i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-04-22 21:01:16

„Tylko zupełna nieznajomość podejmowanego tematu zapewnia szeroką swobodę wypowiedzi” – żartował mój kolega, słuchając wypowiedzi luminarzy świata polityki. Gdy czytam krytykę kapitalistycznego rynku nie mogą nie docenić tego (jakże smutnego w swej wymowie) żartu.
Namnożyło nam się zwolenników antykapitalistycznej krucjaty. Im kto mniej wie, tym bardziej kategoryczne formułuje sądy. Słyszymy więc wciągniętych z remanentów polityków z lewa i prawa, którzy znowu raczą nas swoimi ekonomicznymi poglądami, uważanymi raczej za egzotykę tej profesji niż za jej – najszerzej pojęty – główny nurt teoretyczny. Pan Prezydent raczy nas swoimi rewelacjami, że państwowe przedsiębiorstwo jest lepsze niż prywatne(!!).
A i wśród żurnalistów są tacy, którzy poczuli w sobie ducha antykapitalistycznej krucjaty. Słyszy się wśród nich często głos dziennikarza „Polityki” i Radia TOK FM, który stosując się do cytowanej na wstępie formuły wypisuje coraz bardziej radykalne ekonomiczne nonsensy. Jego tekst „Ucieczka z domu wariatów” [28.02] był kolejnym strumieniem takich elukubracji.
Gorzej, że w ferworze krucjaty Jacek Żakowski traci zdolność posługiwania się elementarną logiką, do czego wiedzy ekonomicznej już nie trzeba. Można więc darować mu, gdy pisze – jako o nowości w obecnej gospodarce – że nikt nie zna przyszłych stóp procentowych, kursów walut, cen nieruchomości itd. Nikt ich nie zna, bo Żakowski myli ryzyko decyzji dotyczących dnia dzisiejszego od nieusuwalnej niepewności decyzji, dotyczących przyszłości. Da się więc jakoś usprawiedliwić ten nonsens; sensowne stwierdzenie wymaga wiedzy ekonomicznej.
Ale już nie trzeba niczego wiedzieć o ekonomii, by dostrzec nonsens w stwierdzeniu, że „państwo znów musi być silne, by ograniczyć lobbing”. Lobbing bowiem to wywieranie nacisku na państwo, by załatwiło jakąś sprawę po myśli lobbystów (firm, branż, związków zawodowych, stowarzyszeń urzędniczych i in.). Czyli im więcej państwo decyduje, rozdziela, licencjonuje itd., tym więcej będzie lobbingu. Lobbingu może być mniej tylko wtedy, gdy będziemy mieli mniej, a nie więcej państwa.
Inny nonsens, również nie wymagający wiedzy ekonomicznej, lecz prostej zdolności kojarzenia znanych powszechnie faktów, to stwierdzenie, że państwo musi „narzucić gospodarce bardziej konserwatywne standardy”. A kto spowodował, że w warunkach bliskiej zera stopy procentowej amerykańskiego banku centralnego niemal wszystkie projekty wydawały się opłacalne i pozbawione ryzyka inwestycyjnego? Krasnoludki? Czy może rynek? Nie, to FED, który jest organem państwa, jak każdy bank centralny, wywołał tę gigantyczną falę ryzyka, której skutki ponosimy wszyscy: i banki i ich klienci.
Zakończę jednak powrotem do ekonomii. Żurnalista ów, jak przystało na lewicowca, użala się nad biednymi Chińczykami czy Hindusami, którzy ponoszą koszty recesji. A czy kiedykolwiek nie ponosili? Korzystają z ekspansji sprzedając za granicą i ponoszą koszty, gdy zamówienia wysychają. Teoria handlu międzynarodowego należy do najmniej kontestowanych elementów teorii ekonomii. A jedyny okres, w którym tak się stało, przyniósł spadek handlu światowego (czyli korzyści ze specjalizacji) o 60% i spadek PKB o 30%.
Im mniej takich nonsensów, tym lepiej. Ale, na szczęście, nonsensy naszego „krucjatowicza” mogą jedynie zamącić w głowach jakiejś części lewicującej inteligencji. Większych szkód Żakowski i jemu podobni wyrządzić nie są w stanie...


