Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy



Polityka
Farfał a geopolityka
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo, Polityka,
Dodano: 2009-09-22 09:16:38

Serial z Piotrem Farfałem p.o. prezesa telewizji publicznej trwa nadal. Nasz bohater nie schodzi z pierwszych stron gazet i staje się za sprawa mediów jednym z najbardziej znanych Polaków. Telewizja publiczna jest potrzebna, ale w znacznie okrojonych rozmiarach, ograniczona do jednego kanału, bez reklam i finansowana, podobnie jak we Francji,  z opodatkowania zarabiających ogromne pieniądze sieci komórkowych. Popularność Farfała tylko na chwilę przesłonili Amerykanie. Informacja  że rezygnują z rozmieszczenia w Polsce tarczy antyrakietowej była najlepszą wiadomością od dłuższego czasu. Wbrew buszystom, jak się wyraził minister Radek Sikorski, tarcza była szkodliwa dla Polski, co świetnie rozumiała, wbrew części polityków, większość naszych rodaków wypowiadających się w sondażach przeciw tej instalacji.

Buszyści martwią się, że Amerykanie nas już nie kochają, tak jakby kiedykolwiek darzyli nas sympatią, najlepszych dowodem są wizy. Lech Wałęsa z goryczą mówi, że rząd USA dba wyłącznie o interesy Stanów Zjednoczonych, a o czyje, jak nie o swoje interesy, ma dbać? Kompleks amerykański odczuwany przez wielu polskich polityków to stara masochistyczna tęsknota, żeby przyjaciół mieć daleko, a wrogów blisko. Postawę tę w sposób skrajny wyraża PiS i Pan Prezydent. Podobnie było przez II wojną światową kiedy w polskiej polityce zagranicznej obowiązywała doktryna dwóch wrogów. Rozwiązaniem naszych problemów nie jest strategiczny sojusz z USA, bo takiego nigdy nie było i nie będzie, ale ściślejsza integracja w ramach Unii i zaprzyjaźnienie się, choć oczywiście nie łatwe, z Rosją. O Ukrainie chyba przyjdzie niedługo zapomnieć, bo prawdopodobnie przyszły prezydent, Wiktor Janukowycz określa 17 września jako najpiękniejszy dzień dla Ukrainy. Szczególny to pogląd w kraju, który chyba najbardziej ucierpiał w epoce Stalina.

Niestety nasza nieodwzajemniona miłość do Stanów Zjednoczonych jest przyczyną śmierci coraz większej liczby naszych obywateli, którzy najpierw ginęli w awanturze wojennej wywołanej przez George’a Busha w Iraku, która nie tylko pociągnęła za sobą ludzkie ofiary, ale także straty materialne. Nasi generałowie się chwalą, że wojsko zdobyło bojowe doświadczenie, ale nie mówią po co, chyba jedynie po to aby brać udział w kolejnej amerykańskiej awanturze w Afganistanie.

Najazd amerykański na ten kraj nastąpił po 11 września, po ataku terrorystycznym na Word Trade Center. Atak ten był dziełem Al-Kaidy, która ponoć miała swoje bazy w Afganistanie, ale także  w Pakistanie i w Sudanie. Gdzie ukrywał się Ben Laden nie wiadomo bo go wywiad amerykański od ośmiu lat nie potrafi namierzyć, mimo gigantycznej nagrody jaką wyznaczoną za jego głowę. Al – Kaida nie była organizacja afgańską, ale muzułmańskiej fundametalistycznej międzynarodówki, której większość terrorystów rekrutowała się z ludzi wychowanych i wykształconych w krajach zachodnich. Talibowie, którzy ustanowili w Afganistanie państwo islamskie oparte na średniowiecznym prawodawstwie są oczywiście dla nas nie do przyjęcia, ale czy z tego powodu możemy ich wymordować?

Powód amerykańskiego najazdu na Afganistan był prosty, panował tam system wrogi wartościom zachodu, kraj był wewnętrznie skłócony i cały czas tliła się wojna międzyplemienna, wydawał się więc łatwym celem, którego zaatakowanie było akceptowaną przez społeczeństwo amerykańskie zemstą za 11 września. Znacznie trudniej było zaatakować dysponujący bronią jądrową Pakistan czy zaprzyjaźniony z Chinami reżim sudański.
Amerykanom pod pozorem walki z terroryzmem udało się przekonać sojuszników do przystąpienia do wojny. Na tę wojnę polscy politycy ochoczo wysłali polskich żołnierzy, którzy coraz częściej giną. Niesmaczne są w tym kontekście pocieszenia naszych generałów i polityków, że np. ginie znacznie więcej Anglików.

Całą tę awanturę, uzasadnia się walką z terroryzmem, sojuszniczymi zobowiązaniami i podobnym gadaniem. Tymczasem wiadomo, że w Afganistanie jeszcze nikt nie wygrał, ani Anglicy, ani Rosjanie. Talibowie, choć oczywiście nie tylko bo walka zaczyna mieć charakter ogólno plemienny, walczą z najeźdźcą. Mają więc silną motywację, której brakuje wojskom okupacyjnym, starającym się minimalizować straty, fatalnie odbierane we wszystkich krajach, których dotyczą. Wojskowi wiedzą, a wiedza coraz bardziej dociera do polityków, że sprawa jest beznadziejna. Ale nikt nie ma odwagi, jak Hiszpanie w Iraku, powiedzieć dość. Im dłużej będzie trwała wojna afgańska tym poważniejsze będą koszty ludzkie oraz  materialne, na które Polski nie stać i skutki polityczne dla zachodniego sojuszu, znacznie groźniejsze niż potencjalne zamachy terrorystyczne, których przynajmniej na razie talibowie nie organizują.

W Polsce problemem wartym poważnej dyskusji nie jest Piotr Farfał, wirtualna tarcza antyrakietowa, ani nawet to, że Donald Tusk nie odebrał w nocy telefonu od B. Obamy, ale zmieniająca się sytuacja w globalnym świecie, w którym pojawili się nowi silni gracze jak Chiny i Brazylia, do których być może przyłączy się Rosja. Na te wyzwania stara się odpowiedzieć Barack Obama, który w interesie USA będzie się starał nie dopuścić do bliższego związku Chin i Rosji. Wobec tego powinniśmy się włączyć w amerykańską politykę wobec Rosji, bo to nasz najbliższy sąsiad. Nie warto także, jak to robi polski Prezydent, grać na osłabienie Unii pod pozorem, że wzmacnia to Niemcy. To dobrze, że Niemcy są silne bo to dziś nasz najlepszy sojusznik.
Przedmiotem dyskusji powinna być także bomba afgańska, która prędzej czy później dosięgnie nas rykoszetem. Jak ją rozbroić to znaczy wycofać się zanim cała operacja zakończy się całkowitą klęską Zachodu. To jest także ważne zadanie dla polskiej dyplomacji.

Niestety te najważniejsze dylematy współczesnego świata będą zajmowały co najwyżej niektórych uczonych politologów, a dwa główne obozy polityczne, przed nadchodzącymi wyborami, zklinczują się w bezsensownej walce o to kto jest lepszym patriotą i kto lepiej dba o interes tego kraju. Cała nadzieja w tym, że „prawdziwi patrioci” tę walkę przegrają, a w mediach tak czy tak zwycięży jakiś Farfał.
 

OPINIE
Zapraszamy do wyrażenia opinii.
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010