i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-01-15 15:24:38

W tym roku akademickim będziemy obchodzić dwudziestą rocznicę wydarzeń, które przyniosły zasadnicze zmiany ustrojowe, polityczne i gospodarcze w Polsce, wpływające w dużym stopniu na proces przemian w całej Europie Środkowo-Wschodniej, nazywany często „jesienią ludów”. Dwadzieścia lat to cała epoka. To prawie dokładnie taki okres, jak czas trwania II Rzeczpospolitej. Tamto państwo odegrało olbrzymią rolę w umocnieniu narodu polskiego po stu kilkudziesięciu latach zaborów, ukształtowało wspaniałe młode pokolenie żołnierzy Rzeczpospolitej, Polski Podziemnej, powstańców warszawskich – pokolenie, któremu niedawno złożył hołd brytyjski historyk Norman Davies w swej książce „Powstanie 44”. Gdy patrzymy z dalekiej już historycznej perspektywy, wydaje nam się, że daty świtu polskiej niepodległości w 1918 roku i wybuchu II wojny światowej, która położyła kres II Rzeczpospolitej są bardzo od siebie oddalone w czasie, który był tak gęsto wypełniony wieloma ważnymi wydarzeniami. A przecież to niemal dokładnie taki sam dystans czasowy, jaki nas dzieli od wydarzeń z lat 1988-1989. Ich uczestnikom wydają się one bardzo nieodległe. Tak jakby zdarzyły się wczoraj. Powiedzmy przedwczoraj. A przecież na tej sali znajdują się studenci roczników, które przychodziły na świat właśnie w tamtych latach przełomu. Dla nich początki III Rzeczpospolitej są już odległą przeszłością. Jest istotne jak będą tę historię oceniały. Dla narodu jest ważne, jak postrzega własną historię. Czy jest z niej dumny, czy raczej widzi w niej obciążenie, nie dające powodów do satysfakcji. Z dzisiejszej perspektywy na początki II Rzeczpospolitej patrzymy z dumą. Dzień 11 listopada jest świętem narodowym. Ówczesne spory polityczne o wybór drogi prowadzącej do niepodległości nie przeszkadzają nam dzisiaj w docenieniu wkładu w odzyskanie państwa polityków, którzy w tamtej epoce rywalizowali ze sobą: Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego, Wincentego Witosa i innych.
Na wydarzenia z lat 1988-1989 patrzymy inaczej. Są one przedmiotem sporu. Nie tylko historycznego. Historia nie rzadko w tym wypadku służyć ma polityce. Jeszcze nie dawno obserwowaliśmy zaciekły spór pomiędzy zwolennikami III i IV Rzeczpospolitej. Ci drudzy głosili tezę, że gmach państwa polskiego wznoszony od 1989 roku od początku obarczony był tak poważnymi błędami konstrukcyjnymi, że nie pozostaje nic innego, jak przystąpienie do wznoszenia nowej konstrukcji, wolnej od błędów i wad III Rzeczpospolitej. Na tym zasadzał się projekt IV Rzeczpospolitej. Moja dzisiejsza wypowiedź jest zabraniem głosu w tej właśnie debacie.
Jakie były główne wyznaczniki określające sytuację Polski pod koniec lat osiemdziesiątych?
Stan wojenny zepchnął wprawdzie do podziemia „Solidarność”, zakończył niezwykły czas piętnastu miesięcy pokojowej rewolucji, charakteryzujący się wielką aktywnością społeczną, istnieniem wielu organizacji niezależnych od władzy i rozsadzających ramy systemu, ale nie unicestwił jednak „Solidarności” jako ruchu społecznego i czytelnego dla społeczeństwa symbolu dążeń wolnościowych. Po okresie ostrych represji z okresu stanu wojennego, mniej więcej od września 1986 roku zaczęła się kształtować w Polsce sytuacja przypominającą tę z drugiej połowy lat siedemdziesiątych: istniała faktycznie tolerowana, ale nie uznawana opozycja i drugoobiegowy ruch wydawniczy. Różnica w porównaniu z latami siedemdziesiątymi dotyczyła przede wszystkim niepomiernie szerszej skali zjawiska. Kierownictwo partyjno-rządowe skupione wokół generała Wojciecha Jaruzelskiego zachowało monopol swej władzy w państwie, ale nie unicestwiło przeciwnika. Polityka gospodarcza okazała się ciężką porażką. „Produkcja spadała, mnożyły się „wąskie gardła”, umacniała presja inflacyjna. Głównym remedium były kolejne „operacje cenowo-dochodowe”, których skuteczność była bardzo ograniczona m. in. ze względu na lęk przed społecznymi niepokojami.” – tak sytuację nie zreformowanej gospodarki charakteryzował Andrzej Paczkowski. Obciążeniem dla gospodarki był wielki dług zagraniczny. Po stronie pasywów władza musiała odnotować także faktyczny bojkot ze strony Zachodu. Symbolem wolnej Polski dla Zachodu był nagrodzony w 1983 roku Pokojową Nagrodą Nobla Lech Wałęsa – przywódca „Solidarności”. Generał Jaruzelski miał złą prasę. Przedstawiano go jako wojskowego dyktatora, który pod wpływem Kremla zdławił wolnościowe aspiracje Polaków. Często porównywano go do generała Augusto Pinocheta wojskowego dyktatora Chile.
Demokratyczna opozycja poszerzała pola swego działania, ale nie była w stanie zmobilizować społeczeństwa do masowych protestów: manifestacji i strajków. Panowało powszechne przekonanie, że władzy nie uda się zmusić do ustępstw na tej drodze, gdyż dysponuje siłą, która pokazała swą skuteczność nocą z 12 na 13 grudnia 1981 roku, gdy ruch „Solidarności” liczył około 10 milionów ludzi. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych był nieporównanie słabszy. Jedną z konsekwencji wprowadzenia stanu wojennego była utrata nadziei na pozytywne zmiany w Polsce przez miliony ludzi. Konsekwencją były postawy społecznej apatii, tak bardzo kontrastujące z żywiołową aktywnością z okresu pomiędzy sierpniem 1980, a grudniem 1981 roku. Warto przypomnieć, że pomiędzy 1980 a 1986 rokiem opuściło Polskę 700 tysięcy osób, z których 2/3 miało poniżej 35 lat.
Układ sił pomiędzy obozem władzy a solidarnościową opozycją przypominał szachowego pata. A jednak pojawiły się nowe dane określające położenie Polski. Niewątpliwie najważniejszym nowym czynnikiem była polityka „głasnosti” i „pierestrojki” proklamowana przez nowego sekretarza generalnego KPZR Michaiła Gorbaczowa, który przejął władzę w ZSRR w kwietniu 1985 roku. Radziecki przywódca nie chciał burzyć systemu. Chciał go zreformować mniemając, że można go połączyć ze znacznym zwiększeniem przestrzeni wolności, pluralizmem poglądów i debatą na temat epoki stalinowskiej. Gorbaczow szczerze dążył do poprawy stosunków z Zachodem i redukcji zbrojeń, które coraz bardziej ciążyły niewydolnej gospodarce radzieckiej. Dziś wiemy, że wystąpił w roli „ucznia czarnoksiężnika”, który wyzwolił potężne siły, których nie potrafił już opanować. Niewątpliwie na korzyść jego bilansu, jako ważnej historycznej postaci, przemawia fakt, że nie próbował odwrócić biegu historii przy pomocy bezwzględnych i krwawych metod, po które w Rosji wielokrotnie sięgała władza komunistyczna i nie tylko komunistyczna. Było jednak oczywiste, że o ile w okresie poprzedzającym dojście do władzy Gorbaczowa, kierownictwo ZSRR wywierało na władze PRL presję w kierunku przywracania ortodoksji komunistycznej, a więc modelu państwa, w którym nie ma miejsca dla opozycji, a zwłaszcza potężnego ruchu niezależnego od władzy i mającego w dużej mierze robotniczy charakter, to ta presja w czasach Gorbaczowa znacznie osłabła, a nawet jest możliwe, że zmienił się jej kierunek. Zły wizerunek władz PRL na Zachodzie nie służył nowej polityce ZSRR. Niewątpliwie pole manewru ekipy generała Jaruzelskiego w stosunkach ze społeczeństwem uległo znacznemu poszerzeniu.
W dniach 8-14 czerwca 1987 roku odbyła się trzecia pielgrzymka Jana Pawła II do ojczyzny. Na mszach papieskich i trasach przejazdu papieża gromadziły się tłumy, dające wyraz swego związku z „Solidarnością”. Szczególną wymowę miała papieska msza na gdańskiej Zaspie, która pod transparentami i sztandarami „Solidarności” zgromadziła ponadmilionowe tłumy. „Solidarność” pokazała swą żywotność. Historyk zajmujący się tym przełomowym okresem słusznie stwierdził: „ Papież z wysokości swego autorytetu potwierdził sens toczonej od 1980 roku walki, podtrzymał słabnącą wolę oporu, wezwał do aktywności i odwagi”.


