająca użytkownikom, jak z możliwości tego środka przekazu korzystać.
Nie sądzę zresztą, by można było szczególnie Internet winić za jakieś, powiedzmy, patologie. Te patologie są obecne w ogóle w naszej kulturze, a więc także poza Siecią. Samo to, że mamy tyle kanałów telewizyjnych (całodobowych), a jednocześnie tak prymitywny, banalny, ogłupiający w nich przekaz, świadczy o tym, że i nadawcy, i odbiorcy nie za bardzo wiedzą (lub nie chcą wiedzieć), co z tymi mediami robić. Poza tym musimy pamiętać, że ten prymitywny stan mediów jest w dużej mierze odbiciem prymitywności kultury, a więc problem jest dużo szerszy niż tylko "okołomedialny". W dużej mierze "uzdrowieńcza" rola leży w naszych uczelniach, które powinny kształcić ludzi rozwijających kulturę - pytanie jednak, czy kultura jest jeszcze "nowoczesnemu człowiekowi" do czegoś potrzebna? :)
Pozdrawiam.
Maja (m_bartoszewicz@wp.pl) - Szanowny Panie Doktorze
2010-03-26 17:02:09
Zgadzam się z Panem absolutnie (zwłaszcza odnośnie patologii, proszę wybaczyć, jestem po przeszkoleniu z terapii uzależnień, skrzywienie...). Ja tylko wyrażam swoje, ogólne zdanie na temat wad/ zalet nowych mediów. Oczywiście korzystam z Internetu, nie za często, nie za rzadko. Pan pyta czy kultura jest potrzebna człowiekowi? Ja pytam, dla kogo dziś może potrzebny być człowiek?
Pozdrawiam, uprzejmie.
Katarzyna Pajdak (katarzyna.pajdak@op.pl) - Odpowiedź
2010-03-26 21:02:02
Panie Doktorze!
Z tym moim nadmiernym pesymizmem w kwestii mediów ma Pan trochę rację. Świadomość zagrożeń i próba ich zniwelowania z całą pewnością świadczy o postępie cywilizacyjnym. Problem w tym, że nie wszyscy ją mają. No, ale nie wymagajmy cudów.
W jakimś sensie zraziłam się do mediów. Na brak profesjonalizmu reaguję dość emocjonalnie, choć powoli przyzwyczajam się do tego, co wcale nie znaczy, że prywatnie to akceptuję. Jako „dusza artystyczna” raczej odcinam się od mediów (oczywiście też nie do końca).
Z tą cyberprzestrzenią ma Pan absolutną rację. Rzeczywiście, większość korzysta z bardzo niewielkiej części materiałów zamieszczonych w Sieci. Nie twierdzę, że Internet to samo zło. Posiada ogromny walor edukacyjny. Ale trzeba umieć poszukiwać wartościowych treści i mieć na to ochotę (a z tym u niektórych ciężko).
„Wirtualna rzeczywistość” może nie jest całkowitym złudzeniem. Istnieją przecież społeczeństwa sieciowe. Jednak dla mnie, przynajmniej w sensie mentalnym, duchowym, Internet jest mimo wszystko tworem sztucznym. Owszem, ludzie rozmawiają ze sobą w Sieci, nawet się spotykają w tzw. „realu”, ale – mówiąc obrazowo - nic nie zastąpi znajomości, którą nawiązujemy z drugim człowiekiem poprzez kontakt osobisty. Mówiąc inaczej: zgadzam się z Pana argumentami, ale osobiście nie odczuwam „żywych” relacji w Internecie. Mogę je zobaczyć, przeczytać, ocenić, ale nie mogę ich traktować jako pierwiastka natury – fragmentu rzeczywistości, w której żyję na co dzień. Media ten model diametralnie zmieniają, ale mimo wszystko, w moim odczuciu, to dwa różne światy. Mogę przecież wyłączyć telewizor czy komputer i żyć swoim życiem, co nie jest równoznaczne z zupełnym oderwaniem się od społeczeństwa. Bowiem, bez względu na swoje upodobania, niejako jestem „zmuszona” do życia we wspólnocie. Mogę być jedynie indywidualistką:-).
A co do „wirtualnych bibliotek”, e – booków…etc: Niby ułatwiają życie, ale według mnie tego rodzaju postęp techniczny prowadzi do uwsteczniania się, cofania w rozwoju lub jego zatrzymania. Może jestem „niedzisiejsza”, ale uważam, że wartość tradycyjnej książki samej w sobie jest nieoceniona. A to, że z poziomem wydawanych publikacji jest dziś coraz gorzej, to już inna kwestia (poziom jest niższy niż dawniej, ale nie we wszystkich dziedzinach). W każdym razie, dla mnie źródła papierowe są zdecydowanie bardziej wiarygodne od elektronicznych (internetowych). Ale to już sprawa subiektywnej oceny. Zważywszy na obniżające się ambicje odbiorców („kultura obrazu”), wideoteki może rzeczywiście wystarczą, ale moim zdaniem tak być nie powinno. Powinno funkcjonować i jedno i drugie. Wtedy zadowoli się zarówno „masowych”, jak i „elitarnych” odbiorców.
Zgadzam się też, co do hiperpersonalności - tego, że ludzie w kontaktach przez Internet czują się dużo pewniej i bezpiecznej. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy, z całą pewnością jest chęć, a nawet potrzeba zachowania anonimowości. Niestety albo i stety, kontakty „na żywo” wymagają znacznie większej odwagi. Tak więc, ma to swoje i pozytywne i negatywne skutki.
Pozdrawiam serdecznie!
PS A Maja to rzeczywiście ładne imię:-).
Paweł Przywara (pawel_przywara@yahoo.com) - Maja
2010-03-26 21:31:40
Jakiś wyjątkowy pesymizm pobrzmiewa w Pani wypowiedzi i nie wiem za bardzo jak się do niego ustosunkować - nie można stawiać pytania: komu (czy dla kogo) może być potrzebny człowiek - wszyscy jesteśmy sobie jakoś potrzebni, a nasze rozczarowania nie powinny nam przesłaniać faktu, że po prostu: warto żyć. Nawet, jeśli przeżywamy jakieś problemy, to warto żyć :)
Czasami dorośli sądzą, że ich problemy są jakoś szczególnie poważne, dotkliwe, "wstrząsające". Ja widziałem dzieci w klinice onkologii w Centrum Zdrowia Dziecka i powiem Pani, że one to dopiero mają drogę przez mękę. Nie my, dorośli. I to dzieci potrafią pokazać wielki heroizm w obliczu niesamowitego cierpienia.
Głowa do góry, nawet, jeśli są problemy,
pozdrawiam.
BarbaraP - Maja
2010-03-26 21:32:16
Pani Maju, faktycznie podjęliśmy próbę zebrania i skonfrontowania "za" i "przeciw" nowoczesnym technologiom. Proszę jednak sobie przypomnieć, że z początku nikt nie chciał być "sceptykiem" w tej naszej dyskusji! ;) Sprawa bowiem dotyczy nie tyle dostępu, czasu korzystania, jakości programów, które oglądamy, ale również (i to może jest najważniejsze) naszych umiejętności, kompetencji medialnych - słowem czy tak naprawdę potrafimy z tych wszystkich udogodnień korzystać.
Mówiliśmy o tym, że nawet wyszukanie informacji nie jest tak proste jakby się wydawało przeciętnemu użytkownikowi Internetu, a co dopiero ocena wartości i przydatności tego, co się znajdzie.
Czasami zastanawiam się, czy w edukacji medialnej młodego pokolenia nie za dużo jest informowania o sprawach "technicznych" (laptop, myszka, monitor, kursor, program taki - owaki) w stosunku do tego jak mądrze i z pożytkiem z tego korzystać.
Maja (m_bartoszewicz@wp.pl) - Szanowny Panie Doktorze
2010-03-26 22:08:05
Ależ czy ja pesymizmem przemawiam??
Nie.
Proszę mi wierzyć, szpital i dzieci i ich problemy są mi znane.
-Boi się pan śmierci?
-Nie (...) po prostu mnie tu nie będzie.
- Świat będzie uboższy o jednego człowieka.
-Tak, ale w niczym to nie zmieni świata.
J.Osiecki, Z. Religa, "Człowiek z sercem w dłoni", Prószyński i S-ka, Wa-wa 2009 r.
Panie Doktorze, pozdrawiam i naprawdę, jestem bardzo pozytywnie nastawiona do życia...
Katarzyna Pajdak (katarzyna.pajdak@op.pl) - Dygresja
2010-03-26 22:43:53
Rozumiem Panią Maję! Ale muszę powiedzieć, że swoją wypowiedział dodał mi Pan siły i wiary w życie. Dziękuję! Posiedziałam sobie w szpitalu i swoje też widziałam...
Pozdrawiam raz jeszcze!
Paweł Przywara (pawel_przywara@yahoo.com) - Katarzyna Pajdak
2010-03-27 08:43:40
Szanowna Pani,
nie twierdzę, że Internet powinien zastąpić realne kontakty z ludźmi - oczywiste jest, że zwykłej, bezpośredniej rozmowy nie jest w stanie zastąpić konwersacja on-line. Chodzi mi raczej o to, że tego rodzaju konwersacje pozwalają nam poznawać ludzi, na których być może "nie zwrócilibyśmy uwagi" lub - z racji choćby odległości geograficznych - byśmy się nie natknęli.
Co do wiarygodności mediów, to nie wiąża się ona z nośnikiem (papier czy technologia komputerowa), lecz z rzetelnością samych pracowników danej redakcji. Jeśli tej rzetelności nie ma, to i na papierze ukazują się nieprawdy lub nonsensy,
pozdrawiam :)
Paweł Przywara (pawel_przywara@yahoo.com) - Maja
2010-03-27 08:44:55
Bardzo mnie to cieszy, że jest Pani pozytywnie nastawiona do życia - radością życia trzeba zarażać innych :)
Paweł Przywara (pawel_przywara@yahoo.com) - BarbaraP
2010-03-27 08:48:34
Uzupełniając Twoją wypowiedź, rzekłbym dość trywialną i może kontrowersyjną, ale, jak sądzę, prawdziwą, rzecz, iż nie każdy się po prostu nadaje do korzystania z tak wyrafinowanych mediów jak elektroniczne. Mamy nieprawdopodobny zalew grafomanii online, ponieważ wielu osobom się wydaje, że cały świat dosłownie czeka na ich relacje z prywatnego życia :) No ale jak to potencjalnym użytkownikom mediów wytłumaczyć, że aby być jakimś racjonalnym użytkownikiem, trzeba mieć coś sensownego do przekazania innym?
:)
jagoda - media
2010-03-27 23:49:56
Szanowny Panie Doktorze,
Jest w tym trochę racji. Osobiście jednak nie widzę nic złego w tym, że dziennikarz staje się celebrytą pod warunkiem, że w dalszym ciągu jest dobrym dziennikarzem a nie dziennikarzem , który nie ma nic mądrego ani ciekawego do powiedzenia i robi wszystko by jego gwiazda znów świeciła.
Rzeczywiście straszne jest to,że istnieją w ogóle osoby traktujące media wyłącznie jak zabawkę, bo jeśli znudzi się gra to zawsze można poczatować, obejrzeć durny film albo zbluzgać kogoś na jakimś forum. Denerwuje mnie jednak to, że często o osobach korzystających ze stron poświęconych modzie, plotkom itp. robi się pustaków. To, że ktoś z nich korzysta nie oznacza,że interesuje się wyłącznie skandalami, romansami i tym , że Doda chodzi w za dużych butach. Po prostu go to ciekawi i nie ma w tym nic złego. Przynajmniej takie jest moje stanowisko w tej kwestii. Nie wiem czy istnieje jakiś sposób na walkę z całym złem jakie narodziło się w sieci, tj. chociażby z pornografią czy kradzieżami on- line, o czym Pan wspomina. Może nie da się tego zmienić i media zmuszone są do tego, by funkcjonować w myśl zasady "wszystko ma swoje dobre i złe strony".
Z poważaniem,
Jagoda.
Paweł Przywara (pawel_przywara@yahoo.com) - Jagoda
2010-03-28 14:55:11
Szanowna Pani Jagodo,
wydaje mi się, że należy oddzielać osoby interesujące się modą (a nawet plotkami) od "hollow people" w sensie T. S. Elliota. Też nie uważam, by interesowanie się sferą popkultury czyniło z danej osoby kogoś gorszej kategorii.
Przyzna Pani jednak, że jeśli czyjeś zainteresowania wyłącznie do sfery popkultury się sprowadzają, to traci ta osoba jakąś istotną część kultury. I to myślę jest dość zasmucające zjawisko.
Co do walki ze złem w Sieci, to tym zwykle zajmuje się policja, mając nawet specjalne wydziały ds. cyberprzestępczości. Pewne zjawiska, jak choćby pornografia dziecięcia, należy bezwzględnie zwalczać jako wyjątkowo niebezpieczne i wyjątkowo odrażające (nie mówiąc o ich społecznych i psychologicznych konsekwencjach). Problem jednak w tym, że ze strony służb narasta monitoring tego, co dzieje się w Sieci, jak też pojawiają się w debacie publicznej głosy, by wprowadzać jakieś formy cenzury tego, co jest publikowane online. Stąd już jest blisko do uznania za cyberprzestępczość także krytycznych opinii kierowanych pod adresem władzy czy jakichś polityków.
Pozdrawiam :)
Maja (m_bartoszewicz@wp.pl) - :)
2010-03-29 18:50:51
Kaśka, na Boga, jaka Pani Maja...
powrócę jeszcze do zalet i wad Internetu: wszystko jest kwestią zdrowego rozsądku i dystansu, umiejętności kompetentnego korzystania z cudownej techniki, zatem przestaję już powoływać się na zło wynikające z nieumiejętnego władania siecią.
Do Pani Doktor Barbary: pamiętam, pamiętam. Sama nie chciałam zostać "kapitanem", ale od razu głośno wyraziłam zwoje sceptyczne podejście. A "kapitanem" wszak nie lubię być.
Pozdrawiam.
Katarzyna Pajdak (katarzyna.pajdak@op.pl) - Maja
2010-04-05 14:58:39
Droga Maju!
Po pierwsze, nie wiedziałam, że to Ty, po drugie, rozmawiamy na forum i nie mogę sobie pozwolić na prywatne dyskusje...
Pozdrawiam!
Paulina Kruk -
2010-04-20 11:23:15
W obecnym świecie, dziennikarze bez wątpienia zapominają o swojej prawdziwej misji i „zatapiają się” w dostarczaniu nam informacji przede wszystkim z show biznesu, sami stając się jego częścią, a wręcz przesiąkając takim życiem. Nie należy jednak kategoryzować wszystkich i zapominać o rzetelnych dziennikarzach, dla których ich fach ma nadal znaczenie. To, że niektórzy z nich brutalnie wchodzą w czyjeś prywatne życie, odbija się później na stosunku ludzi do nich i braku wiarygodności. Ten proces ciągle się nasila i obawiam się, że nadal będzie trzymał tendencję wzrostową.