Sztuka eseju
Jaka polityka kulturalna w epoce globalizacji i mediów elektronicznych?
TAGI: Kuchnia intelektualna, Sztuka eseju,
Dodano: 2009-12-02 19:28:11

Relacje między procesami kulturowymi a polityką kulturalną zależą w decydującym stopniu od tego, jak ta druga chce wpływać na te pierwsze. Wokół tego centralnego problemu konstruowano dotychczasowe modele polityki kulturalnej.

Europa Zachodnia przeszła długi proces, któremu w Polsce nie było dane zaistnieć. Przez cały wiek XIX, kiedy formowało się państwo narodowe, oddziaływanie poprzez kulturę miało na celu utrzymanie monopolu elity na władzę symboliczną. Państwo narodowe widziano jako organizację polityczną narodu opartą na suwerenności, uświęconym terytorium i kulturze, dlatego obronę terytorium i przekaz kanonu kultury traktowano jako sprawy najważniejsze. Ta formuła była również praktykowana w narodowych dyplomacjach kulturalnych. Polityka kulturalna na ten cel namierzona była sprawą sektora publicznego. Sektor prywatny nie miał tu większego znaczenia. Ekonomia z jednej strony, a kultura oraz polityka kulturalna z drugiej szły własnymi drogami.

Ta formuła narodowej polityki kulturalnej jako instrumentu budowania i konsolidowania państwa w Europie Zachodniej już nie istnieje, ale ma się całkiem nieźle w krajach, które uzyskały bądź odzyskały niepodległość. Kultura jest traktowana jako zbiorowa pamięć narodu mająca pomóc w przeżyciu utraconej historii jeszcze raz. Elity widzą w kulturze coś, co można społeczeństwom dać na własność, pobudzić ich dumę, poczucie godności. Nierzadkie jest zawłaszczanie czyjegoś dziedzictwa, zwłaszcza na wielokulturowycn „kresach", gdzie normą jest raczej wspólne tworzenie kultury, gdzie nie jest ona niczyją wyłączną własnością i każdy ma prawo umieszczać wybitne postaci w swym panteonie narodowym. U nas niektóre media, narodowe i katolickie, nadal temu hołdują, ale ta narracja narodowa, by ją tak określić, jest obecna we wszystkich mediach, także niepublicznych, choć raczej od święta. Są w nich polskie symbole. Na przykład tradycja zaduszkowa czy bożonarodzeniowa, nawet jeśli niekiedy w opakowaniu nazbyt komercyjnym. To jest jakiś narodowy przekaz.

Nowoczesna polityka kulturalna

Po drugiej wojnie światowej i pod wpływem jej doświadczeń ta narodowa formuła polityki kulturalnej była w Europie Zachodniej przedmiotem ostrej krytyki jako jedno ze źródeł wojowniczego nacjonalizmu Europejczyków i jedna z sił sprawczych największej w historii Europy wojny międzyplemiennej. Postulatem stało się kształtowanie narodów w duchu standardów państwa i narodu obywatelskiego, w którym więzi mają naturę polityczną (obywatelską), a nie etniczną. Największą pracę do wykonania miały tu Niemcy, w których plemienno-rasowa formuła państwa i narodu została wyniesiona na piedestał. Ten nowy standard społeczeństwa obywatelskiego i podporządkowanej mu polityki kulturalnej został wypracowany przez nowo powstałą Radę Europy, która objęła całą Europę Zachodnią. Model ten, zwany modernistycznym, dominował od lat sześćdziesiątych XX wieku w większości krajów zachodnioeuropejskich. Polegał na oświeceniowej w swym rodowodzie misji edukowania społeczeństwa przez elity. Celem polityki kulturalnej było wpływanie na procesy kulturowe w kierunku demokratyzacji kultury, dostarczania odbiorcy dobrej jakościowo oferty, edukacji europejskiej, socjalizacji w ramach kanonu społeczeństwa obywatelskiego i integracji społecznej mniejszości w duchu tolerancji. Kulturze przyznawano ważną rolę wychowawczą i nie szczędzono środków na reintegrację dziedzictwa z teraźniejszością. Najbardziej konsekwentnie model ten realizowano między innymi w krajach skandynawskich i Francji.

Była to jednak polityka planowana strategicznie z centrum systemu w przekonaniu, że zadaniem elity jest „pompowanie" kultury w doły społeczne, łagodzenie jednostronności społeczeństwa masowego; państwo brało na siebie obowiązek - w trosce o zachowanie spójności społecznej - ochrony ludzi przed zejściem poniżej dolnego progu uczestnictwa w kulturze, od którego zaczyna się anomia i rozpad więzi obywatelskich. Do priorytetów należała ochrona dziedzictwa, wspieranie kultury wysokiej (wartościowej) oraz rozwój domów i ośrodków kultury, zwłaszcza dla młodzieży (we Francji w ciągu kilku lat stworzono gęstą sieć maisons dejeneus et de la culture). Ważnym problemem stawała się wielokulturowość w związku z napływem „nowych Europejczyków". Na tak zorientowaną politykę kulturalną były asygnowane znaczne środki; był to okres boomu ekonomicznego, który przekładał się na aktywną politykę społeczną. Odpowiedzialny za realizację tych celów był sektor publiczny, ekonomia i kultura nadal szły własnymi drogami, choć z czasem zaczęło się to zmieniać, coraz bardziej aktywny stawał się sektor non-profit.

W latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i dziewięćdziesiątych wiele się zmieniało w kwestiach szczegółowych, praktyka i rozwiązania polityki kulturalnej stawały się coraz bardziej elastyczne w kwestii finansowania, zarządzania, decentralizacji decyzji, odpowiedzialności poszczególnych szczebli administracji, znaczenia nabierał trzeci sektor, coraz bardziej interesował się kulturą biznes prywatny, ale zasadniczo utrzymano dyfuzyjny model polityki kulturalnej, państwo czuło się odpowiedzialne za kulturę, za ochronę wolności ekspresji, dolny poziom uczestnictwa w kulturze.

Tendencje lat dziewięćdziesiątych: ku „multinarracyjnej" polityce kulturalnej

Opisany powyżej model nowoczesnej polityki kulturalnej jest nadal rekomendowany przez Radę Europy, Unię Europejską i UNESCO jako poprawny i potrzebny - jako optymalna strategia na rzecz rozwiniętego kulturalnie społeczeństwa obywatelskiego. Tyle że jest coraz trudniejszy do realizacji, i to z wielu powodów.

Model ten rodził się w czasie, gdy elity polityczne, intelektualne, artystyczne pracujące dla sektora publicznego, przede wszystkim państwowego, dysponowały potężnymi instrumentami oddziaływania na miliony ludzi, miały w ręku instytucje kultury, ale także media, w Europie Zachodniej również elektroniczne, docierające z tymi samymi przekazami do wielomilionowych audytoriów i widowni. Było to społeczeństwo masowe; dziś już takiego społeczeństwa jest coraz mniej.

Model ten był obliczony na bogate państwo - bardzo kosztowny, a obecnie na kulturę jest wszędzie coraz mniej pieniędzy publicznych, co wiąże się z wynikającą z globalizacji i rosnącej konkurencji koniecznością „zwijania" państwa socjalnego. Te instytucje kultury, które liczą na wsparcie publiczne, na ogół wegetują. Nie ma na przykład żadnego nowego grand projet w l'état culturel, jakim jest Francja, a te już zrealizowane przeżywają poważne kłopoty finansowe. Po prostu sfera usług publicznych wyprowadzana jest z polityki państwowej. Dużo pięknych słów o odpowiedzialności państwa za kulturę wygłasza się nadal na forach międzynarodowych. Ostatnia międzyrządowa konferencja UNESCO w sprawie kultury i rozwoju w Sztokholmie w 1998 r. w swym dokumencie końcowym sformułowała mnóstwo wspaniałych i słusznych rekomendacji adresowanych do władz publicznych państw członkowskich. Większość tych zaleceń, niestety, trafia w próżnię, a sama UNESCO nie ma już wielkich możliwości wpływania na międzynarodowe procesy kultury.

Finanse to jednak tylko jeden powód i to chyba wcale nie najważniejszy. Ważniejsza wydaje się radykalna zmiana kierunku procesu kulturowego. Najkrócej mówiąc, polega ona na tym, że mamy do czynienia z ekonomizacją kultury, co nie jest żadną nowością, a także z czymś, co można nazwać rekulturacją ekonomii, co jest dziś główną tendencją. Jesteśmy świadkami radykalnej ekspansji tego, co Pierre Bourdieu nazywa rynkiem dóbr symbolicznych, a co związane jest przede wszystkim z efektem synergicznym rynku, techniki i zamożności społeczeństw, które konsumują coraz więcej dóbr symbolicznych w relacji do materialnych1.

Nieadekwatność dotychczasowego modelu polityki kulturalnej wynika także, a może przede wszystkim, ze zmiany socjokuturowej. Ludzie w społeczeństwach bogatych są coraz lepiej wykształceni, żyją w społeczeństwie informacyjnym, tysiące podmiotów działających na rynku walczy o pozyskanie ich uwagi, zarzucając ich atrakcyjnymi ofertami rozrywki, spędzania wolnego czasu. Ludzie mają coraz bardziej zindywidualizowane potrzeby, których nie jest w stanie zaspokoić jeden publiczny podmiot oferujący jedną „narrację". Przez narody polityczne przebiega dziś mnóstwo linii podziału kulturowego, kultura jest w coraz mniejszym stopniu kodem komunikacyjnym wspólnym dla wszystkich, coraz trudniej jest tworzyć jej ogólnonarodowy obieg. Odchodzi w przeszłość społeczeństwo masowe, rodzi się pomasowe. Najważniejszym zawołaniem jest tożsamość grup i jednostek. Na bazie tych spluralizowanych tożsamości rodzi się to, co Anglosasi nazywają identity policy. Dać wszystkim taką tożsamość, jakiej sobie życzą.

Resztki starej elity kulturalnej i intelektualnej chciałyby zachowania dawnego modelu, ale oto na naszych oczach obumiera model edukacyjny rodem z Oświecenia. Wraz z reality show odchodzi on do lamusa historii.

I oto w latach dziewięćdziesiątych pojawiła się tendencja do unikania świadomego kształtowania ludzi w duchu wartości i hierarchizowania tych wartości (kultura wyższa - niższa). Dominują media i multimedia oferujące kulturę audio-wideo. I chyba w tym rzecz. Jeśli najważniejszy staje szeroki target audience, nazywany niegdyś publicznością, to znaczy, że trzeba jak najwięcej przekazów przekładać na obrazki, żeby dotrzeć do odbiorcy mającego kłopoty z rozumieniem słowa pisanego. Analfabeta to przecież także konsument, mięso reklamowe popkultury.

Nikt nie ma ambicji „tłoczenia kultury w masy". Niektórzy nazywają ten model przekazu kultury postmodernistycznym. W takim modelu elita traci legitymację orzekania, co jest „dobre dla ludu". Orzekają o tym producenci rozrywki, którzy za dobre dla ludu uważają to, czego ów lud chce. Oczywiście, to, czego lud chce, najlepiej się sprzedaje i przynosi największe zyski. A przy okazji formuje się u odbiorcy „Mcświatopogląd", który napędza konsumentów takiej a nie innej kultury. Układ sprzężony.

Taki właśnie model narodził się w Polsce na naszych oczach. Inteligencja ze swą misją edukacyjną i cywilizacyjną ustępuje miejsca profesjonalnej grupie, która dostarcza społeczeństwu strawy - bałbym się ją nazwać duchową - ale która nie ma żadnej misji „edukowania mas". Jest to kultura, w której się nie uczestniczy, lecz ją konsumuje.

Wielu poważnych badaczy - między innymi Manuel Castells - jest zdania, że wszystkie systemy kulturowej komunikacji ulegają marginalizacji za przyczyną ekspansji przekazu medialnego. Ma to w szczególności dotyczyć układu kultury, który polska socjolog, Antonina Kłoskowska, nazywa pierwotnym, a który dotyczy procesu socjalizacji za pośrednictwem kontaktów face to face.


1W swej znanej książce Wiek dostępu Jeremy Rifkin pisze: „Zmiany zachodzące w strukturze relacji ekonomicznych są częścią transformacji na większą skalę, jaka zachodzi w naturze systemu kapitalistycznego. Jesteśmy w trakcie długofalowego przejścia od produkcji przemysłowej do produkcji dóbr kultury. Coraz większe obroty notuje nowoczesny handel i marketing licznych doświadczeń kulturowych, a nie tradycyjnych dóbr i usług o charakterze przemysłowym. Podróże dookoła świata, turystyka, miasteczka, parki rozrywki, zabawa, rekreacja, moda i kulinaria, sport i zawody, hazard, muzyka, film, telewizja, seks, wirtualne światy w cyberprzestrzeni oraz wszelkiego rodzaju propozycje spędzania wolnego czasu transmitowane drogą elektroniczną stają się szybko ośrodkiem nowego kapitalizmu, w którym handluje się dostępem do przeżyć kulturalnych. J. Rifkin, Wiek dostępu. Nowa kultura hiperkapitalizmu, w której płaci się za każdą chwilę życia, przeł. E. Kania, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2003, s.7-9.

 1  2  3 


OPINIE
Paweł Przywara - Prof. K. Krzysztofek
2009-12-03 10:00:41
Być może wyjściem z tej sytuacji byłoby powoływanie mediów "elitarnych", tzn. takich, które niosą ze sobą pewien przekaz kulturowy o charakterze nie "bulwarowym", a więc taki, który nie schlebia najniższym gustom. Internet jest znakomitym medium do powoływania tego typu środków przekazu.
sluchacz - pochwala
2011-04-18 22:56:46
sluchalem pana wypowiedziw pr 3 pr. dotyczylo to kola jakie zatacza nasza spolecznosc,ktora cakowicie poddaje sie magii internetu. poszukiwanie otwartosci ,potrzeba przedstawienia sie przed innymi. zadziwiajace, z jednej stron otwartosc a z drugiej pewna anonimowosc a jednak silniejsza od cechy silnego czlowieka,ktory pozostaje w prawdziwej swojej skromnosci i samo wystarczalnosci.
pewnie wszystkiego nie zrozumiem ale to co pan mowil bylo b. madre ,trafne i pewnie sie sprawdzi.przeczytalem pana artykuly b.ciekawe.
pozdrawim i wielu sukcesow

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010