Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy



Kultura
Balcerowicz kontra reszta świata…
TAGI: Kuchnia intelektualna, Kultura,
Dodano: 2009-10-02 22:55:21

Świata polskiej kultury zgromadzonego na kongresie w Krakowie. Profesor Leszek Balcerowicz, na jednej z sesji plenarnych, która odbywała się pod hasłem „Ile państwa w kulturze?" wygłosił wspaniałe pod względem erystycznym przemówienie, a erystyka, to jak wiadomo, sztuka doprowadzania sporów do korzystnego rozwiązania bez względu na prawdę.  Na początku Profesor zdefiniował panujący, jego zdaniem, w Polsce, a szczególnie wśród ludzi kultury i nauki, syndrom „radzieckiego działacza”, który cechuje się postawą roszczeniową w stosunku do państwa i przekonaniem, że powinno ono obywatelom wszystko zapewnić. Można się zgodzić, że państwo kiepsko sobie radzi w gospodarce, co objawia się m.in. niską efektywnością, upolitycznieniem polegającym na zatrudnianiu menadżerów według partyjnego klucza oraz żerujących na przedsiębiorstwie związków zawodowych, czego skandalicznym przykładem jest kilkanaście różnych związków w jednej  kopalni czy w fabryce.

Zdaniem Profesora państwo ogranicza wolność obywateli i możliwość wyboru zapewniając im bezpłatną opiekę zdrowotną i szkolnictwo oraz dotując kulturę, która powinna na siebie zarobić, bo kryterium jej wartości jest to czy widz, słuchacz, czytelnik chce za określoną ofertę kulturalną zapłacić. Dlaczego podatnik nie korzystający np. z teatru na płacić na jego utrzymanie pytał retorycznie Profesor. Słuchając tego wystąpienia dałem się w pierwszych minutach niemal uwieść sile jego argumentacji, ale po chwili oprzytomniałem.

Historia europejskiej cywilizacji to niemal nieprzerwany ciąg poszerzania uspołecznienia w wielu dziedzinach ludzkiej aktywności. Na tym właśnie polega rozwój, a nie na wzroście produktu krajowego. Wśród tych dziedzin, na które instytucje państwowe najpierw monarchie, a potem rządy republikańskie nie szczędziły i dalej nie szczędzą środków jest właśnie kultura. Gdyby nie mecenat państwowy czy para państwowy nie byłoby Kaplicy Sykstyńskiej, preludiów i fug Bacha, czy koncertów Mozarta. Wszyscy ci artyści żyli na garnuszku swoich mecenasów, czyli pośrednio na koszt podatnika – wykorzystywanego chłopa, a później  robotnika. Wraz z rozwojem społecznym  poszerzał się jednak krąg odbiorców, tak więc kultura, sztuka stawały się coraz bardziej demokratyczne.

Leszek Balcerowicz jest niewątpliwie stały w swoich poglądach, co z jednej strony jest pewną wartością, z drugiej zaś rodzi niebezpieczeństwo utraty kontaktu z rzeczywistością w zmieniającym się szybko świecie. Równolegle do rzeczywistości  zmiany następują także w ekonomii, gdzie tacy wybitni ekonomiści jak Joseph E. Stieglitz, czy Paul Krugman działają już w innym paradygmacie. Kilka lat temu ukazała się książka  „Kultura ma znaczenie”, w której ekonomiści i socjologowie pokazywali rolę kultury w rozwoju gospodarczym i rozwoju po prostu. Ta dziedzina ludzkiej działalności staje się w krajach zachodniej Europy ważnym sektorem tworzącym miejsca pracy, gdzie udział mecenatu państwowego jest nie tylko pożądany, ale konieczny. Instytucje kultury pełnią rolę wychowawczą, uspołeczniająca, kształcąca świadomych obywateli. Rynek w tej dziedzinie może pełnić jedynie rolą uzupełniająca. Dostęp do książki, czasopisma, teatru, artystycznego kina, klasycznej muzyki nie może być regulowany zawartością portfela, bo zasobne portfele mają nieliczni, a pozostałych na czasopismo, książkę, czy bilet do teatru często po prostu nie stać. Bez powszechnego dostępu do finansowanych przez państwo dóbr kultury będziemy mieli społeczeństwo sterowane przez  komercyjne media dostarczające zmanipulowanych wiadomości i tandetnej rozrywki analfabetom. Ale może rządzącym w Polsce o to właśnie chodzi. Zdecydowany odpór Leszkowi Balcerowiczowi dali m.in. pozostali paneliści: Waldemar Dąbrowski i Andrzej Mencwel.

Dyrektorom teatrów, o czym mówiono na Kongresie, obcina się dotacje do tego stopnia, że poza pokryciem kosztów stałych nie ma już pieniędzy na produkcję spektakli. Muzeów nie stać na zakup dzieł sztuki, książki są coraz droższe i coraz mniej drukuje się egzemplarzy, zmniejsza się czytelnictwo gazet i czasopism,  wartościowe filmy nie mogą wejść na ekrany, albo szybko z nich znikają, bo komercyjne kina preferują tandetne amerykańskie produkcje.

Obok problemów ekonomicznych, twórcy mówili o cenzurze, która wprawdzie formalnie znikła jako scentralizowany urząd, ale istnieje, nie mniej dotkliwa, w formie rozproszonej. Twórcom wytacza się  procesy z paragrafu o obrazie uczuć religijnych, naruszenia dóbr osobistych, gnębi sądowymi procedurami. Wolność twórczą ogranicza prawo o własności intelektualnej, które chroni interesy koncernów, a nie twórców itd.

Pojecie obrazy uczuć religijnych w kodeksie karnym  jest charakterystyczne dla państw wyznaniowych, a w ogóle to „obraza”  jest czymś bardzo subiektywnym, ponieważ co jednego obraża, dla innego wcale obraźliwe nie jest. Tak niejasna materia jak obraza jakichkolwiek uczuć w pluralistycznym społeczeństwie nie powinna podlegać regulacjom prawnym.

W dyskusji na temat mediów profesor Janusz Czapiński stwierdził, że jedynym prawdziwie społecznym, integrującym, kulturotwórczym medium jest internet i na jego rozwój należy przede wszystkim przeznaczać publiczne pieniądze. Pogląd ten nie spotkał się jednak z aplauzem pozostałych panelistów, ponieważ, jak zauważono, internet dostarcza nie tylko ogromnej liczby informacji, umożliwia słuchanie muzyki, oglądanie filmów, a nawet czytanie książek, Google digitalizuje światowe zasoby biblioteczne, ale jest równocześnie forum erupcji chamstwa, brutalności, niszczenia kultury języka, a wymiana myśli przeradza się często w rynsztokowy bluzg.

Była także mowa o preferencjach władzy - rządu i samorządów, a jeden z panelistów wskazał na niewspółmierność nakładów na urządzenia sportowe z jednej strony i kulturalne z drugiej.  Tylko w Warszawie tzw. stadion narodowy (dlaczego od razu narodowy?) będzie kosztował 2 miliardy złotych,  a stadion Legii budowany z pieniędzy budżetu miasta pół miliarda, do tego rachunku dojdą stadiony we Wrocławiu, Gdańsku i Poznaniu. Skala wydatków na jedną imprezę sportową rzeczywiście ogromna, szczególnie, że obiekty te potem będą wykorzystywane jedynie okazjonalnie.

Kongres Kultury w Krakowie był niewątpliwie potrzebny, dał bowiem ludziom kultury możliwość rozładowania frustracji spowodowanej polską rzeczywistością. Chwała za to ministrowi kultury Bogdanowi Zdrojewskiemu, który jak prawdziwy  gospodarz cały czas uczestniczył w obradach. Było to zachowanie niezwykłe, ponieważ regułą jest, że minister czy inny dygnitarz najwyżej powie kilka zdań na otwarciu kongresu czy seminarium, a potem udaje się do pilniejszych jego zdaniem zajęć. Jest bowiem przekonany, że wie już wszystko i niczego nowego dowiedzieć się już nie może.

Na sesji poświęconej sytuacji mediów elektronicznych narzekano, że nie wykazały one prawie żadnego zainteresowania Kongresem. Jeden z panelistów tak to skomentował: „po co telewizje miałyby informować o tym wydarzeniu, skoro cała zainteresowana publiczność znajduje się w kongresowych salach”. Mimo zapowiedzi na otwarciu Kongresu nie pojawił się Donald Tusk, co stało się symbolicznym potwierdzeniem braku zainteresowania Premiera i jego rządu kulturą,  ponieważ  jak stwierdził jeden z panelistów szef rządu interesuje się głównie piłką nożną.

OPINIE
karamucho  (karamucho@wp.pl) -
2009-11-23 01:58:11
Piękną alternatywą dla świata komercji którego mędrcy pokroju Balcerowicza rysują nam "nieunikniony" obraz jest zarysowna przez autora artykułu, zakotwiczona w najlepszych postępowych tradycjach ludzkości, wizja kultury jako nowej podstawy stosunków ekonomicznych i, co za tym idzie, społecznych.
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010