Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy



Polityka
Krótka refleksja z teologii politycznej
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo, Polityka,
Dodano: 2010-02-09 08:11:00

Związek religii i polityki jest tak oczywisty, że udowadnianie go wydaje się absurdem. Można jednak odnieść wrażenie, że oczywistość ta stała się elementem utrudniającym racjonalną analizę styku tych dwóch zjawisk, tak jakby samo lekceważenie problemu, było jednocześnie jego rozwiązaniem. Problem jednak istnieje a jego waga jest większa, niż część z nas byłaby skłonna przyznać. XXI wiek miał być bowiem erą politycznego pragmatyzmu, końca historii, zmierzchem Bogów, tymczasem religia niepostrzeżenie zajęła ważne miejsce w międzynarodowej polityce, choć chyba nie do końca uświadamiamy sobie, jak wielką zmianę może to oznaczać. Przyjęliśmy za pewnik, że świat się laicyzuje a polityka na zawsze uwolniła się od wpływu religii, jednak coraz częściej widzimy, że ta wielka separacja dokonana za sprawą Thomasa Hobbesa, Johna Locke’a czy Davida Hume’a nie była ostatecznym etapem eliminowania teologii politycznej z życia politycznego a jedynie idealnym modelem, do którego zrealizowania jest teraz dalej, niż jeszcze 30 – 40 lat temu. Uważny obserwator nie może przeoczyć faktu, że religia wróciła do naszego życia od najmniej spodziewanej strony – od strony polityki właśnie. Czy mieszkamy w New Delhi, czy w Nowym Jorku, powracają do nas regularnie niepokojące informacje o radykalizujących się ruchach politycznych, mających w tle symbolikę muzułmańską, chrześcijańską czy hinduistyczną. To religijne tło nie stanowi już jednak jedynie kolorytu, ale stało się ideologicznym zapleczem polityki, nadając jej nową dynamikę. Dynamikę niebezpieczną, ponieważ niezwykle łatwo zamienia ścieranie się politycznych poglądów, w polityczne zderzenia, włączając do publicznego dyskursu argumenty emocjonalne, metaforyczne a nawet teologiczne. Nie sposób przecież dyskutować z prawdą objawioną!

Co ciekawe, nie słychać także wyraźnych głosów sprzeciwu po stronie polityków – włączyli religię do całego zestawu politycznych narzędzi, ale nie przewidzieli, że sami mogą stać się narzędziem. Ci zaś, którzy wciąż jeszcze opierają się urokowi teologii politycznej, w imię poprawności politycznej nie piętnują zjawiska mitologizacji polityki, a tym bardziej jej coraz silniejszych związków z religią. Skoro sam prezydent Barack Obama w przedwyborczych przemówieniach odwoływał się do religii i to w sposób bezpośredni, nie tylko cytując Biblię, ale wręcz konstruując polityczny przekaz w nawiązaniu do Ewangelii, to takie postępowanie uzyskało legitymizację nawet w oczach amerykańskich Demokratów, dotychczas krytycznie nastawionych do protestanckich korzeni politycznej mitologii Partii Republikańskiej a zwłaszcza religijnego zaangażowania Georga W. Busha. Odradzanie się protestanckiego i ewangelickiego fundamentalizmu w Stanach Zjednoczonych i wywieranie coraz większego wpływu tychże ruchów na amerykańską politykę, idzie w parze z podobnymi zjawiskami w innych częściach świata. Oczywiście najbardziej widoczny jest fundamentalizm islamski, stosunkowo najlepiej zanalizowany, ale nie mniej groźny potencjał kryje się w przybierającym na sile nacjonalizmie indyjskim, z wyraźnie hinduistycznym rodowodem. Ta dotychczas niezwykle pokojowo nastawiona religia, kojarząca się z wielką metafizyczną tolerancją, stała się źródłem politycznego radykalizmu, który w kraju, tak zróżnicowanym wyznaniowo, jak Indie, może przynieść i już przynosi, konflikty na niewyobrażalną skalę.

Jak to możliwe, że tyle wieków po postulacie przedstawionym przez czołowych europejskich filozofów, chirurgicznego niemal przecięcia związków religii i polityki, tyle lat po dwóch wielkich wojnach światowych, koszmarach ludobójstwa i Holokauście, które dowiodły, jak groźne mogą być ideologie, przekształcając się w religie, nad światem znowu pojawiło się niepokojące widmo religijnej gorączki, która rozpala polityczne namiętności, odbierając ludziom zdolność racjonalnego myślenia? Jak to możliwe, że historia wciąż nie zdołała nas przekonać, że związek religii i polityki jest potencjalnie groźny, ponieważ może prowadzić i często w dziejach świata prowadził, do zachowań, których racjonalnie wytłumaczyć nie sposób? Co takiego się stało, że znowu zaangażowaliśmy Boga w politykę, choć jeszcze niedawno byliśmy tak pewni, że życie publiczne powinno opierać się na laickości, pragmatyzmie i humanizmie?

OPINIE
Paweł Przywara  (pawel_przywara@yahoo.com) - Anna Siewierska-Chmaj
2010-02-09 12:08:04
Aniu, piszesz:
„Jak to możliwe, że tyle wieków po postulacie przedstawionym przez czołowych europejskich filozofów, chirurgicznego niemal przecięcia związków religii i polityki, tyle lat po dwóch wielkich wojnach światowych, koszmarach ludobójstwa i Holokauście, które dowiodły, jak groźne mogą być ideologie, przekształcając się w religie, nad światem znowu pojawiło się niepokojące widmo religijnej gorączki, która rozpala polityczne namiętności, odbierając ludziom zdolność racjonalnego myślenia?
Ania T - filozofia przenikania
2010-02-09 12:50:10
polecam, jako głos w Państwa dyskusji:
http://dziennik.pl/dziennik/europa/article144997/Czy_religia_jest_wrogiem_polityki_.html
Anna Siewierska-Chmaj -
2010-02-10 09:25:37
Pawle,
Dziękuję, że zechciałeś skomentować mój skromny artykuł, który jest częścią większej całości, stąd może moje wrażenie, że nie do końca zrozumiałeś stawianą przeze mnie tezę. Jestem daleka od antyreligijności, którą mi pośrednio zarzucasz, zgadzam się zresztą z Tobą, że osoba wierząca jest potencjalnie dobrym obywatelem, pisał zresztą o tym Kant, dowodząc, że chrześcijaństwo, jako zbiorowa praktyka służąca moralnemu doskonaleniu się społeczeństwa, może być korzystne dla sfery politycznej.
Alekspc  (aleksander.chlopecki@neostrada.pl) - religia a polityka
2010-02-15 00:23:33
Tekst i polemika są dla mnie nazbyt uczone. Upraszczając zatem, jedynie pozwolę sobie zauważyć, że religia zawsze była obecna w polityce i politykę kształtowała. Teza ta jest oczywiście prawdziwa tylko wtedy, gdy uznamy, że komunizm był religią, co zresztą wydaje się logiczne. W pewnym sensie – był. Chociaż, był też próbą (i to jedyne co w nim było dobrego – lub, może , według innych, złego), przekonania ludzi, że trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Prawdzie, że koniec naszego istnienia jest naprawdę końcem naszego istnienia.
Metanoia - Autonomia
2010-02-28 22:42:58
Myślę, że fanatyzm nie jedno ma imię. Jest fanatyzm religijny, jest też może fanatyzm ateistyczny, którego przykładem był właśnie komunizm? Fanatyzmy to skrajności zawsze obecne w życiu społecznym, to stymulatory kształtowania się „złotego środka”, a może trzeba je także traktować jako zachętę do ciągłego szukania delikatności i rozwagi, które w tych sprawach, jak pisze P. Przywara, rzeczywiście są nieodzowne.

Kristijan - responsum
2010-03-06 21:35:01
Szanowna Pani Doktor,
Historia wiele razy udowadniała nam, że związek religii i polityki może być korzystny. Wszak Polaków to właśnie religia popchnęła ku kulturze zachodu w X wieku (to co, że na siłę?). To przecież m.in. Kościół dał Europie podwaliny nauki i rozpowszechnił sztukę tak na zachodzie jak i na wschodzie (np. wspaniałe średniowieczne ikony).
Paweł Przywara  (pawel_przywara@yahoo.com) - Aniu,
2010-03-26 22:09:40
sam nie wiem, jak się odnieść do tych argumentów, dotyczących "eschatologicznej" strony hitleryzmu i komunizmu, bo sam fakt, że i hitlerowcy i komuniści zabijali osoby duchowne i zwalczali religię powinien być dostatecznie mocnym dowodem na to, że jeśli już to była to eschatologia a reabours, a więc spod znaku antychrześcijańskiego (sporo zresztą pisano o okultystycznych fascynacjach hitlerowców).
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010