Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy



Polityka
Czas przełomu
TAGI: Kuchnia intelektualna, Polityka,
Dodano: 2009-01-15 15:24:38
To jednak pozycja strony solidarnościowej umacniała się, a władzy słabła w wyniku popełnianych błędów . Takim błędem była inicjatywa Alfreda Miodowicza, przewodniczącego reżimowego OPZZ – jak się później okazało nie uzgodniona z kierownictwem partyjno-rządowym – odbycia debaty telewizyjnej z Wałęsą. Miała ona miejsce 30 listopada 1988 roku i skończyła się bezdyskusyjnym zwycięstwem Wałęsy. Pozycję przewodniczącego „Solidarności” umocniła grudniowa wizyta w Paryżu, gdzie był przyjmowany niemal jak głowa państwa. Ostateczna decyzja władz o warunkowym uznaniu zasady pluralizmu związkowego, otwierająca drogę do legalizacji „Solidarności” zapadła na X plenum KC PZPR w drugiej połowie stycznia 1989 roku. Obrady Okrągłego Stołu rozpoczęły się 9 lutego 1989 roku. Istnieje „czarna legenda” Okrągłego Stołu i legenda wyidealizowana. „Czarna legenda” mówi o spisku elit obu obozów, zawiązanym ponad głowami narodu, w którym szczególnie złowrogą rolę odgrywać miały spotkania na szczycie obu stron odbywające się w Magdalence. Spisek podzielić miał władzę polityczną i gospodarczą pomiędzy obie elity i zapewnić bezkarność komunistom. Ta „czarna legenda” jest dość rozpowszechniona, ale zarazem tak absurdalna, że szkoda czasu na polemizowanie z nią. Jest jednak także wyidealizowana wersja tamtych wydarzeń, dość często przywoływana przez przedstawicieli ówczesnych władz, takich jak Wojciech Jaruzelski, Aleksander Kwaśniewski, czy Stanisław Ciosek. Oto obóz władzy trafnie odczytując ducha czasu postanawia dobrowolnie wyrzec się władzy, otwierając drogę do demokracji. Ma ona niewiele wspólnego z prawdą. Tadeusz Mazowiecki, obok Lecha Wałęsy i Bronisława Geremka, najważniejszy uczestnik solidarnościowej strony Okrągłego Stołu, w czerwcowym wywiadzie dla „Polityki” mówi o Okrągłym Stole: „Nie stawialiśmy na porozumienie elit, tylko na zasadnicze zmiany. A ceną było nasze wejście w struktury polityczne, czyli do Senatu i Sejmu. Bałem się wtedy, że zechcą nas oswoić i wessać. Dziś też myślę, że raczej chodziło o wessanie niż podzielenie się władzą.”  Niewątpliwie generał Jaruzelski i jego najbliżsi współpracownicy byli gotowi na istotną reformę PRL. Chcieli podeprzeć się autorytetem „Solidarności” w oczach społeczeństwa wobec perspektywy niepopularnych decyzji gospodarczych i na rzecz swego wizerunku na Zachodzie. Nie zamierzali oddawać zasadniczej części władzy. Gwarantem jej utrzymania był wyposażony w potężne uprawnienia urząd prezydenta i gwarantowana większość w Sejmie dla obozu władzy. Politycy strony solidarnościowej również nie przewidzieli dynamiki procesu, w którym uczestniczyli. Ich celem było pozostanie opozycją, działającą jednak w nieporównanie korzystniejszych warunkach, niż do tej pory. Byłem uczestnikiem obrad Okrągłego Stołu i nie pamiętam, aby którykolwiek z uczestników strony solidarnościowej, rysował perspektywę rychłego przejęcia władzy. Na wejście do Sejmu i Senatu jedni przedstawiciele naszej strony patrzyli, jako na cenę jaką trzeba zapłacić za legalizację „Solidarności” i liberalizację systemu, a inni, jako na cenny przyczółek pozwalający na komunikowanie się ze społeczeństwem. O władzy nie myślał nikt, co być może nienajlepiej świadczy o wyobraźni politycznej naszej strony. Tę perspektywę otworzył dopiero wynik wyborów z 4 czerwca. Dlaczego więc wydarzenia potoczyły się tak szybko i już we wrześniu 1989 roku Tadeusz Mazowiecki-przedstawiciel obozu solidarnościowego – stanął na czele rządu? W moim przekonaniu potwierdziła się teza sformułowana przez Alexisa de Tocqueville’a w książce „Dawny ustrój i rewolucja”. Głosi ona, że dla ustroju despotycznego najtrudniejszym momentem jest ten, gdy próbuje on się reformować. Załamuje się wówczas logika systemu, wyuczone odruchy aparatu władzy i rządzonych.
Wymieńmy najważniejsze błędy popełnione przez władze:
1. Zgoda na wolne wybory do Senatu w zamian za zgodę drugiej strony na stworzenie urzędu prezydenckiego przeznaczonego przez obóz władzy dla generała Jaruzelskiego. Tę polityczna transakcję zaproponował Aleksander Kwaśniewski.
2. Upadek w wyborach listy krajowej zawierającej nazwiska 50 czołowych polityków obozu rządzącego, czego ekipa generała Jaruzelskiego nie przewidziała.
3. Błędne rozeznanie nastrojów społecznych. Władze nie doceniały poparcia społecznego dla „Solidarności” i przeceniały swoje wpływy, w szczególności w mniejszych i mniej zurbanizowanych województwach.
4. Nieumiejętność prowadzenia kampanii wyborczej przy otwartej kurtynie, czego wyrazem było m.in. dopuszczenie do zbyt wielu kandydatów strony partyjno-rządowej ubiegających się o ten sam mandat w wyborach do Senatu.
5. Nie docenienie procesów dekompozycji w obozie rządzącym, zwłaszcza w stronnictwach sojuszniczych: ZSL i SD. 55 posłów obozu rządzącego zostało wybranych z poparciem „Solidarności”. 
Na tym tle kampania „Solidarności” (Komitetu Obywatelskiego), w której występowała drużyna Lecha Wałęsy z jednym rekomendowanym kandydatem na jedno miejsce poselskie i senatorskie, wydawała się niezwykle profesjonalna.
Najważniejsze jednak było to, że społeczeństwo zyskało nieznaną do tej pory w PRL okazję wypowiedzenia się o rządach PZPR drogą wyborów. W ten sposób 4 czerwca 1989 roku odbył się w Polsce plebiscyt o doniosłych konsekwencjach dla przyszłości. Ma rację Andrzej Paczkowski pisząc: „Plebiscyt wyborczy dał wynik jednoznaczny. Polacy odrzucili komunizm.”  Ten dzień, który przyniósł mi, podobnie jak wielu innym Polakom, tyle satysfakcji, nie obył się bez jednej nieprzyjemnej niespodzianki. Zaskoczyła mnie niska frekwencja wyborcza: 62% procent. Była ona zapowiedzią niskiego uczestnictwa w wyborach w III Rzeczpospolitej.
Po latach, jakie upłynęły od tamtych wydarzeń, coraz częściej można spotykać komentarze krytykujące liderów obozu solidarnościowego za zbyt ostrożną postawę przyjętą po wyborach. Wyrazem tej postawy miała być zgoda na obsadzenie w drugiej turze wyborów do Sejmu miejsc przypadających na listę krajową przez przedstawicieli strony partyjno-rządowej (koalicyjno-rządowej) i nie zapobieżenie wyborowi generała Jaruzelskiego na urząd prezydenta przez Zgromadzenie Narodowe. Nie ulega wątpliwości, że „Solidarność” mogła zapobiec temu wyborowi. Rzeczywiście „Solidarność” przyjęła ostrożna linię postępowania. Zaważyły na tym przede wszystkim dwa czynniki. Liderzy „Solidarności” dobrze mieli w pamięci noc z 12 na 13 grudnia 1981 roku, kiedy Związek był nieporównanie silniejszy, niż w 1989 roku, a jednak został obezwładniony przez milicyjno-wojskową operację. Aparat państwowy, wojsko i milicja nadal były w ręku tych samych dysponentów. Liczono się z ewentualnością sięgnięcia przez nich po nadzwyczajne środki. Po drugie: wydarzenia zachodzące w Polsce miały bezprecedensowy charakter w bloku radzieckim. Pomimo liberalizacji w ZSRR należało się liczyć z reakcją państw Paktu Warszawskiego, z których dwa sąsiednie: NRD i Czechosłowacja rządzone były przez całkowicie dogmatycznych komunistów. Przywódcy obozu „Solidarności” poruszali się po polu minowym. Być może w świetle naszej dzisiejszej wiedzy byli zbyt ostrożni, ale tego nie sposób było wiedzieć wiosną i latem 1989 roku. Misję utworzenia nowego rządu otrzymał generał Kiszczak, usiłując wciągnąć do niego przedstawicieli opozycji. Na to nie było szans. W obozie solidarnościowym były dwa stanowiska. Pierwsze- początkowo przeważające- było zgodne z uprzednimi założeniami.. Zakładało ono pozostawanie „Solidarności” w opozycji, budowanie społeczeństwa obywatelskiego i przygotowywanie się do wzięcia w przyszłości odpowiedzialności za państwo. Ale zwyciężyło drugie stanowisko wyłożone w głośnym artykule Adama Michnika w „Gazecie Wyborczej” zatytułowanym: „Wasz prezydent – nasz premier” z 3 lipca 1989 roku. Tytuł dobrze oddawał sens politycznego projektu. Obóz solidarnościowy dał dowody realizmu i zdolności do samoograniczenia. Aby jednak nie zawieść pokładanych w nim nadziei musi wziąć odpowiedzialność za utworzenie rządu. Taki był tok rozumowania naczelnego redaktora „Gazety Wyborczej”. Z Michnikiem polemizował na łamach „Tygodnika Solidarność” Tadeusz Mazowiecki w artykule zatytułowanym: „Spiesz się powoli”. Wałęsa poparł jednak koncepcję Michnika, ale zmodyfikował ją. Powierzył braciom Jarosławowi i Lechowi Kaczyńskim- wybranym w czerwcu do Senatu- misję przeciągnięcia na stronę „Solidarności” ZSL i SD. Zakończyła się ona sukcesem. Generał Kiszczak nie był w stanie utworzyć rządu. Generał Jaruzelski ugiął się przed nowymi faktami. 19 sierpnia 1989 roku zaproponował misję utworzenia rządu Tadeuszowi Mazowieckiemu, wskazanemu przez Wałęsę. Miał to być rząd Wielkiej Koalicji, także z udziałem PZPR, ale z dominującą rolą „Solidarności”. 24 sierpnia Sejm ogromną większością głosów powierzył Tadeuszowi Mazowieckiemu stanowisko premiera. Padły w nim pamiętne i tylekroć opacznie interpretowane słowa: „Przeszłość odkreślamy grubą linią. Odpowiadać będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy, by wydobyć Polskę z obecnego załamania”.  13 września 1989 roku Sejm powołał rząd Tadeusza Mazowieckiego. Weszło do niego 12 ministrów z obozu „Solidarności”, 5 z PZPR, 4 z ZSL i 3 z SD.
Otwierała się nowa karta historii Polski. Jeszcze pod koniec roku dokonana została zmiana nazwy państwa na Rzeczpospolitą Polską, przywrócono koronę w godle państwowym, a konstytucji zniknęły ideologiczne zapisy. Z wielką intensywnością przygotowywano plan Balcerowicza, który od 1 stycznia 1990 roku kompletnie zmienić miał realia gospodarcze Polski. Rozpoczynał się czas III Rzeczpospolitej.
Jej początki bywają niekiedy zohydzane dla celów politycznych, a czasami dla rozładowywania kompleksów ludzi, którym wydaje się że ich zasługi nie są dostatecznie wyeksponowane i docenione. Niekiedy jednak w krytyce początków III Rzeczpospolitej doszukać się można autentycznej tęsknoty za jednoznacznym przełomem, który unieważniałby epokę PRL, nagradzał niezłomnych i karał, tych którzy służyli złej sprawie. To fakt, że nie przeżyliśmy dnia zbiorowego uniesienia, zwiastującego nowy początek. Najbliższy temu wyobrażeniu jest z pewnością dzień 4 czerwca 1989 roku. Jednak dla kogoś kto zna historię Polski, w której wiele jest nieudanych heroicznych zrywów wolnościowych okupionych wielką daniną krwi, a narodowe sukcesy takie jak odrodzenie państwa po I wojnie światowej także wiązały z ofiarą krwi żołnierza polskiego przelaną w wojnie z bolszewikami, w walkach toczonych o Lwów, w powstaniach śląskich i powstaniu wielkopolskim, jest oczywiste, że niemal nigdy daru wolności nie otrzymywaliśmy za tak niska cenę, jak w 1989 roku. Warto też pamiętać, że w 1989 roku naród w swej większości pragnął wolności, ale nie chciał rewolucji. Nie niosła nas rewolucyjna fala. Polacy byli zmęczeni ponurymi latami stanu wojennego, kłopotami szarego codziennego dnia. Nie bez racji wywiad z Lechem Wałęsą zamieszczony w „Polityce” z okazji 25 rocznicy przyznania mu Pokojowej Nagrody Nobla zatytułowany jest „Wygraliśmy resztką sił”. W tym samym wywiadzie historyczny lider „Solidarności” wydaje mi się, że w sposób zasadniczo trafny podsumowuje istotę procesu, który dokonał się w 1989 roku: „Trzeba było złapać przyczółki i to udało się zrobić. Po 4 czerwca władza też liczyła, że możemy popełnić jakiś większy błąd i ona przejdzie do ataku, była do tego przygotowana. My jednak żadnego wielkiego błędu nie popełniliśmy, byliśmy roztropni i udało się. Mieliśmy też cholerne szczęście.”  Dla mnie rok 1989 na zawsze pozostanie zapisany, jako Annus mirabilis.

 1  2  3 


OPINIE
tolldy - To wielki dorobek
2009-01-30 12:49:05
Fajnie że taki temat jest tu przedstawiany. Już widzę, jak za kilka miesięcy Gwiazda i Walentynowicz bedą wrzeszczeć o zdradzie narodowej. Więcej takich tekstów by nie pozwolić na desawuację tego wieeeelkiego dorobku.
Arkadiusz Maciejowski -
2009-06-09 08:36:36
Pisze Pan, iż dzień 11 listopada traktowany jest inaczej - z większym splendorem, niż wydarzenia, które obecnie obchodzimy. Osobiście uważam, iż w przyszłości data tamtych wydarzeń zyska miano święta narodowego, tylko jest to kwestią czasu, tak jak było to w przypadku dnia odzyskania po 123 latach niepodległości, gdzie 11 listopada stał się świętem narodowym dopiero po prawie dwudziestu latach.
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010