i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-04-30 17:16:28

Na początku: dwa dementi. Poniższy felieton nie kpi z najnowszej kampanii wizerunkowej PiS. Nie parodiuje także nazwy politycznego czasopisma, propagującego ze śmiertelną powagą poglądy XIX-wiecznego brodacza z Trewiru, które wiek XX zdyskredytował w całości. Dotyczy raczej pewnej pani, czy panny, której medialne sukcesy możnaby nazwać alternatywnie karierą globalnej Nikodemówny Dyzmówny (bowiem żyjemy w erze globalizacji).
Żeby przedstawić Naomi Klein, można powiedzieć, że jest to guru środowisk alterglobalistycznych. I bardzo dobrze: jakie środowiska, tacy guru. Można z rozbawieniem lub irytacją (w zależności od predyspozycji osobistych) przyglądać się pomazańcom błotnym, którzy, upaćkani błotem, co roku podskakują rytmicznie na plażach Brazylii, wykrzykując antykapitalistyczne slogany.
Ale z jakich powodów poważni ludzie mieliby zajmować się takimi samymi sloganami, płynącymi ze stron kolejnych książek owej pańci? Takie książki przychodzą i odchodzą. Dwa, trzy lata temu, kontynuując tradycję Stanisława Barańczaka, napisałem felieton pt. „Książki najgłupsze”, gdzie wziąłem na warsztat kilka podobnych elukubracji.
Ale to jest w gruncie rzeczy egzotyka, jakiś gabinet osobliwości. Książki takie przemkną przez firmament wydawniczy, jak spadająca gwiazda i ślad po nich (a najczęściej i po autorach) ginie bezpowrotnie. Tutaj jednak trwa kampania reklamowa wysławiająca Naomi Klein! W pierwszej antyglobalistycznej „biblii” pt. "No logo", pańcia owa przekonywała, że bez logo firmowego wszystko będzie jednakowe, a logo to tylko okazja dla chciwych koncernów, żeby wyciągnąć od konsumenta więcej pieniędzy. Warto przypomnieć, iż tego rodzaju eksperymenty ludzkość już przechodziła.
Sam pamiętam, jak z rodzicami poszedłem w latach 50. do „punktu zbiorowego żywienia” numer... jakiś tam, bo w ramach walki z przeżytkami kapitalizmu, z którymi walczy również nasza kretynka polityczna, zlikwidowano nazwy restauracji. O smaku jedzenia wspominać nie będę. Otóż logo, czy marka firmy, jest jej wizytówką m.in. jakości. A jakość może być – jak wszyscy normalni ludzie rozumieją – różna. Ponieważ pańcia owa najwyraźniej tego nie rozumie, powinna zostać skazana na karę jeżdżenia przez trzy miesiące „Polonezem”, z którego zdejmie się nielubiane przez nią logo. Potem należy jej pozwolić przesiąść się na samochód, którym jeździ normalnie i zapytać, po czym rozróżniłaby owe samochody, gdyby nie ich logo...
W najnowszej książce, domaga się ona odejścia polityków, którzy doprowadzili do kryzysu i w ogóle do zmiany systemu gospodarczego. Tylko jest za mało inteligentna i za mało oczytana, żeby zrozumieć, że to nie kapitalistyczna zasada pracy dla zysku, lecz socjalistyczna zasada, wprowadzona przez amerykańskich polityków, aby wymuszać na instytucjach finansowych pomaganie mniej zamożnym bez oglądania się na zysk lub zwiększając ryzyko straty, doprowadziła firmy finansowe do katastrofy. Tak bowiem wyglądały właśnie owe amerykańskie sub-primes, czyli kredyty hipoteczne dla ninja, jak ochrzczono tych, którzy nie mieli żadnych regularnych dochodów, żadnego majątku, a czasem nawet pracy, a mimo to dostawali owy wymuszane przez polityków kredyty. Ludzie potrzebują bodźców, a takim bodźcem są dochody, w tym także zyski. Bez tego gospodarka degeneruje się i w końcu upada. Ale to już jest za trudne dla antyglobalistycznej medialnej gwiazdy. Czy nie jest także za trudne i dla mediów?...


