Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy



Społeczeństwo
Dyktat (u)miłowania
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo,
Dodano: 2010-02-03 09:27:58

Gdyby Internet istniał w starożytnym Egipcie, Grecji czy Rzymie, to o czym pisaliby na swoich blogach Kleopatra, Cezar, Kaligula, Elefantyda, Fryne? A gdyby klikali nieco później: Casanova, Markiz De Sade, Bonaparte i Katarzyna II?

Dziś na świecie klika przeszło miliard osób, z czego najwięcej - w regionie Azji i Pacyfiku – 41% użytkowników globalnej sieci, w Europie – 28% wszystkich użytkowników Internetu, w USA - 18 proc. światowej liczby internautów, w Ameryce Łacińskiej – 7%, na Bliskim Wschodzie i w Afryce – 5%1. A jeśli surfują to i piszą, a gdy nie piszą to chociaż czytają. I o czym na przykład?

W ostatnim czasie obserwujemy modę na pisanie blogów, które później stają się podstawą książek (Wojciechowicz, Arundati) czy scenariuszy filmowych (Belle de Jour, Lejdis, czy pomniejsze: np. grane na deskach teatrów w scenariuszowych opracowaniach Jacka Poniedziałka, Szymona Wróblewskiego, Doroty Masłowskiej). Zaczynają one nie tylko żyć swoim życiem ale i wkraczać w sferę szerokich rzesz społeczeństwa. Dotyczy to przede wszystkim dwóch aspektów życia każdego człowieka: miłości, seksu i relacji damsko-męskich oraz (tu rzadziej) choroby, walki z nią i śmierci (znana sprawa trzech nastoletnich dziewczyn chorych na nowotwory, których blog pod nazwą D-D-P: http://d-d-p.blog.onet.pl/, zostanie wykorzystany w oficjalnym podręczniku języka polskiego do drugiej klasy gimnazjum).

Skończyłam właśnie (interesującą) lekturę jednej z najbardziej popularnych książek powstałych w oparciu o zapiski blogowe. Mowa oczywiście o ubiegłorocznym sukcesie wydawniczym Arundati i jej „Terapii narodu za pomocą seksu grupowego", wyd. Czarna Owca, 2009. Jest to kolejny, po debiucie Michała "Pistoleta" Wojciechowicza i jego „Życiu podziemnym mężczyzny”, wyd. A. Kuryłowicz, 2007, opublikowany pamiętnik internetowy. W tak zwanym międzyczasie mieliśmy jeszcze historię Belle de Jour (blog http://belledejour-uk.blogspot.com/), czyli głośną sprawę Dr Brooke Magnanti, kobiety-naukowca, której tożsamość jest jedną z największych zagadek literackich po opublikowaniu bestsellera o jej sekretnym życiu jako prostytutki.

Ale po kolei.

Najbardziej spektakularnym i chyba pierwszym blogiem traktującym bez szczególnych ograniczeń o złożoności, różnorodności i ciężarze gatunkowym sfery seksu stał się Kominek święcący triumfy czytelnictwa od 2006 r. na platformie blox.pl http://kominek.blox.pl/2008/09/KOMINEK-NASZA-INTYMNOSC.html

Są to internetowe zapiski mężczyzny, który zaczynał jako troll na forach dyskusyjnych, a z czasem wypracował swój własny charakterystyczny styl, którego wyróżnikiem stały się: krótkie, zwięzłe, bardzo bezpośrednie, często wulgarne, ale podszyte dużą dozą inteligencji i poczucia humoru teksty, traktujące przede wszystkim (choć nie tylko) o seksie. Blog Kominka rozrósł się do pokaźnych rozmiarów, stając się niewyczerpanych źródłem komentarzy różnych obszarów społecznego bytowania.

Mniej więcej w tym samym czasie 34-letnia Brooke Magnanti, dziś ceniona specjalistka neurotoksykologii i epidemiologii nowotworów w szpitalu w Bristolu pisała swojego bloga "Belle de Jour" relacjonującego życie prostytutki w Londynie, na podstawie którego napisano serię książek i serial telewizyjny. 34-letnia Magnanti będąc u progu ukończenia pracy doktorskiej z neurotoksykologii przeprowadziła się w 2003 roku do Londynu, gdzie liczyła na pomyślną obronę i angaż zawodowy. Niestety plany okazały się być trudniejsze do realizacji niż sobie założyła i sytuacja finansowa skłoniła ją do podjęcia pracy w charakterze ekskluzywnej "call girl", czyli prostytutki pracującej za pośrednictwem agencji, wynajmowanej za 300 funtów za godzinę. Swoje życie jako prostytutki opisała na blogu, który zyskał ogromną popularność na Wyspach Brytyjskich.

Gdzieś przed ekranem komputera siedział (już od 2001 r.) w tym czasie Michał Wojciechowicz i pisał skandalizującego bloga (www.zyciepodziemnemezczyzny.blog.pl), który przeobraził się w 2003 r. (i później 2007 r.) w obsceniczne wyznania zapisane drukiem i zajmujące miejsce na półkach polskich księgarń. Przez jednych uznana za odważną, łamiącą barierę stereotypów i polskiej pruderii, dla innych szczyt miernoty i ekshibicjonistyczna spowiedź płytkiego faceta, prowadzącego życia równoległe jako kochanek niezliczonych rzesz kobiet.

W 2007 r. dodatkowo Ewa Egejska publikuje swój reportaż "Czarodziejki.com" (Wyd. Octopus Centre, 2007) przedstawiający (już wprawdzie nie w oparciu o zapiski blogowe) życiorys trzech prostytutek i 250 scenek z ich życia i pokazując tym samym fragment naszej rzeczywistości, która może zaskakiwać.  Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że w oficjalnym, jawnie serwowanym i nagłaśnianym obiegu były tylko wydane w 1989 r. „Pamiętniki Fanny Hill" autorstwa Johna Clelanda (Wyd. Alma-Press, tłum. Mieczysław Sztycer) i zakurzona Michalina Wisłocka, gdzieś w piwnicy, to stanowi to nadzwyczajne urozmaicenie polskiej kuchni erotycznej. Oczywiście nie jest tak, że panowała w tej materii kompletna pustka, jednak trzeba przyznać, że od czasów Funny Hill aż do Wojciechowicza było raczej mezzo piano.

Nie ma tu miejsca na szczegółowe refleksje o każdej z tych pozycji (książkowych). Zresztą chyba lepiej, aby każdy zainteresowany sam po nie sięgnął i wyrobił własny pogląd, zanim zacznie się o nich wnikliwie debatować. Chodzi jedynie o sam fakt ich bytności i powody ich zaistnienia w takiej, a nie innej formie i z takim a nie innym przekazem. Tu, jak sądzę, otwiera się duże pole do popisu dla psychologów, którzy mogą podpowiedzieć dlaczego tak właśnie wygląda współczesne spojrzenie na erotykę, seks, bliskość, miłość (?). Wspomniane prace wiele dzieli, ale mają i wspólny mianownik. Im bardziej się zagląda we wszystkie kąty w poszukiwaniu norm i wartości, tym bardziej ich nie widać. De facto funkcjonują sobie wyłącznie w sferze naszych wyobrażeń i przekonań, wpajanych czasem w domu, czasem w środowisku szkolnym, czasem w wąskich grupach społecznych, a niekiedy – jeśli ktoś ma wyjątkowe szczęście – po trosze w każdym z tych obszarów. Normy, zasady i wartości istnieją sobie dzięki dorobkowi, myślicieli, intelektualistów, wybitnych – zapisanych na stronnicach kart historii – postaci, które jawią się takimi, bo nikt nie zajrzał (może na szczęście) w ich prywatne, małe, skrywane światy.

Sfera seksu zaczyna być obecna w oglądzie publicznym, czy to nam się podoba czy nie. I będzie widoczna coraz bardziej. Co więcej silny historycznie w różnych kulturach jej związek z religią przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

Eksponowanie seksualności i korzystanie z absolutnie wszelkich form aktywności w tej sferze, łamiących wyobrażeniowe, zamknięte w stereotypie kultury chrześcijańskiej (i nie tylko) granice, jest faktem. Ityfalliczność nie jest już symbolem szczęścia i radości jak w świecie Ozyrysa, nie podkreśla miejsca płci w hierarchii i intelektualno-emocjonalnej więzi (jaka kształtowała np. homoseksualne więzi w relacjach mistrz-uczeń u starożytnych Greków), nie jest wyznacznikiem wysokiej pozycji i uznania dla urody i intelektu Cór Koryntu czy wreszcie wyrazem rzymskiego hołdowania stosunkom alternatywnym i wyraźnej limes między obowiązkami małżeńskimi a zaspokajaniem wyszukanych potrzeb seksualnych.

To jak to jest dziś?
Wydaje się, że czerpiemy z dorobku kilku tysięcy lat dziejów świata. I do tej naszej rzeki seksualności jeśli użyć NewAge-owskiej metaforyki, wpadają strumyki z absolutnie wszystkich możliwych kierunków i z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Mówi się o relatywizmie, permisywizmie, anomii, atrofii wobec norm moralnych i wartości. Dla każdego z tych twierdzeń można znaleźć uzasadnienia. Ale czy aby na pewno świat w tym aspekcie tak bardzo uległ zmianie? Czy może tylko przesuwają się akcenty a pewne rzeczy są zwyczajnie mniej skrywane, łatwiej dostępne i mniej ocenzurowane? Czy człowiek w tym aspekcie zmienił się tak bardzo? Nie sądzę. Co więcej, może to właśnie przy całym bogactwie i wielości zmian, zachodzących we wszechświecie tylko jedno pozostaje niezmienne – natura ludzka, a Wergiliuszowe trahit sua quemque voluptas święci tryumfy. I tak już zostanie do końca świata.
I jeszcze jedną minutę dłużej.

A póki co, za chwilę mamy… Walentynki.


1Wg badań comScore, 2009;

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/internautow_na_swiecie_jest_juz_ponad_miliard_87305.html

OPINIE
Zapraszamy do wyrażenia opinii.
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010