Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy
Cywilizacje
Między wolnością słowa a świętością symbolu
TAGI: Kuchnia intelektualna, Cywilizacje,
Dodano: 2009-04-24 08:52:35
Dodano: 2009-04-24 08:52:35
Kłopot jest także w przypadku wolności słowa. Rzecz nie w tym, że wśród muzułmanów nie ma dyskusji o interpretacji wielu kwestii teologicznych, ile w zakazie krytykowania podstaw wiary, nie mówiąc już o swobodzie publikowania materiałów uznawanych za bluźniercze, jak w przypadku nieszczęsnych karykatur. Nie ma zrozumienia co do zasady, iż skoro religia chce być obecna w sferze politycznej, to wobec tego naraża się na zdecydowaną krytykę, i to również krytykę spraw uznawanych za święte. Poza tym zawsze będzie istniało niebezpieczeństwo rozciągnięcia owej, nie dającej się krytykować, sfery religijnej na rozmaite obszary: najpierw zakaz prezentacji wizerunków Proroka, potem zakaz dyskutowania o zasadach moralności, następnie zakaz analizy postępowania tych, którzy stoją na „straży poprawnej teologii i moralności”, wreszcie zakaz krytykowania rządu, który przecież postępuje „zgodnie z nakazami islamu”.
DRUGA REWOLUCJA ISLAMSKA
Nie można zatem wykluczyć tezy, że konsekwencją owej drugiej rewolucji islamskiej będzie stopniowe tworzenie systemów politycznych, łączących elementy demokracji parlamentarnej, było nie było inwencji europejskiej, z postulatami islamu. Cały proces przemian można uznać za wyjątkowo paradoksalny, przynajmniej z perspektywy zachodniej. Pierwszym paradoksem byłoby to, że jego twórcami są zwolennicy partii fundamentalistycznych, zyskujący coraz większe poparcie, i nie kojarzeni bynajmniej z czymkolwiek wywodzącym się z kultury euroatlantyckiej. Drugi, nie mniej ważny, to fakt, że biorą w nim istotny udział Amerykanie i Europejczycy, niekoniecznie świadomi konsekwencji swoich działań. Niezwykle ważnym bowiem elementem całej politycznej układanki jest Irak, obecnie intrygujące laboratorium, gdzie wykluwa się postać specyficznej muzułmańskiej demokracji. Demokracji, dodajmy, dość dalekiej od marzeń rządu Stanów Zjednoczonych, postulującego demokratyzację Bliskiego Wschodu. Swój kamyczek dorzucili obecnie Europejczycy, na skalę globalną poruszając wyjątkowo czułą stronę muzułmańskiej wrażliwości. Publikacje karykatur zostały w znakomity sposób wykorzystane przez ugrupowania fundamentalistyczne, umiejętnie budujące swoje poparcie na negacji wobec zastanej rzeczywistości. To, co świeckie i zbyt liberalne może śmiało zostać przedstawione jako „bluźniercze”, a zatem nieskończenie odległe od cywilizacji islamu. I taki punkt widzenia wydaje się być przyjmowany przez ogromną liczbę muzułmanów; z jednej strony nieufnych wobec świata Zachodu, ale z drugiej świadomych, że ów Zachód jest nadal „wyspą szczęśliwości”, gdzie można zrobić najlepszą karierę, zdobyć świetne wykształcenie, a nawet głosić poglądy, za które u siebie trafia się do więzienia. Właśnie to niezwykle złożone uczucie: coraz bardziej rosnącej niechęci i nadal istniejącego podziwu i zazdrości będzie kształtowało relacje świata muzułmańskiego z Europą i Ameryką. Niestety, mur kulturowy pomiędzy Zachodem a muzułmańskim Wschodem wygląda na wyższy niż kiedykolwiek.
ROZUM NAJWIĘKSZYM DAREM BOGA
Problemem jest, naturalnie, odpowiedź na pytanie: co dalej? Jak nadal dyskutować, prowadzić politykę, robić interesy, wymieniać poglądy? Po pełnych złych emocji protestach nadchodzi czas refleksji i planowania działań. W prasie arabskiej, czy szerzej, muzułmańskiej na całym świecie pojawiały się nie tylko artykuły nawołujące do surowego ukarania „sprawców bluźnierstwa”, czy totalnego bojkotu towarów zachodnich. Były też takie, które próbowały tonować, wyjaśniać i temperować gwałtowne reakcje. Ahmad ar-Rabi napisał tekst, który ukazał się w gazecie „Asz-Szark al-Ausat”. W swoim niezwykle rozważnym artykule-apelu tak powiada:
Najgorsze, co może spotkać człowieka, to mieć słuszną rację w danej sprawie i przekazać tę sprawę złym obrońcom. To, co robią niektórzy Arabowie i muzułmanie w odpowiedzi na przestępcze karykatury obrażające szlachetnego Proroka, przypomina raczej widowisko, a nie obronę słusznej sprawy na miarę obrazy naszego Proroka.
Co ma znaczyć spalenie flag Danii na Zachodnim Brzegu? Czy Duńczycy na okupowanych terytoriach palestyńskich nie zajmują się leczeniem chorych, pomocą potrzebującym dzieciom? Co mają wspólnego duńscy ochotnicy, którzy opuścili swoje domy, aby nam pomagać, z idiotycznymi karykaturami propagującymi rasizm i nienawiść?
Umysł arabski generalizuje i uogólnia. Wielu nie wie, że nie ma żadnego związku między rządem a narodem duńskim w tym, co może napisać jakikolwiek szaleniec czy dewiant. Wielu nie wie, że gdyby premier Danii zażądał, aby gazeta nie publikowała czegokolwiek, mógłby wylądować na ulicy, Wielu myśli, że rządzący w kraju demokratycznym trzyma gruby kij, którym pogania ludzi, a gdy tylko podnosi słuchawkę telefonu, prasa jest mu posłuszna.
[...] Proszę sobie wyobrazić, jak wspólnota muzułmańska bojkotuje Boeinga, Airbusa, Microsoft i firmy produkujące samochody, a następnie z konieczności przestaje sprzedawać światu ropę naftową, oliwki i bawełnę. Naród ubiera się w to, co szyją inni, konsumuje to, co produkują inni, i je to, co uprawiają inni, a następnie grozi bojkotem świata. Poszkodowanym jest producent czy konsument? Czy panem własnego losu jest ten, który uprawia, produkuje i wprowadza nowe wynalazki, czy też konsument?
Prorok pozostanie większy i szlachetniejszy po tym bezczelnym ataku. Oby Bóg otworzył serca wspólnoty Muhammada, aby wrócił jej rozsądek i by przemówiła swoim rozumem, który jest największym darem Boga dla człowieka.
DRUGA REWOLUCJA ISLAMSKA
Nie można zatem wykluczyć tezy, że konsekwencją owej drugiej rewolucji islamskiej będzie stopniowe tworzenie systemów politycznych, łączących elementy demokracji parlamentarnej, było nie było inwencji europejskiej, z postulatami islamu. Cały proces przemian można uznać za wyjątkowo paradoksalny, przynajmniej z perspektywy zachodniej. Pierwszym paradoksem byłoby to, że jego twórcami są zwolennicy partii fundamentalistycznych, zyskujący coraz większe poparcie, i nie kojarzeni bynajmniej z czymkolwiek wywodzącym się z kultury euroatlantyckiej. Drugi, nie mniej ważny, to fakt, że biorą w nim istotny udział Amerykanie i Europejczycy, niekoniecznie świadomi konsekwencji swoich działań. Niezwykle ważnym bowiem elementem całej politycznej układanki jest Irak, obecnie intrygujące laboratorium, gdzie wykluwa się postać specyficznej muzułmańskiej demokracji. Demokracji, dodajmy, dość dalekiej od marzeń rządu Stanów Zjednoczonych, postulującego demokratyzację Bliskiego Wschodu. Swój kamyczek dorzucili obecnie Europejczycy, na skalę globalną poruszając wyjątkowo czułą stronę muzułmańskiej wrażliwości. Publikacje karykatur zostały w znakomity sposób wykorzystane przez ugrupowania fundamentalistyczne, umiejętnie budujące swoje poparcie na negacji wobec zastanej rzeczywistości. To, co świeckie i zbyt liberalne może śmiało zostać przedstawione jako „bluźniercze”, a zatem nieskończenie odległe od cywilizacji islamu. I taki punkt widzenia wydaje się być przyjmowany przez ogromną liczbę muzułmanów; z jednej strony nieufnych wobec świata Zachodu, ale z drugiej świadomych, że ów Zachód jest nadal „wyspą szczęśliwości”, gdzie można zrobić najlepszą karierę, zdobyć świetne wykształcenie, a nawet głosić poglądy, za które u siebie trafia się do więzienia. Właśnie to niezwykle złożone uczucie: coraz bardziej rosnącej niechęci i nadal istniejącego podziwu i zazdrości będzie kształtowało relacje świata muzułmańskiego z Europą i Ameryką. Niestety, mur kulturowy pomiędzy Zachodem a muzułmańskim Wschodem wygląda na wyższy niż kiedykolwiek.
ROZUM NAJWIĘKSZYM DAREM BOGA
Problemem jest, naturalnie, odpowiedź na pytanie: co dalej? Jak nadal dyskutować, prowadzić politykę, robić interesy, wymieniać poglądy? Po pełnych złych emocji protestach nadchodzi czas refleksji i planowania działań. W prasie arabskiej, czy szerzej, muzułmańskiej na całym świecie pojawiały się nie tylko artykuły nawołujące do surowego ukarania „sprawców bluźnierstwa”, czy totalnego bojkotu towarów zachodnich. Były też takie, które próbowały tonować, wyjaśniać i temperować gwałtowne reakcje. Ahmad ar-Rabi napisał tekst, który ukazał się w gazecie „Asz-Szark al-Ausat”. W swoim niezwykle rozważnym artykule-apelu tak powiada:
Najgorsze, co może spotkać człowieka, to mieć słuszną rację w danej sprawie i przekazać tę sprawę złym obrońcom. To, co robią niektórzy Arabowie i muzułmanie w odpowiedzi na przestępcze karykatury obrażające szlachetnego Proroka, przypomina raczej widowisko, a nie obronę słusznej sprawy na miarę obrazy naszego Proroka.
Co ma znaczyć spalenie flag Danii na Zachodnim Brzegu? Czy Duńczycy na okupowanych terytoriach palestyńskich nie zajmują się leczeniem chorych, pomocą potrzebującym dzieciom? Co mają wspólnego duńscy ochotnicy, którzy opuścili swoje domy, aby nam pomagać, z idiotycznymi karykaturami propagującymi rasizm i nienawiść?
Umysł arabski generalizuje i uogólnia. Wielu nie wie, że nie ma żadnego związku między rządem a narodem duńskim w tym, co może napisać jakikolwiek szaleniec czy dewiant. Wielu nie wie, że gdyby premier Danii zażądał, aby gazeta nie publikowała czegokolwiek, mógłby wylądować na ulicy, Wielu myśli, że rządzący w kraju demokratycznym trzyma gruby kij, którym pogania ludzi, a gdy tylko podnosi słuchawkę telefonu, prasa jest mu posłuszna.
[...] Proszę sobie wyobrazić, jak wspólnota muzułmańska bojkotuje Boeinga, Airbusa, Microsoft i firmy produkujące samochody, a następnie z konieczności przestaje sprzedawać światu ropę naftową, oliwki i bawełnę. Naród ubiera się w to, co szyją inni, konsumuje to, co produkują inni, i je to, co uprawiają inni, a następnie grozi bojkotem świata. Poszkodowanym jest producent czy konsument? Czy panem własnego losu jest ten, który uprawia, produkuje i wprowadza nowe wynalazki, czy też konsument?
Prorok pozostanie większy i szlachetniejszy po tym bezczelnym ataku. Oby Bóg otworzył serca wspólnoty Muhammada, aby wrócił jej rozsądek i by przemówiła swoim rozumem, który jest największym darem Boga dla człowieka.
OPINIE
Joanna Majowicz - Granice wolności słowa
2009-06-02 14:06:34
Po przeczytaniu artykułu prof. Kłodkowskiego nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wolność słowa powinna mieć swoje granice, szczególnie w odniesieniu do działalności mediów. W tym miejscu rodzi się jednak sprzeczność – bo co to za wolność, która miałaby zostać ograniczona?Najczęściej czytane


