Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy



Społeczeństwo
Fałszowanie pamięci i krokodyle łzy
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo,
Dodano: 2010-04-21 12:17:38

Katastrofa na lotnisku w Smoleńsku skłania do refleksji, ale zupełnie innych niż te wypowiadane obecnie najczęściej w środkach masowego przekazu przez polityków, dziennikarzy, a nawet tzw. zwykłych obywateli.

Zbrodnia w Katyniu stała się polską obsesją, trudną do wytłumaczenia i zrozumienia. W morzu zbrodni popełnionych przez hitlerowskie i stalinowskie reżimy był to stosunkowo mało znaczący epizod. W Oświęcimiu zginęło ponad milion polskich obywateli, dodajmy do tego Majdanek, Bełżec, Stutthow, Działdowo, Palmiry i obozy na terenie Niemiec. Nie można także zapomnieć o zbrodniczej decyzji wywołania powstania warszawskiego w 1944 roku, które pochłonęło ok. 200 000 ludzkich istnień, w znacznej części prawdziwej elity kraju. W porównaniu do tej hekatomby trudno przyjąć spokojnie takie np. histeryczne tytuły polskiej prasy informujące o katastrofie w Smoleńsku: „To elita, co z państwem?”.

Zbrodnia katyńska będąca elementem tzw. „przywracania pamięci” stała się niemal najważniejszym tematem ostatniego dwudziestolecia. Do zbrodni tej Rosjanie przyznali się słowami Michaiła Gorbaczowa w 1989 r. Borys Jelcyn przeprosił w trakcie spotkania w Lechem Wałęsą. Była to okazja do zamknięcia tego epizodu. Ale polskie władze i media z niej nie skorzystały domagając się śledztwa i dokumentów archiwalnych, jakby było ważne kto bezpośrednio strzelał, tym bardziej, że kaci już dawno umarli, a nieboszczyków się raczej nie sądzi. Było wiadomo, że rozkaz wydał Józef Stalin. Po co było to ciągnąć? W czyim interesie? Z punktu widzenia Rosjan, mord na Polakach był także jedynie fragmentem morza zbrodni, które okrutny Gruzin popełnił na Rosjanach i innych narodach ZSRR. Warto o tym pamiętać.

Osobnym problemem jest jątrząca rola tzw. rodzin katyńskich, to już trzecie pokolenie, krewnych, powinowatych i znajomych ofiar. To przecież swoisty fenomen. Nie ma bowiem rodzin oświecimskich, majdańskich, bełżskich itd., chociaż także zostali krewni, którzy pamiętają bliskich zamordowanych. Nie ma także rodzin działdowskich. W obozie w Działdowie zginęło kilkanaście tysięcy osób z Warmii i Mazur, Powiśla, Ziemi Działdowskiej w tym mój ojciec - konsul Rzeczypospolitej w Olsztynie. Czy któryś z prezydentów Rzeczypospolitej, a choćby premier pochylili się symbolicznie na zbiorowym grobie tych wszystkich pomordowanych, w tym mojego ojca, którego miejsce pochówku jest nieznane. Jego pamięć uczcił natomiast przed laty sekretarz PZPR w Olsztynie obecny przy odsłonięciu tablicy pamiątkowej, a uroczystości tej towarzyszyła kompania honorowa WP i apel poległych. O „Działdowie” zachowała się tylko lokalna pamięć, kilka pamiątkowych tablic i pomnik w siedzibie dawnego obozu.

Prawdą jest, że zbrodnia katyńska była wiele lat przemilczana, ale „prawda o Katyniu” znana jest już szeroko od 1989 roku, tej pamięci nie trzeba więc przywracać. Stałe obsesyjne powracanie do tego wydarzenia zaczyna powoli zamazywać w świadomości społecznej inne zbrodnie. Coraz częściej spotyka się opinie, że w nazistowskim obozie w Oświęcimiu mordowano tylko Żydów. Auschwitz przestaje zatem być, w coraz większym stopniu, elementem polskiej pamięci. Charakterystyczna jest też odmienność języka, którym się o tym mówi. Zbrodnie niemieckie nazywa się nazistowskimi, hitlerowskimi, a Katyniem obciąża się Rosjan. Z przyczyn czysto politycznych, antyrosyjskiej fobii, która skłania polityków do przyjaźni z Ukrainą, wypiera się ze społecznej pamięci także mordy Ukraińców na polskiej ludności Wołynia, które pochłonęły wielokrotnie więcej ofiar niż Katyń.

To prawda, zbrodnie hitlerowskie zostały jakoś osądzone, a stalinowskie nie. Z prostego powodu. ZSRR ze Stalinem na czele był jednym z wielkich mocarstw, które pokonały nazistowskie Niemcy. A zwycięzców się nie sądzi. Niestety.

Stałe przypominanie jednych, a zapominanie innych ofiar jest polityczną manipulacją, która w oficjalnym języku nazywa się „przywracaniem pamięci” doprowadziła w końcu do tragedii. Katastrofa w Smoleńsku była ostatnim ogniwem, miejmy nadzieję, katyńskiej obsesji, która powinna minąć po polsko - rosyjskich rządowych uroczystościach 7 kwietnia. Niestety nie minęła. W przekonaniu o swoim posłannictwie Prezydent musiał „przebić” uroczystości z Donaldem Tuskiem i Władimirem Putinem, zaś bezpośrednią przyczyną katastrofy był zapewne nacisk na pilota, milczący lub słowny. Pilot miał w głowie, że Lech Kaczyński jego kolegę nazwał tchórzem (był wtedy drugim pilotem) w czasie lotu do Gruzji, kiedy ten nie zgodził się lądować w Tbilisi. Miał też w głowie, że tego kolegę odsunięto od lotów i w pewnym sensie złamano mu karierę - za spełnienie obowiązku. Błędem jest również to, że z VIP-ami latają piloci wojskowi szkoleni do "wykonania zadania", a nie zapewnienia maksimum bezpieczeństwa, tak jak jest w liniach cywilnych, których piloci są bardziej odporni na sugestie czy polecenia VIP-ów.

Kontrolerzy lotu w Smoleńsku powinni zamknąć lotnisko i nie dopuścić do lądowania prezydenckiego samolotu, ale też byli pod presją. Gdyby podjęli taką decyzję oskarżono by Rosjan o sabotowanie uroczystości w Katyniu. Byłby skandal dyplomatyczny. Tak więc katastrofa była wynikiem kilku przyczyn: obsesji katyńskiej, ambicji Lecha Kaczyńskiego, który tą uroczystością chciał także, za pewne, uzyskać punkty w kampanii wyborczej, słabości państwa i wojska, bałaganu i braku odpowiednich procedur oraz obawy Rosjan przed konsekwencjami podjęcia jedynie słusznej decyzji zakazującej lądowania na tym lotnisku.

Uliczne kryterium żałobne weszło do zwyczaju części Polaków, głównie mieszkańców Warszawy, a palenie zniczy i składanie kwiatów stało się zachowaniem rytualnym jak np. z okazji rocznic śmierci papieża. W tłumie, w którym obok sympatyków PiS jest sporo gawiedzi, która gromadzi się przy takich i podobnych okazjach, pojawiają się nadmierne emocje. Niektórzy, tak jak ja, pamiętają, że tłum szlochał także po śmierci Stalina i na pogrzebie Bieruta. Tłum był organizowany, ale łzy spontaniczne.

Obecne bizantyńskie, trwające ponad tydzień, obchody pogrzebowe i tak długa żałoba narodowa, ciągłe przejazdy z trumnami przez miasto wydają się sporą przesadą. A już wielką przesadą jest pochowanie prezydenckiej pary na Wawelu. Nie ma obecnie nikogo, kto chciałby się przyznać do tego pomysłu. Kardynał Stanisław Dziwisz mówi, że to inicjatywa rodziny, ale rodzina się od tego odżegnuje. Pochówek nieudanego prezydenta i jego żony na Wawelu w sanktuarium królów polskich i bohaterów narodowych wydaje się być profanacją tego symbolicznego miejsca. Chciałoby się powiedzieć za Stanisławem Strońskim (chociaż to inna i nie moja bajka) "ciszej nad tą trumną".

Tragedia w Smoleńsku stała się także okazją do fałszowania historii. Gloryfikacja Ryszarda Kaczorowskiego, który był sympatycznym starszym panem i z uszanowaniem całował panie w rękę jest co najmniej nie stosowna. Jego „prezydentura” na uchodźctwie miała charakter mniej niż kanapowy. Wybrany przez kilku kolegów nic i nikogo nie reprezentował. Jedynym legalnym rządem państwa polskiego, uznanym 6 lipca 1945 r. przez wielkie mocarstwa i większość państw świata były władze w Warszawie. Tzw. „rząd” w Londynie uznawały jedynie do 1974 r. frankistowska Hiszpania, Irlandia i Watykan. Ryszard Kaczorowski został wybrany „prezydentem” w 1989 roku, ale prezydentem czego? Niektórzy, widać jednak nie wszyscy, pamiętają, że w 1989 roku Polska uzyskiwała właśnie całkowitą suwerenność i ta nominacja miała już tylko operetkowy charakter. Ryszard Kaczorowski stał się przedmiotem manipulacji i podmiotem niezasłużonych honorów: wystawienia trumny z jego ciałem w Belwederze i korowodu mieszkańców Warszawy stojących w długich kolejkach w celu obejrzenia trumny. Ryszard Kaczorowski był zwykłym polskim obywatelem zasługującym na taki sam, ale nie większy hołd niż piloci i stewardesy tu-154, którzy zginęli pełniąc swoje obowiązki. Trzeba się wstydzić za tę manipulację historyczną pamięcią.

W prezentowaniu i komentowaniu smoleńskiej katastrofy ponurą rolę odegrała także większość mediów wzniecających coraz bardziej histeryczne emocje. Dziennikarze informowali np. o coraz to nowych krajach, które wprowadzały żałobę. Dowiedzieliśmy się m.in. że trzydniową żałobę po katastrofie w Smoleńsku ogłosił prezydent Brazylii. W swoich niefrasobliwych uniesieniach autorzy tej informacji przeoczyli fakt, że żałoba w tym kraju została ogłoszona dwa dni wcześniej, ponieważ zginęło tam ponad 200 osób z powodu osunięcia się ziemi. Skandaliczna była audycja z osławionego cyklu pisowskiej TV - „Warto rozmawiać”, w której kilku panów snuło „paranoiczne” wizje międzynarodowego spisku z udziałem nieistniejącego KGB, stojącego być może za katastrofą w Smoleńsku.

Swój udział mają również niektórzy uczeni jak np. prof. Janusz Czapiński, który stwierdził, że "trzeba pozwolić się narodowi wypłakać". Jakoś na mieście nie widać było tych łez, ludzie pracowali zajmowali się swoimi sprawami, chodzili do centrów handlowych, jeździli samochodami, śmieli się, cieszyli z różnych codziennych spraw i kochali się, a w długich kolejkach do trumien prezydenckiej pary, obok ludzi szczerze przejętych tragedią, bowiem byli też tacy, tłoczyli się w znacznej przewadze zwykli gapie poszukujący w monotonii codzienności możliwości uczestniczenia w spektakularnym wydarzeniu. Ale to przecież nie jest cały naród.

Żałoba narodowa była swoistym artefaktem podtrzymywanym głównie w wirtualnym świecie mediów. Ludzie byli już tym zmęczeni. Trudno dziewięć dni żyć w emocjonalnym napięciu dlatego też oficjalna żałoba nie powinna trwać więcej niż dwa, trzy dni. Natomiast żałoba osób, które straciły bliskich będzie oczywiście trwała, niepodatna na polityczne i medialne manipulacje. W smoleńskiej katastrofie nie zginął nikt z moich bliskich, chociaż znałem osobiście kilka osób, ale miałem łzy w oczach kiedy w TVN oglądałem paro minutowe wspomnienia o stewardesach: o Marii Maciejczyk, Natalii Januszko i Justynie Moniuszko. W losie tych dziewczyn, a także pilotów samolotu dostrzegam ludzki, prawdziwy wymiar katastrofy w Smoleńsku.
 

OPINIE
Zapraszamy do wyrażenia opinii.
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010