i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie

Facet spowiada się w konfesjonale: Ojcze wielebny, zgrzeszyłem – i tu wymienia katalog swych niecnych postępków. Ksiądz zabiera się do zadania pokuty, ale oczekujący na rozgrzeszenie dodaje: i jeszcze jedno przewinienie – ojcze, ja jestem z Rzeszowa! Na to ksiądz: synu, to nie grzech, to wstyd!
Tę dykteryjkę opowiadał mi nieżyjący już od kilku lat Tadek Nalepa. Bawiła mnie, jak wszystkich, którzy wiele lat spędzili w tym mieście, a zwłaszcza tych, którzy ten gród nad Wisłokiem szczęśliwie i w porę opuścili. Dziś (...) wspomnienia powróciły, a wstyd stał się jak najbardziej realny i dotkliwy. Miasto mojej młodości nic się nie zmieniło! Choć się powiększyło i wypiękniało, tak naprawdę pozostało zapyziałą galicyjską prowincją, zakompleksioną i uczepioną księżowskich sukienek. Tam to właśnie Jarosław Kaczyński ma najwięcej zwolenników w Polsce, tam rządzi egzotyczna, lecz dla mnie zrozumiała koalicja postkomuny z kruchtą, stamtąd jest największa emigracja ludzi rozumnych, bo tam głupota triumfuje. Wiem coś o tym – kiedy parę lat temu postanowiłem w Rzeszowie zamieszkać, okazało się, że żyć się tam nie da, jeśli nie jesteś wrosłym w to środowisko człowiekiem miejscowego pokroju.
Rzeszowski skansen ksenofobii i nietolerancji mocno się trzyma. Wiele się na to składa – przemożny wpływ kościoła z TW biskupem na czele, nieudolni posłowie Platformy, zblatowana koalicja PiS-u z lewicą (?), od lat rządząca miastem, brak środowisk intelektualnych, tępionych i lekceważonych przez władze, wypieranych przez partyjnych politruków (dość powiedzieć, że obecny pisowski v-prezes TVP to były dyrektor rzeszowskiego teatru!). Ogłupione do cna społeczeństwo po łamiącym ciszę wyborczą niedzielnym kazaniu idzie głosować na wskazanego kandydata – stąd sukces Jarosława Kaczyńskiego i tchórzliwe milczenie tych, którzy na zdrowy chłopski rozum, temu terrorowi powinni się przeciwstawić. Ale cóż, nie każdy może się spakować i jak ja – wyjechać.
Paru kolegów zostało. Siedzimy kiedyś, pijemy wódkę, a jeden z nich, człowiek wydawało się światły mówi: Nie będę głosował na Platformę, bo to sami złodzieje! Pytam: A co ,ukradli ci coś? – Nie – odpowiada – mnie nie, ale okradli naród! Wódka mu zaszumiała, więc dodał – Ja bym ich wszystkich kazał powystrzelać! Tę argumentację uznał za wystarczającą.
Dowiedziałem się nazajutrz, że ma Platformie za złe, że przegrał w sądzie proces o defraudację, wytoczony mu przez prokuraturę. Dlaczego skojarzył ten wyrok z Platformą – dalibóg, nie wyjaśnił – nawet, kiedy wytrzeźwiał.
I tak się toczy życie w tym pięknym zakątku Rzeczpospolitej. Toczy się kosztem ludzi przedsiębiorczych, ruchliwych i zaradnych, którzy o ile jeszcze tam są, nie wychylają się w obawie o swe losy ;wszak na tych terenach trwa wspomnienie po rabacji Jakuba Szeli – czort wie, ilu z dzisiejszych mieszkańców Podkarpacia i Małopolski to potomkowie zbrodniarzy z 1846 roku. Więc przezorni pakują walizki i ruszają w świat. Pełno ich wszędzie – kochają tę swoją krainę, ale z bezpiecznej odległości.
Może sięganie do tak odległych wydarzeń to przesada, ale przecież wynik głosowania na Podkarpaciu musi mieć jakąś przyczynę! Szukam jej z dotkliwym bólem – bo wstyd za Podkarpacie bardzo mi doskwiera.


