Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy



Polityka
Dlaczego wyginęły dinozaury?...
TAGI: Kuchnia intelektualna, Gospodarka, Polityka,
Dodano: 2009-06-09 08:53:11

Wysłuchałem ostatnio, w związku z dwudziestoleciem przemian, szeregu mądrych i współczujących wypowiedzi na temat jednego z paradoksów transformacji. Mianowicie faktu, że „Solidarność” będąca – według mówców - motorem przemian była najsilniejsza w wielkich zakładach pracy i właśnie te wielkie zakłady padły w większości ofiarą transformacji. W niektórych wypowiedziach zawarta była implicite nuta moralnej dezaprobaty dla transformacji pożerającej własne dzieci.
 

Obawiam się, że mimo wielkich nazwisk autorów niektórych wypowiedzi, ich autorzy niewiele zrozumieli z zaszłości transformacji i losu „wielkich budowli socjalizmu”, jak te wielkie zakłady nazywano w latach – mówiąc eufemistycznie – przedtransformacyjnych. Nie spotkałem np. sensownej odpowiedzi na pytanie dlaczego największe demonstracje miały miejsce właśnie w dużych zakładach, zatrudniających wielotysięczną załogę. Dlaczego stamtąd wychodziły najdalej idące żądania płacowe (a czasem, jak w 1980 roku, nie tylko płacowe).
 

Dla kogoś, kto zajmował się gospodarką także w latach komunizmu, odpowiedź taka powinna przyjść dość łatwo. Komunistyczny system gospodarczo-polityczny demoralizował wszystkich: w dużych i małych zakładach, w urzędach i gdzie indziej. Zasada: „czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy” przenikała wszędzie. Ale najgłębsza była demoralizacja w dużych zakładach. Wiele badań ekonomicznych tego okresu wskazywało, iż najniższą efektywność odnotowywano właśnie w wielkich zakładach.
 

Te „wielkie budowle socjalizmu” pokazywano jednak na okrągło w partyjnej propagandzie i w tych zakładach ludzie powinni (w telewizji!) wyglądać zadowoleni. Dlatego w gospodarce niedoborów, jaką była gospodarka centralnie administrowana, „dopieszczano” w pierwszej kolejności właśnie załogi tych zakładów. To te przedsiębiorstwa miały zawsze priorytet w podziale środków na inwestycje, czy walut obcych na zakup dóbr inwestycyjnych na Zachodzie. To pracownicy tych przedsiębiorstw dostawali w pierwszej kolejności podwyżki i nagrody (mimo wyraźnie gorszych wyników!), to im przydzielano najwięcej dóbr reglamentowanych (mieszkań, samochodów, itd.). Byle tylko nie okazywali zbiorowo swego niezadowolenia.
Nic dziwnego, że demoralizacja była tam największa; nic bowiem nie demoralizuje bardziej niż większe nagrody za gorszą pracę. Pewna profesor psychologii napisała lat temu ok. piętnaście w raporcie dla Centrum Adama Smitha znamienne słowa, że w komunizmie lumpenproletariat przesunął się z marginesu do wielkich przedsiębiorstw.
 

Pracownicy tych firm mieli lepiej niż inni w skrajnie niewydolnym systemie. Ale obiecywano im znacznie więcej i dlatego strajkowali, domagając się zmian – nawet ustrojowych. Tak więc, jak to sam napisałem już w pierwszych latach transformacji, obalili oni komunizm nie dlatego, że obiecywał gruszki na wierzbie, lecz dlatego, że gruszki na wierzbie nie wyrosły. I przy tym poziomie demoralizacji i przy takiej mentalności nikogo nie powinno dziwić, że zdemoralizowane dinozaury komunizmu niechciały i nieumiały zaadaptować się do systemu opartego na efektywnościowych zasadach. I dlatego, jak dinozaury, wyginęły...

 

OPINIE
Marta Sybidło -
2009-06-15 11:23:34
Zaskakujące, jak często po latach ograniczeń, kontroli i wszelkich krzywd, jakie niosły ze sobą lata komunizmu w Polsce, słyszeć da się te dwa symboliczne słowa – "komuno wróć". Kto za ową ustrojową staruszka tak się stęsknił jest oczywiste.
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010