Język nie jest obrazem świata
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo,
Dodano: 2009-11-30 13:45:42

W jednym z komentarzy pod tekstem prof. B. Jałowieckiego, Z. Sawicka napisała m.in.: „To, że język ma moc kreacyjną udowodniła już dawno historia. Może część z nas sobie tego nie uświadamia, ale to, co nie istnieje w naszym języku, nie istnieje też w naszej świadomości. Postrzegamy świat przez pryzmat języka. Francuz, Polak, Niemiec, będą patrzeć na to samo, a każdy z nich zobaczy coś innego. Zjawisko to nosi nazwę językowego obrazu świata”.
Z tymi dowodami historycznymi to różnie sprawy wyglądają, rzekłbym na początek, a już szczególnie jeśli chodzi o dowodzenie tez naukowych. Mówiąc zaś serio, nie mogę się zgodzić z takim postawieniem sprawy, że nasze spostrzeganie realnych obiektów dokonuje się przez pryzmat czy za pomocą języka. Powinniśmy pamiętać przede wszystkim, że język jest tylko narzędziem w naszym poznaniu świata, a nie medium tego poznania. Owszem, trafiają się naukowcy, którzy głoszą, iż język stanowi „filtr” przez który patrzymy na rzeczy, ale to, że jakiś uczony tak twierdzi wcale nie implikuje, iż tak naprawdę jest.
Powiedzenie, że istnieje „językowy obraz świata” brzmi ładnie, ale nie jest prawdziwe z dwóch podstawowych powodów. Po pierwsze małe dzieci poznają (i to całkiem sprawnie) rzeczywistość, zanim opanują język przekazywany im przez rodziców i opiekunów (wie to każdy, kto wychowywał potomstwo - nie tylko psycholingwista). Po drugie, nasz obraz świata, który posiadamy w umyśle jest o wiele bogatszy niż cały leksykon, jakim się posługujemy (biorąc pod uwagę także zasoby naszej pamięci dotyczącej tego, co przeczytaliśmy). Każdy pisarz czy poeta (nie tylko naukowiec) doskonale wie, jak „ubogi” wydaje się czasem język, jeśli usiłujemy sportretować piękno (lub też brzydotę) jakichś obszarów otaczającej nas rzeczywistości. Język mimo wszystko jest schematyczny, konwencjonalny, uwzględniający to, co ogólne, powtarzalne itd., zupełnie zatem nie jest przystosowany do ujmowania bogactwa czy wyjątkowości jakiegoś konkretnego obiektu.
Do tego, by np. opisać unikalność jakiegoś obiektu, np. piękno tej a tej kobiecej twarzy - trzeba naprawdę nieźle się napracować właśnie lingwistycznie. Używając bowiem określonych zwrotów („jasne, niebieskie oczy”, „prosty nos”, „miękko wykrojone usta” itd.) i tak odwołujemy się do różnych obiektów (podobnego typu), a tym samym wskazujemy na więcej niż ten jeden, który chcemy opisać, obiekt. Jeśli pragniemy oddać w słowach głębię jakiegoś muzycznego utworu, który właśnie nas zachwycił i od którego nie możemy się oderwać, to również, chcąc nie chcąc, musimy sięgnąć po zwroty, których użył ktoś inny (lub my sami) do opisu innych poruszających nas kompozycji czy dzieł. U. Eco w swej teoretyczno-literackiej książce „Lector in fabula” (Warszawa, PIW 1994) zwraca uwagę także na to, iż nawet, jeśli pisarz stara się jak najwierniej opisać jakiś obiekt (np. miasto, w którym dzieje się akcja powieści), to wcale nie jest przesądzone, że użyte przez niego konstrukcje językowe „przeniosą” ten obraz na tyle wiernie, że „ukaże się on” czytelnikowi w taki sam sposób jak widział go autor. Nie chodzi tylko o różnice doświadczeń (pisarza i jego czytelników; ja mogłem nigdy nie być w mieście, które opisuje czytany przeze mnie autor), ale właśnie o schematyczność samego języka. Ta schematyczność wynika po prostu stąd, że język stanowi twór międzyludzki, intersubiektywny, gromadzi zatem „wiedzę” wielu osób naraz i to z różnych „czasów” i stron.
Podsumowując, język, którym się posługujemy ma więc o wiele skromniejszy zakres i „ciężar gatunkowy” niż lingwiści mu przypisują, a bogactwo tego świata znacznie przekracza możliwości „objętościowe” naszego języka, o czym świadczy historia nie tylko filozofii, ale wszelkich nauk, jak też świadczą dzieje literatury. Czymże bowiem przez te wszystkie wieki nie zajmują się ludzie, jak nie próbami pochwycenia różnorodności i wieloaspektowości świata w jakieś ramy językowe? Zresztą, gdyby takie pochwycenie świata w jego językowy obraz było możliwe, to powstałaby do tej pory tylko jedna książka z odpowiedziami na wszystkie ludzkie pytania.
http://www.bistro.edu.pl/artykul,Trzeba_czerpac_z_zasobow_wlasnego_jezyka.html (por. komentarze)
Gustaw Lasek (lgustaw@czerwonyszlak.pl) - Liść
2009-12-02 11:38:48
Zgadzam się ze słowami Pana Pawła Przywary.
Dodatkowo do komentarza Pani Z.Sawickiej dodam że nie tylko Polak, Niemiec, Francuz zobaczy co innego, a każdy z nas odbierze informację w swój indywidualny sposób.
Informację każdy z osobna przepuści przez szereg filtrów takich jak generalizacje, usunięcia, zniekształcenia itp.
Bo słowa są tylko etykietkami tnącymi rzeczywistość na kawałki (czasem mniejsze, czasem większe).
Jeżeli napiszę 'wyobraź sobie liść' to jaki liść widzisz?
Mój jest duży, suchy, żółto-czerwony, z wystrzępionymi krawędziami.
Zapewne Twój obraz będzie inny.
Są również etykietki których nie da się pokazać np.: wiatr, miłość, a to że tego nie można pokazać jak np. kamienia nie oznacza że tego nie ma.
Uważam że w naszej głowie istnieje wiele więcej niż tylko to co istnieje w naszym języku i świadomości.
Weźmy przykład, jeżeli napiszę zlepek "kuro-żaba" to czy w głowie nie tworzy się obraz niby kury, ale zielonej lub połączonej z żabą?
To że czegoś nie umiemy nazwać/opisać nie oznacza, że tego nie odbieramy.
W naszej głowie jest wiele, wiele więcej niż w języku i w świadomości.
Przyznam jednak z żalem, że podczas edukacji nikt nas nie uczy, aby bardziej odbierać rzeczywistość przez jej obserwację, a nie naklejanie etykietek (np: liść).
Dariusz Kobylański - A jednak...
2009-12-02 13:26:37
A jednak Polak, Niemiec, Francuz zobaczy to samo, ale zinterpretuje na swój sposób.
Zgadzam się w pełni, że język jest zbyt ubogi, aby tylko przez jego pryzmat postrzegać świat... Poznajemy wiele spraw nienazwanych lub nam nieznanych i wcale nie przeszkadza nam to upajać się ich widokiem. Tak dziecko, jak i odkrywca, najpierw widzą, poznają - potem definiują, próbują nazwać.
Zofia Sawicka - językowy obraz świata
2009-12-02 19:31:18
Nie przypuszczałam, że mój krótki wstęp do komentarza do tekstu prof. Jałowieckiego wzbudzi taką dyskusję. Tym bardziej, że nawiązuje on do kognitywizmu, uznanej gałęzi nauki.
Ja jednak będę się upierać, że istnieje językowy obraz świata. Nie jest to tylko moja opinia ani „trafiających się” naukowców, ale ogromnej gałęzi nauki , jaką jest, jak już wspomniałam, językoznawstwo kognitywne.
Historia już dawna spostrzegła ważność języka. Gdyby nie tworzył on obrazu naszego świata, faszyści ani komuniści nie wkładaliby tyle wysiłku, by go zmienić na swoje potrzeby i najlepiej okroić do minimum. Proces ten świetnie ilustruje książka Victora Klemperera LTI. Notatnik filologa lub bardziej ogólnie, jeśli chodzi o język totalitaryzmu, osławiony Rok 1984 G. Orwella.
Czy chcemy czy nie, język odgrywa ogromną rolę w poznawaniu naszego świata. To w języku przechowuje się mądrość gromadzona przez wieki przez daną kulturę. Mimo że jakieś zjawisko nie odgrywa już tak doniosłej roli jak kiedyś, w języku wszystko zostaje; np. my, patrząc na wielbłąda widzimy garb lub dwa, cztery nogi, ogon, itd. Arab zaś, który w swoim języku określeń na wielbłąda ma grubo ponad 200, zobaczy zupełnie co innego. Wielbłądy w kulturze arabskiej nie są tak ważne jak kiedyś, ale poprzez choćby literaturę, ilość określeń pozostała i jest wciąż używana. Mój wielbłąd i wielbłąd Araba to zupełnie dwa różne zwierzęta.
Dziecko poznaje świat bez znajomości języka, owszem. Poznaje go głównie za pomocą dotyku. Tak poznawany świat jest dla dzieci na całym świecie bardzo podobny. Potem , gdy dziecko zaczyna uczyć się języka, czy chce czy nie, zaczyna go porządkować według reguł języka potocznego - typizacji i kolekcji. Postrzeganie rzeczywistości ulega zmianie.
Obraz świata, który posiadamy w umyśle jest językowy. Jak myślimy? W języku. Wszystkie nasze spostrzeżenia „w głowie” notujemy w języku. Bardzo rzadko myślimy nie słowami i zdaniami, lecz na przykład obrazami.
Gdyby nie było językowego obrazu świata nauka języków obcych nie byłaby taka trudna. Dlaczego Polakom tak trudno nauczyć się choćby poprawnego używania niemieckich rodzajników? Tak jak już pisałam, postrzeganie określoności i nieokreśloności jest u nas inne niż u Niemców. Nasz język nie wymaga zadeklarowania czy widzę np. „znajomego psa” czy jakiegoś psa. To tylko jeden z przykładów.
Oczywiście już Słowacki marzył, „aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa”. Niestety, tak jesteśmy skonstruowani, że nie jest to w pełni możliwe. Możemy tylko czekać chwili, kiedy nasze słownictwo wzbogaci się na tyle (a metod bogacenia słownictwo jest mnóstwo), że kiedyś nam się to uda.
Paweł Przywara (pawel_przywara@yahoo.com) - Gustaw Lasek
2009-12-02 20:33:40
Z tymi filtrami, to byłbym ostrożny :) - ja osobiście nie wiem, co jest filtrowane i w jaki sposób w naszym poznaniu, wolę bowiem zakładać, że widzimy świat takim, jaki jest (dzięki temu zresztą możemy się skutecznie porozumiewać). Nawiązując do tego, co Pan pisze, to o ile słowa można uznać za pewne etykietki (choć, co to tak naprawdę znaczy?), to nie stanowią one jakichś „ostrzy” tnących rzeczywistość.
W ogóle opisywanie naszego języka za pomocą metafor jest zajęciem dość karkołomnym, ponieważ metafora coś nam może obrazować (do tego zwykle służy), ale niekoniecznie wyjaśniać. Z jednej strony bowiem język jest, jak pisałem schematyczny, ubogi itd., lecz przecież nic lepszego (od tegoż właśnie „ułomnego” języka) do tej pory nie wymyśliliśmy, co zarazem pełniłoby tyle funkcji i było kulturotwórcze, socjalizujące, no i niezbędne przy uprawianiu nauki. Bez języka bylibyśmy trochę jak osoby niewidome – mimo wszystko język pozwala nam przechować mnóstwo wiedzy na temat świata, potencjał języka jest więc imponujący i nie należy go lekceważyć.
Chodzi raczej o to, by z języka korzystać w sposób twórczy, by unikać banału i pustosłowia (nie tylko w naszych codziennych rozmowach, lecz i w świecie nauki) – to zaś wcale nie jest łatwe, gdyż lenistwo czasami zwalnia nas z obowiązku pracy nad językiem. „Etykietowania” nie da się zatem uniknąć – grunt, żeby nad tymi etykietami popracować, by nie przypominały „niedbałych nadruków na kiepskiej jakości papierze” :)
Paweł Przywara (pawel_przywara@yahoo.com) - Dariusz Kobylański
2009-12-02 20:35:49
Język jednak pozwala nam przechowywać nasze wspomnienia, spostrzeżenia, przeżycia. Bez tego - bez utrwalania w języku - nasze życie byłoby bardziej ulotne. Na naszej pamięci nie możemy za bardzo polegać, bo się szybko wypłukuje :)
Paweł Przywara (pawel_przywara@yahoo.com) - Zofia Sawicka
2009-12-03 09:57:43
Widzi Pani do nauki można mieć stosunek albo nabożny, albo krytyczny. W przypadku pierwszym przyjmuje się twierdzenia nauki z dobrodziejstwem inwentarza i jedynie propaguje się to, co twierdzą inni. Tak odczytuję Pani aprobatę dla tzw. językoznawstwa kognitywnego, które może jest uznane zwłaszcza w kręgach językoznawców kognitywnych (tak jak kognitywistyka wśród kognitywistów), aczkolwiek swój byt datuje na kilkadziesiąt lat, podczas gdy początków filozofii języka można się doszukiwać już w pismach Platona, a więc dwadzieścia kilka wieków temu.
Nawiasem mówiąc, kiedyś na forum krakowskiego pisma „Diametros” prof. J. Woleński wyraził nieco złośliwą, ale jak sądzę, całkowicie uzasadnioną opinię o kognitywistyce, że jest z tą „nauką” tak jak kiedyś z cybernetyką, która miała dostarczyć odpowiedzi niemalże na wszystkie poważniejsze naukowe (w tym i filozoficzne) pytania. Kognitywistyka więc jest swego rodzaju modą w świecie nauki, niekoniecznie zaś poważnym programem metodologicznym, niestety. Nie zmienia to oczywiście faktu, że może Pani uznawać językoznawstwo kognitywne za ważne, uznane itd., a jego tezy za konkluzywne. Ja też jestem językoznawcą, choć na pewno nie kognitywistą.
W przypadku jednak krytycznego podejścia, to, co głosi jakaś dyscyplina naukowa, poddaje się po prostu analizie i jeśli wykazuje ona jakieś luki badanej teorii – modyfikacji, a nawet odrzuceniu. Niejednokrotnie zresztą w dziejach nauki bywało tak, że to, co uznane (i to nawet przez wiele wieków) poddawano weryfikacji, a gdy zachodziła potrzeba, wyrzucano z obszaru nauki. Tak się stało choćby z systemem Ptolemeusza czy teorią eteru (wyrzucenie), tak było poniekąd z fizyką newtonowską (modyfikacja) itd.
Może więc Pani zignorować moje argumenty, ale powinna Pani na wzmocnienie swoich podać jakieś racjonalne uzasadnienie :) Powtarzanie już wygłoszonych tez o językowym obrazie świata niewiele bowiem wnosi do dyskusji. Przy okazji, dzieci nie poznają świata przede wszystkim dotykowo (może niemowlęta do czasu wykształcenia się sprawnego aparatu wzrokowego, to tak, ale to bardzo krótki czas), ale wzrokowo, tak jak dorośli. I widzą świat tak samo jak dorośli, choć może z nieco niższej perspektywy z racji wzrostu.
Co do tezy o myśleniu językowym, to jest to tylko jedno ze stanowisk w kwestii tego, „za pomocą czego” myślimy. W moim artykule „Problem mentalese” (link poniżej) podaję dowody, że w naszym myśleniu właśnie nie posługujemy się językiem. Mówimy, piszemy za pomocą języka – ale nie myślimy za jego pomocą. Jest to kwestia oczywiście bardzo skomplikowana, więc zainteresowanych odsyłam do ewentualnej lektury :)
http://portal.wsiz.rzeszow.pl/strona.aspx?id=12835
Gustaw Lasek (lgustaw@czerwonyszlak.pl) - Filtry - istnieją
2009-12-03 14:28:11
Jestem ostrożny z filtrami, zdaję sobie sprawę że ich używamy :)
To że ktoś nie zdaje sobie sprawy, że coś istnieje nie oznacza że tego nie ma i nie stosuje.
Proszę bardzo o to przykład na filtr "Usunięcia" proszę go wykonać, jest bardzo prosty i krótki (Należy policzyć ile podań pomiędzy sobą wykonali zawodnicy w białych strojach?) http://przeslij.pl/testusuniecie
Świat widzimy takim jakim jest dla nas indywidualnie. Każdy ma swoją rzeczywistość w swojej głowie. Więc jeżeli czytam "widzimy świat takim jaki jest" to o czyim świecie rozmawiamy. Możemy porozmawiać jedynie o odbiorze rzeczywistości przez konkretną osobę w danym czasie.
Etykietki - to nazwy rzeczywistości nie w pełni określające rzeczywistość i tnące ją w różny sposób (w różne kawałki), dlatego tłumaczenie z jednego języka na drugi jest takie trudne. Np słowo 'home' co innego może oznaczać czasem to dom a czasem ojczyzna itp
Jeżeli przylepimy/nazwiemy jakiegoś człowieka np 'komunista' to przez to będziemy go postrzegać. Częściej będziemy kierowali się ta etykietką niż jego obserwacją i chęcią głębszego poznania. Przeważnie gdy się oceni kończy się obserwacja.
Mariola Krupa - Słowa
2009-12-07 20:44:56
Najprostszym przykładem obalającym twierdzenie pani Zofii o „językowym obrazie świata” są ludzkie uczucia, które budują nasz świat.
Ogólnie przyjęte wyrazy, którymi posługujemy się na co dzień (np. miłość/nienawiść) nie odzwierciedlają prawdziwego stanu rzeczy, ponieważ są one odbierane indywidualnie przez każdego z nas i dla każdego mogą one mieć podobne, lecz nie do końca identyczne znaczenie. Danej sytuacji oraz przeżywanych emocji nikt nie odbierze w taki sam sposób, pytanie: jak opisać różnicę? Tu tkwi problem – słowa tego nie wyrażą.
link do artykułu:
http://www.bistro.edu.pl/artykul,Jezyk_nie_jest_obrazem_swiata.html
Zofia Sawicka - JOS
2009-12-08 09:46:38
J.G. Hamann: "Język na poglądy – a poglądy na język wydają się mieć wpływ oraz, że każdy język wymaga pewnego właściwego sposobu myślenia oraz realizuje określone sobie tylko charakterystyczne upodobania".
J.G. Herder: "Każdy naród ma własny rezerwuar myśli, które się stały znakami, tym rezerwuarem jest jego język: jest to rezerwuar, do którego wnosiły swój wkład stulecia- jest to skarbiec myśli całego narodu".
W. Humboldt: "Należy [...] uznać języki i ich zróżnicowanie za potęgę władającą dziejami ludzkości, a jeśli jej nie docenimy albo nie dość wyraźnie lub w sposób zbyt ograniczony uchwycimy jej oddziaływanie, wówczas uzyskamy niepełne pojęcie o tym, jak ludzkość weszła w posiadanie - jeśli można się tak wyrazić - tej masy intelektualnej, którą w sposób jasny i określony udało jej się wydobyć z królestwa myśli".
Ludwig Wittgenstein: "Granice mego języka oznaczają granice mego świata".
Jerzy Bartmiński: "Językowy obraz świata jest zawartą w języku, różnie zwerbalizowaną interpretacją rzeczywistości dającą się ująć w postaci zespołu sądów o świecie. Mogą to być sądy "utrwalone" w gramatyce, słownictwie, w kliszowych tekstach np. przysłowiach, ale także sądy presupowane, tj. implikowane przez formy językowe utrwalonej na poziomie społecznej wiedzy, przekonań, mitów, rytuałów".
Edward Sapir: "Jest całkowitą iluzją mniemać, że do rzeczywistości dostosowujemy się zasadniczo bez użycia języka i że jest on zaledwie przypadkowym środkiem rozwiązywania specyficznych problemów komunikowania się i refleksji. W rzeczywistości "świat realny" w znacznym stopniu został ukształtowany przez ludzi nieświadomie, na podstawie nawyków językowych grupy".
Paweł Przywara (pawel_przywara@yahoo.com) - Zofia Sawicka
2009-12-10 12:45:04
Oczywiście, można zamiast wchodzić w dyskusję, posiłkować się zgrabnym cytatem :)
Pozdrawiam
Paweł Przywara (pawel_przywara@yahoo.com) - Gustaw Lasek
2009-12-10 12:48:47
To nie do końca jest tak, że język stanowi okular, przez który spoglądamy na świat. Myli Pan, jak sądzę, myślenie stereotypowe, schematyczne i niejednokrotnie wykoślawiające rzeczywistość (myślenie kalkami "Polak-antysemita", "Polak-pijak" itd.) z myśleniem po prostu, które traktuje język wyłącznie jako narzędzie, nie zaś jako sito, przez które przecedzamy świat :)
Paweł Przywara (pawel_przywara@yahoo.com) - Mariola Krupa
2009-12-10 12:50:11
Ma Pani rację, uczucia należą do rzeczy najtrudniejszych do przekazania, o czym przekonujemy się nie tylko, gdy kogoś kochamy, ale gdy wpadamy w złość (i nie możemy wykrztusić z siebie słowa), gdy staramy się wyrazić ból po utracie kogoś itd.
Ania T - o cytatach, złości i bólu
2009-12-10 15:21:13
To wspaniałe, jeśli kogoś stać na posługiwanie się cytatami.
Można dyskutować nimi, a można też pisać, pisać, pisać z niczego, czyli z głowy.
Co do sytuacji złościotwórczych - można zakląć w duchu, wybuchąć śmiechem lub nie mówić nic. Bądź też użyć zmysłu wzroku...
A ból? Cóż, od tego są łzy.
Paweł Przywara (pawel_przywara@yahoo.com) - Ania T
2009-12-10 16:46:11
Wie Pani, czym innym jest, jak sądzę, wyrażanie bólu (choćby poprzez wybuch płaczu), a czym innym jego opisywanie. Boryka się z tym problemem chyba co drugi człowiek pióra, usiłujący oddać za pomocą słów ludzkie cierpienia.
Ania T - pół żartem - Paweł Przywara
2009-12-11 08:39:01
Panie Doktorze. Teraz już pojmuję różnicę. Dziękuję.
W żadnym razie nie będę próbowała opisać targających mną trudnych emocji przez pryzmat reakcji fizjologicznych i zachowań.
Nie wesprę się w tym miejscu cytatami, bo daje się, że ich Pan nie lubi ;)
Paweł Przywara (pawel_przywara@yahoo.com) - Pani Aniu
2009-12-11 12:27:45
w żadnym wypadku nie sugerowałem, że cytaty są czymś złym, chodziło mi raczej o to, by w dyskusji o czymś poważnym nie zasłaniać się cytatami, bo to trochę przypomina "argumentum ad baculum" :) w stylu "a przecież wielki myśliciel X stwierdził, że..." Można się przerzucać na cytaty, ale wcale nie musi nas to przybliżać do prawdy, nie sądzi Pani? :)
Ania T - luźna myśl- Paweł Przywara
2009-12-11 15:51:12
Mój dziadek był prostym człowiekiem, a często zdarza mi się go cytować. Może akurat nie w tym bistro, nie przy tej karcie dań, ale się zdarza. Przytaczałam kiedyś słowa Dody i Leszka Millera i mądrości z chińskich ciasteczek i Andrzeja Waligórskiego i znanych, uznanych, zapisanych na kartach dziejów świata postaci wszelakich.
Myślę, że za każdym razem mnie to do czegoś zbliża. Czy nazwiemy to prawdą? Boję się tego słowa. Ale być może tak właśnie jest.
Typologię argumentum ad ..... zostawiam poza nawiasem (choć jeśli już - to bardziej w sytuacji, o której mowa widziałabym określenie argumentum ad verecundiam).
Paweł Przywara (pawel_przywara@yahoo.com) - Ania T
2009-12-12 12:01:57
Nie wiem, dlaczego obawia się Pani słowa "prawda" - jeśli w naszych dyskusjach nie chodzi o prawdę, to zaczyna się zwykła perswazja :)
Natomiast moje hasło o argumentowaniu "ad baculum" było żartobliwe,chodziło mi raczej o sytuację, gdy ktoś powołuje się na jakieś cytaty z wypowiedzi wielkich uczonych, by "zgasić" adwersarza :)
Zastanawia mnie wprawdzie, co ciekawego i mądrego mogli mieć do powiedzenia Doda i L.Miller, no ale to temat na osobną dyskusję, bo akurat Waligórski to rozumiem, owszem, jego zjadliwa ironia kryła mądrość życiową.
Maja (m_bartoszewicz@wp.pl) - Trywialnie...
2010-03-29 19:35:17
To prawda, że nie jesteśmy w stanie opisać językiem tego, co chcemy. To co widzimy, mimo że wydaje się prostym obiektem, czasami okazuje się trudne do wyartykułowania. To, co w umyśle - na kartę ciężko przenieść.
Buduję słowo po słowie. Marne posłowie - bo i tak nie oddam tego, co mi w duszy gra.
Lirycznie.
Katarzyna Pajdak (katarzyna.pajdak@op.pl) - Paweł Przywara
2010-04-08 14:58:47
Panie Doktorze,
Muszę przyznać, że Pana tekst nakłonił mnie do rozmaitych głębokich przemyśleń, a wśród moich znajomych polonistów wywołał niemałe dyskusje. Osobiście, razem ze swoim przyjacielem – literaturoznawcą w zupełności się z Panem zgadzam. W tym konkretnym przypadku popatrzył Pan na język bardziej z punktu widzenia pisarza niż naukowca. Zgadza się! Język nie jest obrazem świata.
Jest tylko narzędziem, dzięki któremu możemy coś nazwać. Świat jest o wiele piękniejszy i potężniejszy od języka. Są pewne stany, sytuacje, zjawiska, które często trudno opisać słowami, gdyż to co chcemy nazwać zwyczajnie nie mieści się w ramach norm leksykalnych (mam na myśli np.: poezję).
Natomiast nasza koleżanka zajmująca się językoznawstwem nie zgadza się z Pana stanowiskiem. Nie znam jeszcze jej argumentów. Dopiero będziemy rozmawiać. W każdym razie, dziewczyna pisała pracę magisterską na temat językowego obrazu świata. Badała język dwóch debiutanckich powieści. Jak z nią porozmawiam, to może włączy się do dyskusji.
Idąc jej tropem, tym samym szukając argumentów „za” (choć zgadzam się z Pana teorią!), wpadła mi do głowy jedna rzecz: język w jakimś sensie może być obrazem świata. Dlaczego? W dziele literackim, pisarz za pomocą słów wyraża (może wyrażać) np.: obrazy i dźwięki. Może też opisywać sferę wyobrażoną lub realną – to, co widzi. Zatem, nazywając coś słowami, tworzy wizję świata (wyobrażenie) albo po prostu go opisuje (rzeczywistość). I w jednym i w drugim przypadku tworzy się pewien obraz świata wyrażony, nakreślony za pomocą języka. Tak więc, jest to obraz świata czy nie?
Co Pan o tym myśli?
Pozdrawiam serdecznie!
PS. Do Pani Barbary: Pani Doktor, nie czuję się zmuszana do wystawiania komentarzy:-) (to a propos naszych zajęć). Zaglądam tu od chwili powstania tego portalu. Dobry poziom! A akurat Pani mąż w ostatnim czasie nawiązuje do spraw związanych z kulturą (w tym literaturą i w ogóle polonistyką), co mnie bardzo interesuje. Stąd ta moja aktywność:-). Również pozdrawiam!