i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-02-25 13:28:02

Młodzi prozaicy polscy są dość monotonni w swoich skargach, czy właściwie oskarżeniach. Oskarżają bowiem publiczność o lekceważenie współczesnej literatury i obojętność wobec najważniejszych spraw współczesności podejmowanych przez tę literaturę.
Nic nie wiem o „najważniejszych sprawach współczesności”, które młoda literatura podobno podejmuje. Wiem natomiast, co rzuca się w oczy każdemu, nawet przy pobieżnym przekartkowaniu takich książek. Otóż niechęć do zysku, przedsiębiorczości i w ogóle kapitalizmu. Te same idee, w sposób równie monotonny, przedstawiane są przez „młodych literaturków” i żurnalistów w rozmaitych mediach.
Najmodniejszy temat w ostatnich kilkunastu miesiącach, to „wyścig szczurów”. Pogarda przemieszania z wyższością cieknie obficie z tych wypowiedzi. Brak natomiast zdolności do refleksji. Bo, np., młody chemik pracujący w laboratorium firmy medycznej, często po 10-12 i więcej godzin, czuje się nagrodzony, gdy wyhoduje tę swoją upragnioną „penicylinę” n-tej generacji. I to z nawiązką, gdyż osiąga zawodową satysfakcję, przyzwoitą pozycję w firmie – i na ogół niemałe pieniądze. Na te ostatnie „młody literaturek” liczyć może raczej rzadko. Dlatego też rekompensuje to sobie (zawistną) wyższością i pogardą.
Pod względem takich antypatii, nie różnimy się zresztą od innych. Być może nawet różnimy się na plus mniejszą intensywnością tej niechęci. Np., nikomu w Polsce nie przyszłoby do głowy robić filmu o Che Guevarze. A taki pichci się właśnie w Hollywood i – biorąc pod uwagę, co tam wygaduje się na ten temat – to i tak nasze literacko-artystyczne antykapitalistyczne fobie są dość umiarkowane.
Reżyser filmu, Steven Soderbergh stwierdza, że „niedobre rzeczy dzieją się w społeczeństwie, gdy zysk jest miarą rzeczy” i poucza, że „marzenie o bezklasowym społeczeństwie, które nie bazuje na zysku, jest nadal aktualne”.
Film liczy na kasę, którą napełniać mają – zapewne z sentymentu – pieniądze podstarzałych lewaków z 1968r. i tych młodych, którzy nie wiedzą, jak to było naprawdę. Gdzie na pewno film n i e znajdzie widzów, to tam, gdzie działał ów idealista nienawiści, czyli na Kubie. Starsi pamiętają jego wypowiedzi w rodzaju: „Nienawiść jest elementem walki, nieugięta nienawiść do wroga, która popycha jednostkę ludzką poza jej naturalne granice – i czyniąc go skuteczną, gwałtowną, selektywną i zimnokrwistą maszyną do zabijania”. Pamiętają też jego praktyczne „wprawki” w zabijaniu.
Idealiści! Che Guevara na Kubie i potem w Boliwii, gdzie okazało się, że nie wystarczy zabijać, lecz trzeba też cokolwiek wiedzieć o wojnie i rewolucji; „Frakcja Armii Czerwonej” w Niemczech, czy jej włoski ekwiwalent („Czerwone Brygady”)– wszystkie one przyciągają idealistów ze świata literatury i sztuki. Idealistów, którzy za nic mają niezliczone ofiary złożone na ołtarzu krwawych, nierealizowalnych w swym szaleństwie mrzonek.
W Londynie na Oxford Street i w wielu miejscach świata można kupić bez kłopotu T-shirts z podobizną Che Guevary, ale nie można liczyć na to, że dochód z ich sprzedaży zasili fundusz pomocy tym, którzy na komunistycznej Kubie, rządzonej przez dogorywających podstarzałych dyktatorów, starają się opisywać surrealizm i nędzę życia w komunizmie. O nich i ich samotnej walce o poszerzanie przestrzeni wolności idealistyczna literatura i sztuka wypowiada się rzadko albo wcale...


